Takie informacje jakoś słabo przedostają się do mainstreamowych mediów, a tym samym do odbiorców: pułkownik SB mianowany ekspertem sejmowej komisji badającej domniemane naciski na organa ścigania za czasów kaczystów. Czy można znaleźć lepszy komentarz do naszej rzeczywistości?
Pisze o tej sprawie obszernie P. Dmitrowicz, więc odsyłam do lektury artykułu (http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/polityka/artykul47375.html). To, że eksperta z długim stażem w zwalczaniu antykomunistycznej opozycji, wyznaczył J. Widacki, wiele tłumaczy, dlaczego jednak nie sypią się protesty w tej sprawie ze strony zatroskanej o praworządność braci dziennikarskiej?
"Jerzy Stachowicz karierę zaczynał w krakowskiej komórce SB. Głośną sprawą, w której odegrał znaczącą rolę, było aresztowanie 11 działaczy Liberalno–Demokratycznej Partii Niepodległość. Jej członkowie planowali zorganizowanie akcji protestacyjnej, domagając się wycofania wojsk sowieckich z Afganistanu. (...)
Jerzego Stachowicza dobrze zapamiętał działacz KPN Krzysztof Bzdyl. Aresztowany 7 grudnia 1980 roku był prze niego kilka razy przesłuchiwany. Usłyszał od Stachowicza między innymi, że żywy z wiezienia nie wyjdzie, i za swoją działalność otrzyma karę śmierci. Krzysztof Badyl usłyszał też, że SB zrobi porządek z jego rodziną, bo przecież łatwo o wypadek, a taki może się przytrafić jego dzieciom. Bzdyl miał dwóch synów w wieku 7 i 1,5 roku.
Krzysztof Bzdyl, oburzony wybraniem Stachowicza na eksperta komisji do spraw nacisków, dwukrotnie apelował do przewodniczącego tejże komisji, posła PO Andrzeja Czumy o nie korzystanie z usług byłego esbeka. Z podobnym apelem wystąpił również inny działacz dawnej opozycji, Marian Stachniuk. Na razie apele pozostały bez odzewu."
Wątek Stachowicza jest jednak szerszy, ponieważ po pracy w SB był pozytywnie weryfikowany i znalazł się zarówno w UOP-ie, jak i ABW (obecnie emerytowany oficer ABW). O innym sejmowym ekspercie, tym razem z Akademii Spraw Wewnętrznych (sprzed 1990 r.), W. Walczaku, powołanym przez R. Kalisza do komisji śledczej, której jest przewodniczącym, pisał ostatnio też "Głos", ale sprawa jakoś pozostała bez odzewu (http://glos.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=306&Itemid=76). Może to kolejny symptom specyficznie rozumianej normalizacji naszej rzeczywistości społeczno-politycznej.
Można oczywiście się zżymać na to, że esbeków się bierze do oceny praworządności we współczesnej Polsce, z drugiej jednak strony, po niedawnym orzeczeniu SN, że zwalczanie wrogów ludu nie było łamaniem prawa, to któż nie jest lepszym specjalistą od egzekwowania prawa, jak nie esbecy?


Komentarze
Pokaż komentarze (46)