Pisanie historii na nowo staje się coraz bardziej modne także u nas (a nie tylko np. w Niemczech) i śmiem postawić tezę, że jeszcze chwila, a w glorii chwały powróci peerelowska hagiografia "budowniczych Polski Ludowej", konsekwentnie zwalczająca jakiekolwiek publikacje o komunizmie i aparacie represji w naszym kraju wydawane przez IPN.
Prof. A. Żbikowski, o którym chcę tu wspomnieć, swego czasu, tj. w kwietniu 2002 r. sformułował tezę, że właściwie to nie ma żadnych dowodów na, jak to ujął, "'żydowską winę' za los Polaków pod okupacją sowiecką" (http://polish-jewish-heritage.org/pol/maj_03_poszukiwaniu_wroga.htm), krytykując ostro prof. T. Strzembosza za to, że stwierdził kiedyś na łamach "Rz":
""Ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież oraz biedota miejska, wzięła masowy udział w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronią w ręku". Sowietów witano nie w obawie przed wkroczeniem na te tereny wojsk hitlerowskich, gdyż - pisze dalej Strzembosz - w 1940 r. wielu Żydów uciekło z ziem zajętych przez ZSRR i zarejestrowało się na powrót pod okupacją niemiecką. Co więcej, powitaniu Armii Czerwonej towarzyszyło tworzenie milicji ludowych i podejmowanie "aktów rewolty przeciwko państwu polskiemu"".
Tenże Żbikowski na łamach najnowszej "Polityki" nie pozostawia suchej nitki na książce prof. M. Chodakiewicza "Po zagładzie" (http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=1139&news_id=252594&layout=18&forum_id=14807&fpage=Threads&page=text) i z pełną aprobatą przywołuje sądy prof. P. Machcewicza, który całkowicie kwestionuje warsztat metodologiczny Chodakiewicza. Nie przypominam sobie, by skrupulatne analizy warsztatu metodologicznego J. T. Grossa przeprowadzane były na łamach tygodnika "Polityka", gdy ukazały się książki "Sąsiedzi" czy "Strach", ale być może wszystko przed nami, bo przecież znowu chodzi o Grossa, tylko że Żbikowskiemu nie podoba się KRYTYKOWANIE Grossa. Swój artykuł tytułuje zresztą "AntyGross", żeby nikt nie miał wątpliwości. Czy jest w tym tytułowaniu jakieś semantyczne powinowactwo z antysemityzmem? Podejrzewam, że tak, choć ten wątek tu pominę jako już dość wyeksploatowany w politpoprawnych mediach.
Żbikowski mówi o książce Chodakiewicza bez przebierania w słowach, że jest "naukowym absurdem". Sformułowanie ciekawe, absurdalność bowiem bierze się głównie stąd, że tezy stawiane przez autora "Po zagładzie" zupełnie się kłócą z tezami stawianymi w publikacjach Żbikowskiego:
"Lata powojenne to dla Chodakiewicza wyłącznie walka niepodległościowców ze zniewalającym kraj reżimem komunistycznym, mocnym wyłącznie siłą sowieckich bagnetów. Przemilcza, że to też lata leczenia wojennych ran, małej stabilizacji, odbudowy, adaptacji do nowych granic i porządku prawnego oraz pędu do awansu społecznego całych grup, a też biologicznego wycieńczenia, rozpadu więzi społecznych, masowych migracji, rozplenionego pijaństwa, złodziejstwa i bandytyzmu. Rzeczywiście, jak zgodnie twierdzą historycy – w powojenną antykomunistyczną konspirację zaangażowało się około 200 tys. Polaków, a do początku 1947 r. w oddziałach leśnych w kraju walczyło równocześnie nawet 20 tys. partyzantów. Polska liczyła jednak w tym czasie 26 mln mieszkańców, a zatem zdecydowana większość społeczeństwa nie była zaangażowana w wojnę domową."
Co więcej, Żbikowski zarzuca także Chodakiewiczowi, że posługuje się "wyświechtanymi frazesami", typu "czołowy ubek". Do tego więc już dochodzi, że określenie "ubek" nie podoba się politpoprawnym historykom? To dopiero.
Zwracam jednak uwagę na przytoczony wyżej cytat. Już długo nie widziałem takiej otwartej gloryfikacji polskiego stalinizmu (no może na łamach "Trybuny" w "listach czytalników" to by się znalazły jakieś podobne kwiatki), a tymczasem jest ona zamieszczana AD 2008 w jednym z "tygodników opinii", jakby nigdy nic. Brakuje tylko zdjęć z industrializacji kraju oraz planów budowy metra w Warszawie.
Żeby było jeszcze ciekawiej, pod koniec swojej krytyki Chodakiewicza, Żbikowski dodaje:
"Autor informacje zaczerpnął z zaledwie 18 żydowskich wspomnień, lecz przekłada je na szacowną liczbę ponad 13 tys. pokrzywdzonych z winy Żydów Polaków, w tym 300 osób zabitych „bezpośrednio” bądź „w wyniku działań Żydów”. Taka metoda to naukowy absurd. To dosłownie przeniesione uogólnienie z atmosfery panującej w powojennej polskiej nacjonalistycznej konspiracji, z ulotek pisanych w podziemiu przez niektórych żołnierzy NSZ i WiN."
Proszę się zatrzymać przy tym sformułowaniu: "powojenna nacjonalistyczna konspiracja". Eleganckie, trzeba przyznać, bo jakby już o krok od "faszystowskiej działalności" "band leśnych". Należałoby wnioskować z tego, co pisze Żbikowski, że nawiązywanie do dziedzictwa ideowego antykomunistycznych ugrupowań to jakaś wielka ujma dla historyka. I pewnie Żbikowski ma rację, dlatego dołącza do "odnowicieli historii", których prace, co warto wspomnieć, publikowano w wielkich nakładach już od pierwszych lat powojennych. Swoją drogą ciekawe, co na to Chodakiewicz.
Ja zaś zadaję sobie pytanie, czy to zjawisko peerelizacji (czy rekomunizacji) badań historycznych nad wspólczesnymi dziejami Polski, czyli tworzenia nowohistorii będzie się nasilać, czy z czasem osłabnie?


Komentarze
Pokaż komentarze (32)