Istotą postkomunizmu jest fasadowość instytucji publicznych. Pod pewnymi względami przypomina ona potiomkinowską obudowę ustroju komunistycznego, w którym nie funkcjonują zupełnie żadne instytucje publiczne, a jedynie ekspozytury monopartii, novum jednak jest to, że w postkomunizmie za wszelką cenę dąży się do stworzenia wrażenia w pełni funkcjonalnego państwa na wzór kraju demokracji liberalnej.
W pewnej mierze konstrukcja państwa "wolnego" czy "zachodniego" zostaje odwzorowana, ale zarazem instytucje tego państwa "odtwarzane" w warunkach postkomunistycznych nie tylko obsadzane są ludźmi "z klucza", lecz i poddawane nieformalnym mechanizmom przeniesionym z poprzedniej epoki. Urządza się na przykład wybory, ale jak coś nie wychodzi po I turze, to się zmienia na gorąco ordynację i "dorządza" II turę, by usprawnić mechanizmy demokratyczne. Idea usprawniania zbytnio poluzowanych (rozregulowanych) procedur państwa normalnego jest stałym sposobem działania polityków postkomunistycznych. Za swego rodzaju dogmat psychospołeczny uchodzi bowiem aforyzm, że obywatele muszą do demokracji dorosnąć, wobec tego - drążąc myśl klasyka - muszą istnieć pielęgnatorzy nowego ustroju, tacy zacni panowie ogrodnicy, którzy doglądają flory społecznej wyrastającej pod ich okiem.
Jednym z podstawowych elementów ustroju demoliberalnego jest obywatelska wolność, toteż i w postkomunizmie głosi się tego rodzaju wolność, choć - zgodnie z wymogami pielęgnacji "ogrodu" - nadaje się jej specyficzne znaczenie, w zależności od, by tak rzec, warstwy społecznej, w której lokuje się dany, formalnie uprawniony do wolności obywatel. Nie wchodząc w szczegóły można rzec tak, że wolnym się jest, dopóki się nie wejdzie w sferę wpływów ludzi zarządzających transformacją ustrojową. Oczywiście, można się do nich przyłączyć (wymagana jest do tego odpowiednia kondycja moralna), ale nie daj Boże, by ktoś chciał stawać na drodze reformatorów. Funkcjonują oni jako kasta nietykalnych i albo się ten stan rzeczy akceptuje, albo zaczynają się problemy.
Do złudzenia przypomina to sytuację za czasów komunistycznych, w których także istniał pewien margines swobody ruchów (np. wyjazdy po krajach RWPG, jeśli się za bardzo nie fikało lub możliwość prowadzenia działalności artystycznej, jeśli się nie "jechało po PZPR i dozgonnym sojuszu z ZSSR" w tekstach), ale zaczynały się prawdziwe dramaty, gdy ktoś usiłował przekraczać granicę "strefy cienia", w której gospodarzyła sowiecka agentura zarządzająca Polską. W postkomunizmie jednak kasta nietykalnych to nie tylko komuniści (których w postkomunizmie, jak wiemy, nie ma, tak jak ich "nie było" nawet za czasów czerwonej dykatury), ale i ci wszyscy, którzy wraz z komunistami rozpoczęli "wychodzenie z komunizmu". Jedną z zabawniejszych fraz języka postkomunizmu jest ta mówiąca o tym, że "wraz z reformatorskim skrzydłem PZPR zaczęliśmy rekonstruować państwo". Czerwoni pozwalali "stronie Solidarnościowej" tak mówić, mimo że to ONI byli reżyserami (i scenarzystami) przemian. Co więcej, "strona Solidarnościowa" wspaniałomyślnie ("upojona zwycięstwem dobra nad złem") zapewniła "reformatorom z PZPR-u" nietykalność za to, że z takim oddaniem włączyli się w "przemiany". No więc wolność obywatelska jest w postkomunizmie stopniowalna. Absolutną posiadają jedynie transformatorzy albo sternicy demokracji.
Jednym z innych elementów charakterytycznych ustrój demoliberalny jest jawność życia publicznego. W postkomunizmie jest ona rozciągnięta na dokładnie wyznaczone sfery. O pewnych ludziach można wiedzieć wszystko, o innych najlepiej nie wiedzieć nic. I tak np. drążenie losów negatywnie zweryfikowanych esbeków albo rozmaitych przedstawicieli agentury może narazić takiego ciekawskiego na poważne perturbacje prawne lub i zdrowotne. Prześwietlanie przeszłości przeróżnych osobistości na świeczniku jest zwykle zakazane ze względu na dobro społeczne i dobro państwa. By chronić te cele prezes IPN-u za poprzedniej kadencji może wyselekcjonować zbiór danych, do których oko przeciętnego buca zbliżać się nie powinno.
Kolejnym istotnym elementem jest kontrola społeczna nad instytucjami publicznymi. W postkomunizmie, gdzie same te instytucje mają charakter fasadowy, również kontrola jest zwykle fasadowa. Media mają dostęp jedynie do tychże sfer działalności publicznej, do której dostęp ustalają ludzie "wyższego rzędu", czyli kasta nietykalnych. I ostatnim ważnym elementem jest wolna prasa. W postkomunizmie część środków przekazu udaje wolne media, a część dziennikarzy udaje, że wykonuje swój zawód - taki stan rzeczy wynika stąd, że media zakładane są przez ludzi związanych z poprzednim ustrojem, a osoby w nich pracujące biorą się z "poprzedniego rozdania" i/lub podlegają starannej selekcji przy naborze, selekcji dokonywanej przez ludzi wiedzących, na czym polega wolność prasy i wolność słowa w "dojrzewającej demokracji".
Wszystkie te zjawiska stanowią spójną całość. Nie należy więc traktować jako curiosum takich decyzji warszawskiego sądu okręgowego, jak dzisiejsza, dotycząca junty Jaruzelskiego i stanu wojennego. Tak właśnie ma działać w Polsce prawo i należałoby się dziwić, gdyby zadziałało inaczej, skoro tak działa od 1989 r.
Wniosek obrony chciałbym więc uzupełnić o mój własny. Oprócz tych wszystkich żyjących wciąż protagonostów XX-wiecznej historii, do których odwołują się Jaruzelski i inni mężowie opatrznościowi mający odpowiadać za stan wojenny, postuluję dołączyć Fidela Castro, póki jeszcze żyje.

Kim Ir Sen, który odwiedził Polskę latem 1984 r. (o, roku ów!), już niestety spoczywa w mauzoleum, zaś jego syn już (jeszcze?) nie zdążył się spotkać z naszymi reformatorskimi władzami, istnieje za to przemówienie Kim Ir Sena wygłoszone w obecności Jaruzelskiego na przyjęciu ku czci "wielkiego wodza towarzysza", którego fragmenty przytoczę za M. Eckardtem. Potraktujmy to jako jedno z
wystąpień "obrońców" i "świadków historii", o przesłuchanie których apelowali PZPR-owcy:
"We wspólnej świętej walce przeciw imperializmowi, o tryumf sprawy pokoju, socjalizmu i komunizmu naród koreański będzie również nadal zespalać się z bratnim narodem polskim, z narodami wszystkich krajów socjalistycznych i miłującymi pokój narodami całego świata. (...) Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że osiągnęliśmy całkowitą jedność poglądów we wszystkich omawianych między nami zagadnieniach, że nasza wizyta w Polsce przyniosła wspaniałe owoce. (...) Jeszcze raz wyrażając wdzięczność za wasze serdeczne przyjęcie, wnoszę ten toast; za niewzruszoną braterską przyjazń i zwartość między narodami koreańskim i polskim,
za umocnienie i rozwój Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i za rozkwit Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, za jedność i zwartość krajów socjalistycznych oraz międzynarodowego ruchu komunistycznego, za pokój na całym świecie,
za zdrowie szanownego towarzysza Wojciecha Jaruzelskiego, za zdrowie szanownego towarzysza Henryka Jabłońskiego, za zdrowie towarzyszy przywódców partii i rządu Polski, za zdrowie wszystkich obecnych tu towarzyszy i przyjaciół." (http://prawica.net/node/4593)
Na co szanowny towarzysz Jaruzelski powiedział m.in. tak:
"Szanowni towarzysze!
Zbliża się czterdziestolecie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Pod przewodnictwem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dokonała się rewolucyjna odmiana, historyczny postęp w życiu naszego narodu. Okres budownictwa socjalistycznego przyniósł nam ogromny awans cywilizacyjny, kulturalny, oświatowy, unowocześnienie, uprzemysłowienie oraz urbanizację kraju.
Na tej drodze nie zabrakło trudności, bolesnych i dramatycznych doświadczeń. Broniąc socjalizmu przegrodziliśmy drogę kontrrewolucji. Urzeczywistniamy konsekwentnie przyjęty na IX Zjezdzie partii i potwierdzony na Krajowej Konferencji Delegatów program socjalistycznej odnowy, linię porozumienia i walki. (...) Powrót Polski na drogę harmonijnego, pomyślnego rozwoju jest jednak sprzeczny z rachubami, zwłaszcza amerykańskiego imperializmu.
Jego nacisk na Polskę trwa nadal. Tak jak Wy, drodzy koreańscy przyjaciele, doświadczamy prób bezczelnej ingerencji Stanów Zjednoczonych w nasze własne wewnętrzne sprawy. Tym naciskom nie poddaliśmy się i nie poddamy nigdy. Nie jesteśmy przy tym sami. Mamy niezawodnych sojuszników i przyjaciół - bratni Związek Radziecki, państwa socjalistycznej wspólnoty. Solidaryzuje się z nami światowy, antyimperialistyczny nurt lewicy i postępu społecznego. (...)
Jesteśmy przekonani, że przyjęte w wyniku Waszej wizyty ustalenia w dziedzinie politycznej i gospodarczej, przyczynią się jeszcze bardziej do zacieśnienia stosunków między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, do umocnienia siły i zwartości socjalizmu w walce o pokój i bezpieczeństwo narodów."
I tę mowę należy potraktować także jako część mowy obrończej. I teraz do gówniarzy z IPN-u: biorąc pod uwagę to, że Jaruzelski et consortes to nie tylko bojownicy walki z imperializmem amerykańskim, ale i ojcowie założyciele III RP, to Ojców chcecie sądzić, wyrodni synowie?


Komentarze
Pokaż komentarze (67)