Kluczem do zrozumienia współczesnej polskiej historii nie jest, wbrew obiegowej opinii, rok 1989, ale 1992. Wczoraj starałem się przypomnieć niektóre wydarzenia poprzedzające obalenie rządu Olszewskiego, ponieważ analogie między tamtym okresem a dzisiejszymi czasami rysują się coraz wyraźniejsze, natomiast dziś, w dniu rozpoczęcia wieloresortowej (!), bezpieczniackiej akcji przeciwko A. Macierewiczowi, podobieństwa są wprost uderzające.
Ciekawa jednak rzecz - o ile zazwyczaj bywają doskonale zorientowane w kręgach bezpieki TVN24 i "GW", o tyle dziś jakby napotkały blokadę informacyjną. Można to interpretować po prostu tak, że sprawa jest tak poważna, że nawet politruków się nie wtajemnicza w działania "organów". Wprawdzie jakieś przecieki a to z tego, z to z tamtego źródła są publikowane, wyglądają jednak mizernie wobec tej praktyki żonglowania przeciekami, do jakiej tego typu media nas przez wiele lat przyzwyczaiły. Nie zmienia to wszak faktu, że powtarza się fraza o "ludziach Macierewicza", "kłopotach likwidatora WSI", no a "GW" sięga nawet do... - jakżeby inaczej - roku 1992 i ogłoszenia "listy Macierewicza"(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5206052.html).
Oczywiście, nie ma najmniejszych wątpliwości, że właśnie o Macierewicza chodzi. Nie kryje tego wcale, z wielkim wysiłkiem tłumiący furię, K. Miodowicz (http://www.polityczni.pl/konstanty_miodowicz_,_13,05,08,audio,52,2187.html), który mówi z emfazą o "rozhermetyzowaniu służb", "kradzieży materiałów z depozytów państwowych", "gruzowisku struktur", "zbrodniczych działaniach", "dewastacji systemu bezpieczeństwa narodowego", która to zagraża już nawet "bezpieczeństwu międzynarodowemu". Ho, ho, jedna bidna likwidacja WSI, a taki kataklizm na skalę światową, że nawet Birma i Chiny moga się dziś schować? Z pewnością. Toteż Miodowicz podkreśla "ktoś musi za to ponieść odpowiedzialność". Ale, na otarcie naszych łez dodaje: "udowodnilismy jako PO, że w swoich działaniach nie kierujemy się politykierstwem". Radzę posłuchać tego wywiadu z Miodowiczem, bo to jest prawdziwe oblicze polityki miłości i ministerstwa prawdy, zwł. że tego typu języka na codzień nie sposób spotkać w mediach, które zajmują się albo marihuaną Tuska, albo maturami, albo "przekazywaniem szpitali samorządom" i dalszymi losami "doktora G".
J. Olszewski pytał parlamentarzystów w trakcie swojego słynnego, dramatycznego sejmowego wystąpienia w 1992 r.: czyje to państwo? CZYJE TO JEST PAŃSTWO. Nad odpowiedzią nie musimy się zastanawiać dziś, bo jest taka sama, jak wtedy - to jest państwo Bezpieki, która rządzi się w nim swoimi prawami. Ale czy komuś to przeszkadza? Na pewno nie tym, którzy zawdzięczają swoje kariery - bez względu na branżę - oficerom prowadzącym. Taki stan rzeczy przeszkadza tylko oszołomom, czyli tym, którzy nie akceptują bezpieczniackiej (vel do niedawna ludowej) demokracji.
Polecam więc niedawny wykład Macierewicza w krakowskim Klubie Mysli Politycznej, zanim tego typu materiały będą przez Bezpiekę zakazane (http://video.google.com/videoplay?docid=5524116076216462728).


Komentarze
Pokaż komentarze (85)