Po słynnych "Polaków rozmowach" na motorówce, po których to nastąpił niesamowity zwrot akcji i naraz media pokochały PiS, PO pokochała PiS, a prezydenta to w szczególności, pisałem z nieskrywanym powątpiewaniem na temat tego, czy partia J. Kaczyńskiego wie, co robi, godząc się na niejasne porozumienie z przeciwnikiem politycznym.
Uważałem za polityczny błąd wpisywanie się w postpeerelowską tradycję zawierania kompromisu sprowadzającego się do tego, że jest to "dogadywanie się z wrogami nie tylko bez jakichś szerszych konsultacji społecznych, pospiesznie, ale też bez specjalnego oglądania się na ostateczny bilans takiego porozumienia, a tym samym, bez uwzględniania potencjalnych zagrożeń tkwiących w takim układaniu się z wrogiem." (http://freeyourmind.salon24.pl/68570,index.html) PiS, jak pamiętamy, zupełnie zaskoczył wielu swoich zwolenników, zapewniał jednak, że sytuacja jest pod kontrolą, a głosy krytyki to "rozbijanie prawicy" itd.
3 kwietnia pisałem wprost:
"PiS powinien był zwlekać z jakimkolwiek zawieraniem porozumienia z wrogim ugrupowaniem, nie dysponując żadnymi podstawowymi, spełnionymi warunkami. Należało negocjować przy światłach kamer, pokazywać obywatelom karty obu stron i dowodzić, jak taki ewentualny kompromis jest możliwy. Jeśli bowiem odrzucano jakiekolwiek kompromisy z PO w przypadku komisji śledczych i rozmaitych ustaw (jak np. medialna), to nagły, błyskawiczny zwrot ku porozumieniu z wrogą PO wygląda na coś zupełnie irracjonalnego, albo też wykonanego z niezrozumienia powagi sytuacji. Nie było żadnych przesłanek ku takiemu zachowaniu" -
i dzisiaj te same słowa cisną się na usta, gdy PO pokazuje PiS-owi drzwi w kwestii ustawy kompetencyjnej. Słuchałem rano jak zwykle elokwentnego Gleba Chlebowskiego, czytałem w "Rz" wywiad z Jamajką-Komorowskim (http://www.rp.pl/artykul/127424.html) i "zachodzę w um", jak teraz się zachowa PiS, gdy strona, z którą się zawarło kompromis, twierdzi, że kompromisu w takim kształcie, o jakim mówi partia Kaczyńskiego, nie było. Wprawdzie wczoraj w RM J. Kurski zapewniał, że tym razem PiS się nie ugnie, ba, powiedział nawet, że wyjście naprzeciw obecnym żądaniom PO byłoby oszukiwaniem narodu, ale z tego, co mówią przedstawiciele PO wcale nie wygląda na to, by PO w ogóle się bała takiej konfrontacyjnej sytuacji. Chlebowski powtarza jak w malignie słowa "niekonstytucyjność", "Konstytucja", "prawo", a jednocześnie "kompromitacja" (w odniesieniu do Kurskiego), zaś Komorowski twierdzi:
"PiS nie ma już do odegrania żadnej roli w procesie ratyfikacji. Oczywiście może składać projekty ustaw związanych w wejściem w życie traktatu, ale to dwie zupełnie inne kwestie."
Trudno w tego typu postawach doszukać się jakichkolwiek prób pójścia na kompromis. Innymi słowy, PO ponownie stawia PiS w sytuacji bez wyjścia, przekonana, że po parlamentarnej ratyfikacji TL PiS nie może się już cofnąć. Czy wobec tego należało zawierać kompromis?
Jeśli nawet uważało się, stojąc na stanowisku prounijnym, że należy ratyfikować TL i w związku z tym, porozumieć się z dotychczasowym przeciwnikiem politycznym, to jednocześnie trzeba było taki kompromis zawrzeć w formie jasno sformułowanego dokumentu, który zawierałby takie a nie inne sformułowania (interpretowalne tak a tak). Tymczasem PiS, w sposób irracjonalny, powtarzam, poszedł na kompromis z PO, nie próbując się w żaden taki właśnie sposób się zabezpieczyć. To tak, jakby pożyczać pieniądze zupełnie obcej osobie tylko dlatego, że w sposób uprzejmy o tę pożyczkę się zwróciła.
W zbrutalizowanej polityce, której przykładów za czasów rządów PiS-u mieliśmy aż nadto (mam na myśli skoordynowane i spektakularne działania opozycji), należy uciekać się do metod, które nie zostaną wykorzystane przeciwko nam i używać środków, które gwarantują osiągnięcie realnych, a nie iluzorycznych celów. Najgorsze zaś jest sięganie po takie metody i środki, które z pozoru zapewniają zwycięstwo, zaś w rzeczywistości odwlekają jedynie klęskę. Mam nadzieję, że PiS zabezpieczył się na wypadek, gdyby PO zwyczajnie wystawiła go do wiatru właśnie dzięki temu, że żadnych jasnobrzmiących sformułowań kompromisu nie było.
Mam też nadzieję, że prezydent faktycznie nie podpisze TL, jeśli PO dalej będzie grać PiS-owi na nosie. Czy jednak cały ten scenariusz z wycofywaniem się PO z uzgodnień, które nie zostały zapisane na papierze i które nie zostały w sposób wyraźny sformułowane nie był do przewidzenia?


Komentarze
Pokaż komentarze (104)