Free Your Mind Free Your Mind
151
BLOG

Od Piasta do Sikorskiego

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 85

Od dłuższego czasu powraca w debacie określenie "PR" na to, co robi PO w sferze polityki. Nie jest to jednak określenie właściwe. Nie da się uprawiać polityki jako PR-u. Sprawa bowiem jest prosta, gdy nie jesteśmy aktywni my - aktywni są na naszym polu inni.

Mówiąc inaczej: brak decyzji w obszarze czy to polityki zagranicznej, czy krajowej, przekłada się na to, że decyzje w tym obszarze podejmują nie rządzący, ale inni ludzie. Jest to prawda tak prosta, tak banalna, a zarazem tak oczywista, że powinni o niej wiedzieć nie tylko krytykujący obecną koalicję, ale i sami przedstawiciele tejże pokracznej koalicji, która od pół roku robi wszystko właśnie by o niczym ważnym przypadkiem nie zadecydować. I podejrzewam nawet, że ci ostatni doskonale to wiedzą. Od początku przecież było wiadomo, że nie są to politycy z krwi i kości, lecz aktorzy w rolach "wielkich polityków" czy "pierwszoligowców" (że użyję określenia pierwszoligowca Sikorskiego), toteż ludzie mający głowę na karku przewidywali, że peokraci wraz z ZSL-owcami-bis będą jedynie pozorować uprawianie polityki, tj. pojawiać się przed kamerami, śpiewać, tańczyć, skakać, fikać koziołki, no i wygłaszać "przemowy", ale nie będą podejmować żadnych poważnych decyzji. Kto miał jeszcze jako taką pamięć, ten widział wciąż oczyma duszy wiekopomne sceny z "Nocnej zmiany", kiedy Tusk liczy głosy, a Pawlak drżącym jak zwykle głosem powtarza sobie za "panem-ojcem" Wałęsą, że ma sobie "czyścić UOP". Nikt rozsądny więc nie spodziewał się ani żadnego przełomu, ani żadnej nawet ewolucji w budowaniu nowego państwa, a jedynie konsekwetnego powrotu do status quo wypracowanego właśnie na początku l. 90.

To, że w ten scenariusz z determinizmem godnym podziwu wpisał się Sikorski (kiedyś wszak w rządzie ROP-u, potem w rządzie PiS-u), świadczy, że nie tylko nie jest to polityk poważny (ucieczka z PiS-u, która przemieniła się w lżenie niedawnych kolegów partyjnych już stanowiła dostatecznie mocny argument za tą tezą), ale też dalekowzroczny (krótka droga od wielkości do śmieszności, powiadają). Można ze względów, dajmy na to, ambicjonalno-pragmatycznych, przejść do wrogiego dotąd ugrupowania, jeśli ma się szanse na realizację pewnych związanych z krajem poważnych celów politycznych, których - załóżmy - poprzednie ugrupowanie nie realizuje lub realizuje nie dość skutecznie. Można, sądzę. I na takim jeszcze gruncie decyzje i kariera Sikorskiego, byłyby zrozumiałe (przy mocnym zmrużeniu oczu). Jednakże trzeba jednocześnie mieć perspektywiczną wizję polityki. Tej zaś Sikorski nie tylko nie miał, ale najwyraźniej, nie ma.

Zakładając, że przemówienia nie napisał mu ghostwriter, ale on sam, to mogę dać głowę, że powstało ono z taką myślą, jakby już miało być włączone w księgę pt. "Słynne mowy polskich ministrów zagranicznych". Tego typu bufonada byłaba nawet zabawna, gdyby nie dowodziła zarazem tego, że Sikorskiemu własna osoba przesłoniła cały kraj, a jak na polityka mającego zajmować się polityką zagraniczną, to chyba nie jest postawa normalna, a przynajmniej zdrowa. O ile słynna majowa mowa Becka w parlamencie polskim w 1939 r. miała charakter historyczny i po dziś dzień stanowi wyraz pewnej niezłomności i twardości naszej polityki wobec potencjalnych agresorów, o tyle mowa Sikorskiego świadczy nie tyle o wyczuciu historii, co o braku kontaktu z rzeczywistością. Do tego zaraz wrócę.

Zacząłem od kwestii polit-PR-u. W Polsce tego typu taktykę stosowano od samego początku układania się z komunistami. Sprowadzała się ona do tego, że "aktorom politycznym" mówiono "zrzućcie to na nas, my zapewnimy osłonę" (np. medialną). Polscy politycy mieli więc "występować na scenie politycznej", podczas gdy decyzje mieli podejmować inni. Do czasów zwycięstwa PiS-u ta strategia się udawała (pomijając rządy Olszewskiego, ale długo ta przerwa w działaniu "systemu" nie trwała). Gdy kaczyści przejęli władzę, okazało się, że "system" jest nieskuteczny, gdyż za mało koksu sypie się do pieca i brakuje pary. Po dwuletniej mobilizacji "wszelkiej flory i fauny" polityczno-bezpieczniacko-medialnej (któż nie był zdeklarowanym i dzielnym wrogiem kaczyzmu - od Rakowskiego, poprzez "byłych oficerów WSI", po Żakowskiego!), udało się wprowadzić na szczyty władzy "aktorów politycznych", którzy za cenę swoich "występów" są w stanie zapłacić wszystkim. I płacą. A wymaga się od nich jedynie "umywania rąk".

Umywanie rąk w polityce zagranicznej, umywanie rąk w kwestii lustracji, umywanie rąk w kwestii interesu narodowego itd. Można by to przyrównać do brytyjskiej polityki "splendid isolation", gdyby Polska była krajem silnym ekonomicznie, militarnie i politycznie - w naszym zaś wydaniu jest to wyłącznie parodia, karykatura tego typu polityki.

Wracając do Sikorskiego. Określenie "miękka polityka" (przeciwstawiane "topornym działaniom") stanowi znakomite ujęcie tego, co wyrabiało się i wyrabia w Polsce od czasów okrągłego stołu. Miękka polityka polega na tym, że aktorzy polityczni w naszym kraju, zaczynają też odgrywać role polityków za granicami. I tak samo jak w Polsce postępują na zasadzie "umywania rąk", tak samo na arenie międzynarodowej robią wszystko, by zadowolić wszystkich, a nie realizować interesy własnej ojczyzny. Polscy aktorzy polityczni opracowali swoją grę aktorską do takiej perfekcji, że zapamiętują się w rolach niesamowicie. Grają polityków z takim poświęceniem, że najważniejsze są dla nich "reakcje publiczności" (głównie niemieckiej (czyt. unijnej), ale i rosyjska też jest w cenie), przy czym publiczność to politycy zagraniczni (i tamtejsze media), którzy wcale nie udają, że występują na scenie politycznej, zaś interesy swoich krajów realizują na serio bez oglądania się na "odczucia" innych.

Uprawianie polityki z "Rosją taką jaka jest" nie oznacza więc żadnego politycznego pragmatyzmu, ale ten sam serwilizm wobec Moskwy, do którego przyzwyczaiły nas szczególnie rządowe ekipy komunistyczne po 1989 r. To, że PO naraz jest ugrupowaniem kontynuującym ten serwilizm, unaocznia, jakie środowiska wsparły tę partię na drodze "do demokratycznego zwycięstwa" najmocniej. Mówienie, że Niemcy są naszym największym sojusznikiem jest zarazem zamykaniem drogi na mocne związanie Polski z USA, a więc powrotem do klinczu, w jaki wpakowano nasz kraj za czasów Skubiszewskiego.

W polityce, tak jak w przyrodzie "nie ma próżni". Brak aktywności w jakiejś sferze powoduje to, że w tej sferze stają się aktywni inni. Tam, gdzie Polska ustępuje pola, tam wchodzą inni, poważniejsi gracze. Miękka polityka zatem, to nie jest żadna polityka. Zasłanianie się frazesami "UE i Europa to my" to błazenada, niestety.

Ale jest jeden akcent pozytywny. Sikorski powiedział pół żartem pół serio, że Pałac Kultury i Nauki powinien być rozebrany. Cholera, może od tego należało zacząć ministrowanie? Akurat ten postulat całkowicie popieram. Byłby to krok w kierunku poszerzania słynnej "strefy zdekomunizowanej".          

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (85)

Inne tematy w dziale Polityka