Free Your Mind Free Your Mind
198
BLOG

Wspólnota strachu

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 59

Przyznam szczerze, że nie chcę wiedzieć, co sprawiło, że w przeciągu 10 lat autor "Klatki Ezry" dokonał takiej wolty ideowej, że dziś bliżej mu do Sierakowskiego niż do środowiska "Arcanów", w którym esej o Poundzie się w 1999 r. ukazał. Nie rozumiałem entuzjazmu prof. J. Staniszkis, która swego czasu widziała w Michalskim jakąś wschodzącą gwiazdę konserwatyzmu, nie rozumiałem też niedawnych zmagań P. Paliwody z Michalskim, jakby jeszcze było z kim walczyć. Owszem eseistyczne zestawienie powojennego losu Pounda, który gloryfikował faszyzm w Radiu Rzym w l. 40. z losem intelektualistów wspierających komunizm, których nie spotkały żadne represje, było intrygujące, ale co z tego?

Jestem zarazem w stanie w pełni zrozumieć, skąd się bierze wspólnota strachu, o której z niezłą swadą pisze w "Rz" R. Ziemkiewicz (http://www.rp.pl/artykul/132247.html):

"Najpierw było to strach przed antykomunistycznymi ekstremistami i „czarnosecinnym potencjałem” polskiego społeczeństwa, które doprowadzić miały do wybuchu rewolucyjnej przemocy i utopić młodą polską demokrację we krwi. Potem przed „młodocianymi, głupawymi olszewikami” i „oszalałymi lustratorami”, którzy „chcą podpalić Polskę, bo po prostu są chorzy”. Potem przed „państwem wyznaniowym” i „katolickimi ajatollahami”, którzy chcą przywrócić cenzurę i zmienić kobiety w „maszyny do rodzenia”. Potem znowu przed „nastoletnimi inkwizytorami z IPN”. Potem przed Radiem Maryja i sprzymierzonym z nim populizmem… Trudno zresztą mówić, „najpierw – potem”, bo wszystkie te kawiarniane strachy od kilkunastu lat znakomicie ze sobą współistnieją i uzupełniają się, trzymając salon w nieustającym spazmie lęku."

Wspólnota ta zawiązywała się już na przełomie l. 80. i 90. i właściwie w ostatnich latach przeżyła jakiś wielki renesans swojego istnienia. Widzieliśmy wszak jak "ponad podziałami" łączą się środowiska przeróżnego autoramentu, by powstrzymać "napór kaczyzmu". Tu, obok imperium Michnika, prym wiodła nieśmiertelna, pseudointeligencka "Polityka", która już wprawdzie nie ma nad tytułem hasła o "proletariuszach wszystkich krajów", ale linię propagandową trzyma niezmienną od dekad. Mogłaby być wydawana jako dodatek do "dziś" Rakowskiego, ale minęły czasy sprzedaży wiązanej. Otóż o ile na początku "wspólnota strachu" zawiązana była jako mechanizm zarządzania społeczeństwem - tzn. członkowie tejże wspólnoty, dorabiając się w najlepsze, rozsiewali atmosferę strachu czy nagonki (słynne "polowania na czarownice", odradzanie się "skrajnej prawicy" etc.) - zachowywali się trochę jak pies, który łapczywie zajada swoją strawę powarkując, by nikt przypadkiem się do niego nie zbliżył. Problem polegał bowiem na tym, że w wyniku "historycznego kompromisu", status quo między komunistami a "stroną Solidarnościową" było generalnie nie do ruszenia. Wiedząc to doskonale, środowiska, które należały do czołowych beneficjentów konstrukcji republiki bananowej (nie tylko kacykowie, co nagle przechodzili z nędzy do pieniędzy, ale i rozmaici koncesjonowani opozycjoniści, którym ochrona czerwonej nomenklatury weszła potem w krew na długie lata), wskazywały wroga urojonego, po to by obywatele szukali wyjaśnień dla powstawania porządku bananowego nie tam, gdzie one leżały. Szambo polityczne więc napełniało się stopniowo, elity salonowe zaś udawały, że zapach zgnilizny to tak naprawdę aromat świeżej farby i atmosfera remontu w odnawianej ojczyźnie. Dopiero, gdy szambo zaczęło się przelewać i ilość afer, korupcji oraz bezkarność polityków bananowych przekroczyły masę krytyczną, zaczęło się udawanie, że "jednak coś z tym trzeba zrobić". Oczywiście najlepiej było zrobić tak, by szambo wylewało się tak jakoś bokami, by salonowcy dalej mogli udawać, że tak naprawdę mamy do czynienia z przedwiośniem.

Wspólnota strachu została postawiona w stan najwyższej gotowości, gdy się okazało, że jednak dotychczasowy porządek może zostać wywrócony do góry nogami, i już żadne Wałęsy, nie Wałęsy, Wachowskie, nie Wachowskie, żadne Cioski, Wiatry, Mazowieckie, Michniki i nikt pod sklepieniem niebieskim nie weźmie czerwonej nomenklatury w obronę, tylko wszystko może trafić szlag. Nie muszę chyba przypominać, jak natychmiast zerwali się ze smyczy rozmaici propagandyści (tu prym wiodła oczywiście "kuźnia neomarksizmu", czyli "Polityka" ze swoimi umorusanymi po pachy w badaniach analitycznych diagnostykami kaczyzmu; ale przecież i inne ośrodki nie próżnowały). Było to wielkie "biada, biada, Babilon, upada". Nagle bowiem się okazało, że kwity, które zabezpieczały spokojny status całych różnorodnych środowisk, mogły zostać unieważnione. Była to sytuacja o tyle paradoksalna, że urojenia wspólnoty strachu przybrały nieoczekiwanie w ich oczach postać realną. Ci ludzie naprawdę zaczęli się bać. Pierwszy raz coś takiego widzieliśmy od pamiętnego dnia przegłosowania ustawy lustracyjnej w 1992 r., kiedy to po korytarzach sejmowych biegali zapłakani konfidenci sądząc, że to już koniec świata.

Wspólnota strachu, jak wiemy, wcale nie wygasiła swojej aktywności wraz ze zmianą rządów w 2007 r. Po tak wielkiej, zbiorowej traumie, jaką zafundowali tej wspólnocie kaczyści z najstraszniejszym na świecie Macierewiczem oraz po tym, jak "najczarniejsze przewidywania zamieniły się w rzeczywistość", po okresie, gdy się tak długo żyło w paranoi - nie tylko nie sposób powrócić do rzeczywistości, ale i nie sposób przewidzieć, co stanie się dalej. Niby władza została odebrana i powoli następuje "odzyskiwanie resortów". Niby z Rosją żyjemy niemalże jak za czasów sojuszu z ZSSR. Niby media są "salonowe" (a te, w których gdzieś się jeszcze jakiś oszołom odzywa, wnet padną). Kto jednak da gwarancję, że to wszystko znowu nie klęknie? Kaczyści nadal zasiadają w parlamencie, RM nadal istnieje, "skrajnie prawicowe" środki przekazu rosną w siłę (dla czerwonych nawet s24 jest "bastionem chamskiej prawicy", he he - tak mniej więcej skomplementowali portal Jankesów dwaj tropiciele kaczyzmu - Władyka i Janicki; ten pierwszy zresztą wydał niedawno kolejną książkę odbrązowiającą peerel, a próbującą odpowiedzieć na pytanie, czy "Polityka" może być dumna ze swoich 50 lat istnienia - [50 lat, jak ten czas leci, słowo daję]; niestety on-line redakcja nie archiwizuje tekstów z czasów komunistycznej publicystyki, a byłoby w czym wybierać, na pewno), zaś na czele państwa wciąż stoi LK, niestety:

Cień wielkiego brata. Ideologia i praktyka IV RP

Już się wydawało, że historia Polski trzymana jest na postronku, a tu tymczasem ona wciąż potrafi wierzgać. Nic tak zaś nie deprymuje deterministów historycznych spod czerwonej gwiazdy, jak indeterminizm i wolna wola. Co jednak ma do tego wszystkiego Michalski, poza tym, że dołącza do poważnie wystraszonych? Otóż to, że nie dostrzega, że jest to po pierwsze wspólnota kłamstwa, a po drugie, że ta wspólnota patrzy na świat zza krat swojej paranoicznej ideologii.

Jest zatem różnica między klatką Pounda (http://niniwa2.cba.pl/klatka_ezry.htm), a klatką Michalskiego. Tego pierwszego wtrącono do niej siłą, by uczynić z niego pośmiewisko, natomiast członkowie wspólnoty strachu (do której można by zaliczyć pseudointelektualistów z "Polityki"), sami zamykają się w klatce, po czym ogłaszają światu, że ktoś ich zamknął, a nawet obrzuca ich zgniłymi jajami.

Niedawno prof. A. Nowak pisał o "trutniach intelektualnych":

"Czy inteligencja na nic się już w Polsce nie przyda? Otóż, przyda się bardzo. Tylko nie w liczbie mnogiej, jako stado. Przyda się, bo bardzo jej brakuje, w liczbie pojedynczej: jako wyraz samodzielnego, krytycznego myślenia, zdolnego rozpoznać przede wszystkim zagrożenia dla rozumu – i odważnie przeciw nim wystąpić. Potrzebny jest inteligent jako klerk: pilnujący reguł gry na polu publicznej wymiany myśli. A co dziś im najbardziej zagraża? Właśnie to, co opisała tak trafnie Platońska metafora: próba zaanektowania publicznej mównicy (mediów) przez jedno stado umysłowych trutniów, które „robi hałas i szum i nie daje do słowa dojść nikomu, kto by mówił inaczej". Człowiek inteligentny powinien umieć zdystansować się wobec tego szumu i hałasu, powinien się starać, choćby we własnym środowisku, ujawniać jego zgubny wpływ na myślenie i na życie wspólnoty. Jak ten mechanizm wygląda? Najkrócej opisuje go amerykański znawca retoryki Paul Corcoran, przedstawiając cele współczesnego języka politycznego. Otóż, jego celem nie jest już przekonywanie do racji, ale kontrola nad „dyskursem"; nie stymulowanie myśli, ale zapobieganie jej powstawaniu; nie przekazywanie informacji, ale jej ukrywanie, wypaczanie, trywializowanie; nie przyciąganie publicznej uwagi, ale jej odwracanie i tłumienie; nie poruszanie wyobraźni w kierunku jej zainteresowania rzeczywistością, ale usypianie – pigułkami szczęścia. To jest największy problem, jaki dostrzegam."

(http://www.wprost.pl/ar/126218/Trutnie-inteligenckie/)

Przez dłuższy czas wydawało mi się, że ten obraz jakoś oddaje specyfikę naszej sytuacji w kulturze. Iluż to jest wszak specjalistów od "wyciszania dyskusji". Teraz jednak sądzę, że należałoby zmienić tę metaforę dot. owadów. Intelektualiści stanowiący wspólnotę strachu są raczej jak muchy złapane w pajęczynę chorej wizji świata. Brzęczą, tłuką się w tej pajęczynie, niezdolni do uwolnienia się z niej. Ale żeby było jasne, ja także nie mam zamiaru pomagać muchom, które latając sobie, udawały, że nie ma żadnego czerwonego pająka. Niech się szamoczą do woli.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka