W Polskim Radiu, które od momentu objęcia prezesury przez K. Czabańskiego stało się medium na wysokim poziomie, odbyła się dwa dni temu dyskusja nt. tzw. półkowników, czyli filmów niedopuszczanych do emisji przez cenzurę za czasów komunistycznych.
Uczestnicy audycji P. Śmiałowski i prof. E. Król wspominają o takich tytułach, jak "Dwie godziny", "2x2=4", "Chłopskie ręce", "Długa noc", "Ósmy dzień tygodnia", "Ocalenie", "Długa noc", "Ręce do góry", "Przesłuchanie" itp. Program jest do ściągnięcia ze strony PR w formacie mp3, więc można sobie jeszcze rzucić na niego uchem (http://www.polskieradio.pl/kultura/film/artykul47836.html).
"Dwie godziny" z doborową obsadą aktorską (Skarżanka, Hańcza, Szaflarska) zbyt ponuro opisywał rzeczywistość powojenną; przez chwilę był dystrybuowany w 1957 r., ale potem ponownie go zdjęto. "2x2" z kolei opisywał powojenną rzeczywstość w taki sposób, że w mrowiu spekulantówi szabrowników jest jedyny pozytywny bohater, którego sylwetka artystycznie oddana była mniej atrakcyjnie od szwarccharakterów (ponoć A. Ford "zatrzymał" ten film). Obraz ten zresztą nie uwzględniał "mądrości etapu", ponieważ nie mówił o uspółdzielczaniu rolnictwa.
Okrojono "Zakazane piosenki" (ich I wersję wyświetlaną przez parę miesięcy w 1947 r.) - o historię o hali filmowej, w której miał powstawać film. Dokręcono w II wersji eksodus ludności po Powstaniu Warszawskim oraz wejście berlingowców śpiewających "Szumi dokoła las" w styczniu 1945 r. do Warszawy, co miało na celu wtłoczenie filmu w odpowiednie, ideologiczne ramy (nowe sceny dokręcał J. Kawalerowicz, który był przy całym filmie asystentem reżysera). Obraz Niemca władze uznały za "zbyt stonowany" (wycięto więc np. scenę, w której dwaj żołnierze niemieccy po wysłuchaniu antyniemieckiej piosenki dają śpiewającemu dziecku parę groszy; podobnie scena śpiewania w tramwaju inaczej kończy się w pierwszej, a inaczej w drugiej wersji - w I. chłopakowi udaje się bezpiecznie uciec, a z Niemca chcącego go dopaść ludzie się naśmiewają, w II. chłopak ginie zastrzelony przez patrol niemiecki, a pasażerowie gromią wzrokiem folksdojczkę). Okrojono "Życie raz jeszcze" ze scen rozgrywających się w więzieniu, do którego trafia polski pilot RAF-u (grany przez Łapickiego) po powrocie do Polski i służbie w "ludowym wojsku", posądzony o szpiegostwo - (sceny bicia przez śledczego) oraz pierwotne zakończenie.
Przemontowywano także inne filmy, dopuszczone zrazu do rozpowszechniania np. "Dom na pustkowiu", "Miasto nieujarzmione/Robinson warszawski", dokonując cięć na oryginalnej taśmie (co uniemożliwia odtworzenie ich pierwotnej wersji; I. wersję scenariusza na podstawie losów Szpilmana tworzył Cz. Miłosz - ten scenariusz odrzucono). Za czasów socrealistycznych po tzw. zjeździe w Wiśle, co ciekawsze, nie było półkowników, ponieważ kontrola scenariuszy była tak dokładna (tzw. komisja scenariuszowa i komisja kolaudująca film), że niepożądane treści się nie mogły pojawić.
Czy - poza filmem opartym na opowiadaniu Hłaski, no i "Zakazanymi piosenkami" - widzieli Państwo te w/w półkowniki? Czy widzieli też Państwo znakomity film "Słońce wschodzi raz na dzień" (z Kociniakiem i Pieczką) z 1967 r.? Wprawdzie dokręcona, finałowa scena socrealistyczna nieco psuje wymowę całości, ale można na nią przymnkąć oko. Ponoć film został wstrzymany po tym, jak w trakcie projekcji "kolaudacyjnej" wstał jakiś wózkarz pracujący na planie i stwierdził, że skoro H. Kluba jest Żydem, to on sobie nie życzy, by grał polskiego biskupa katolickiego, zaś partia "wsłuchująca się w głos ludu", wstrzymała rozpowszechnianie tego filmu.
Na kanale Kino.pl można czestokroć obejrzeć tragikomiczne socrealistyczne gnioty albo filmy w reż. i z udziałem R. Filipskiego, tudzież jakieś eksperymentalne etiudy, od których słabo się robi. Nie wspomnę o misyjnej TVP czy stacjach komercyjnych, raz po raz wznawiających emisję "Czterech pancernych" czy innych socrealistycznych, propagandowych "kultowych seriali" "Polski Ludowej". Nie uważam jednak, żeby był to przypadek. Tendencja do utrwalania dziedzictwa "Polski Ludowej" jest zbyt trwała po blisko 20 latach III RP, by był to "błąd w sztuce" sterowania naszą współczesną kulturą.
O wiele lepiej na szczęście wygląda sytuacja w Polskim Radiu, w którym nareszcie można usłyszeć J. Mackiewicza czytanego na antenie przez M. Benoit (http://www.polskieradio.pl/kultura/ksiazka/artykul41019.html) czy dowiedzieć się o wystawie poświęconej A. Bobkowskiemu (http://www.polskieradio.pl/kultura/ksiazka/artykul46076.html). To stanowczo za mało, rzecz jasna, ale zawsze to już coś na tym bezrybiu, jakie w mediach mamy.
Ale zabawna rzecz - z jednej strony wciąż kulturową kontynuacja peerelu (no, może niektórych pisarzy peerelowskich, typu J. Putrament, J. Przymanowski czy W. Żukrowski itd. nie wznawia się w masowych nakładach), a z drugiej - nowe półkowniki, których nie uświadczy się w TVP czy, co oczywiste, stacjach komercyjnych. Dzisiejsze półkowniki, to "Plusy dodatnie, plusy ujemne", "Nocna zmiana", "Obywatel poeta", "Witamy w życiu" (zakaz emisji od 1995 r.) itd. W Polsce postkomunistycznej nie zabrakło za to filmów propagandowych, jak tragiczny wprost "Czterdziestolatek 20 lat później", "Uprowadzenie Agaty" (po którym reżyser powinien się zaszyć gdzieś w głuszy) czy niedawny, który moglibyśmy zaliczyć do kina moralnego niepokoju III RP, potępiający lustratorów, najnowszy film J. Stuhra ("Korowód"). Tradycję socrealistyczną we własnym wydaniu ("Pokolenie" (http://www.filmweb.pl/f1116/Pokolenie,(1954)/opisy), "Popiół i diament" itd.) kontynuuje "Katyń" A. Wajdy, w którym oficer armii czerwonej oferuje pomoc Polce (poszukującej męża, który wylądował w obozie) i chroni ją przed NKWD (proponuje jej nawet fikcyjne małżeństwo), a w którym jeden z ocalałych z Katynia oficerów (grany przez Chyrę), uczestnicy w budowie "Polski Ludowej", tylko że w pewnym momencie jednak stwierdza, że trzeba strzelić sobie w łeb; w którym uczestniczka Powstania Warszawskiego (Cielecka) pyskuje na przesłuchaniu ubekom, jakby to ona ich uwięziła itd.
No ale grunt, że zdrowi jesteśmy.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)