G. Schetyna będzie rozdawał komputery najbiedniejszym dzieciom mieszkającym na wsi. Sądzę, że do akcji powinna się dołączyć E. Kopacz i zacząć rozdawać prysznice do boisk w każdej najbiedniejszej gminie.
Słowo "dać" nabrało jakiejś nowej, mitycznej mocy w odnowionej za rządów PO III RP. Tak jak kiedyś spływały w paczkach zagraniczne DARY dla sponiewieranego przez komunę społeczeństwa, tak teraz Władza będzie dawać i dawać. Tysiące komputerów od Schetyny to pierwszy krok we właściwym kierunku. Powinno się je skierować do tych regionów Polski, gdzie Telekomunikacja Polska nie dociągnęła jeszcze swoich skrzynek i używa się np. radiolinii. Jakość takiego Internetu jest znakomita, ale przecież grunt to schetynizacja, tzn. komputeryzacja, chciałem powiedzieć. Premier już w ekspose zapowiedział słynne boiska w gminach, teraz dorzucił prysznice i jest git, dziwię się jednak, że nie wspomniał o basenach. Kto się w końcu nie lubi kąpać. Informacja na lato byłaby znakomita do medialnej obróbki skrawaniem, zwł. że przy okazji można by włączyć się w coroczną walkę z dzikimi kąpieliskami, których nie strzegą żadni ratownicy. Dla niezmotoryzowanych - akcja "auta dla najbiedniejszych". W ramach taniego państwa rząd przeznacza dla najbiedniejszych część swoich pojazdów służbowych (i kupuje nowe, ekonomiczniejsze).
Na zimę z kolei przydałaby się akcja darów dla bezdomnych. O nie, nie śpiwory. Domy. Premier Tusk lub wicepremier Schetyna, przecinają wstęgę i rozdają niedawnym bezdomnym klucze do mieszkań na Ursynowie czy może Mokotowie. Jestem pewien, że taką akcję dostrzegłyby nawet media niemieckie. Nie mam na myśli "Dziennika", który wsławił się niedawno szyderstwami ze święta 3 Maja (ciekawe, czy redakcja tak samo poszydzi sobie z niemieckiego świąta panstwowego), ale niemieckie media niemieckojęzyczne, no. Polityka darów w skali nieco większej niż tylko komputery, boiska czy prysznice ujawniła się niedawno w trakcie wizyty premiera polskiego w Izraelu, jak wiemy. Polityka darów uprawiana jest także wobec komunistów. J. Lichocka zdumiewa się, że "peerel pozostaje bez wyroku", a czerwonym żyje się i lepiej, i weselej (http://www.rp.pl/artykul/130214.html), lecz przecież w takim obrocie rzeczy nie ma przypadku. To właśnie konsekwencja polityki darów zapoczątkowanej, nawiasem mówiąc, w 1989 r., gdy dano komunistom nie tylko rozmaite zakłady, media, specsłużby i polityczną swobodę działania, ale przede wszystkim dozgonną bezkarność, wedle zasady "wszystkich rozliczy historia".
Zapewne i PO liczy na to, że i ją rozliczy historia, no bo chyba nie wyborcy, którzy już dawno przestali zwracać uwagę na jakiekolwiek podwyżki czy na to, że żadnych autostrad się nie buduje, a przygotowania do Euro 2012 sprowadzają się do bankietów z przedstawicielami UEFA. Wyborcy obdarowani świętym spokojem powinni się cieszyć, że mają tylko tyle i aż tyle.
Niestety, nie zapowiada się natomiast, żeby z jakimiś wielkimi darami poza samą tarczą przyjechali do Polski Amerykanie. Przedstawiciele PO kręcą nosem jak panna na wydaniu, ale nic w tym dziwnego, jak się gra w pierwszej lidze, jak to kiedyś określił Tuska pierwszoligowy Sikorski, to trzeba nieustannie podnosić swoje kwalifikacje i wymagania, a jak się należy do wielkich politycznych darczyńców, to tym bardziej się tego typu wspaniałomyślnych gestów oczekuje od innych polityków. Zresztą - mam dobrą radę dla koalicji rządowej: zawsze tarczę można wziąć, choćby tylko po to, by dać najbiedniejszym w Europie. Tylko kogo by tu wybrać? A jak tam sytuacja w Rosji? A na Białorusi?


Komentarze
Pokaż komentarze (105)