Afera z ABW faktycznie może być porównywana z aferą Rywina, choćby przez to, że to funkcjonariusze Agory nadymali sprawę, a teraz udają, że to nie oni, ale przede wszystkim jest to ukazanie się ludzi Bezpieki w świetle dnia. Układ mamy na patelni.
Jeśli ktokolwiek wątpił, że na tryumf wyborczy PO pracowali ludzie Układu, to ma teraz koronny dowód. Bardzo się też cieszę, że na tej aferze Platforma popłynie, zatonie i zniknie. Oby jak najprędzej, zwł. jeśli decyzje dotyczące zorganizowania polityczno-bezpieczniackiej prowokacji zapadły na najwyższych szczeblach rządowych, a co do tego chyba nie ma wątpliwości.
Jeśli te decyzje podjęte zostały przez samych bezpieczniaków, tzn. że służby te (wraz z podziemnym światkiem byłych oficerów WSI negatywnie zweryfikowanych) nie podlegają politycznej kontroli, to ministrowie odpowiedzialni za te zaniedbania powinni natychmiast odejść - jeśli zaś ministrowie (i premier) stoją za tymi decyzjami, to sytuacja jest tragiczna, po prostu, bo podlegają oni sterowaniu z zewnątrz przez ludzi postsowieckiej Bezpieki. Czego jednak można się było spodziewać po PO, która szła do władzy za wszelką cenę, przymierzając się z wszystkim, co się rusza - od komunistów po "skandalicznie pokrzywdzonych" dzielnych "żołnierzy WSI"? Niech piją nawarzone przez siebie piwo.
Mamy jasno dowiedzione, że oparto się w całej sprawie tylko i wyłącznie na doniesieniach ludzi posowieckiej Bezpieki z WSW i WSI! To tak, jakby w procesie przeciwko jakiemuś złodziejowi sędzia nagle zaczął uwzględniać zeznania złodzieja typu: "a prokurator to łapówkarz" i przerwał proces z tego powodu, a nawet skierował oskarżenie przeciwko prokuratorowi. Mało tego, okazuje się, że główny po-KGB-owski i poWUML-owski specjalista od "zdobywania aneksów" i "wykupywania miejsc na listach pozytywnie zweryfikowanych oficerów" został za czasów ministrowania Komorowskiego zatrudniony jako doradca agencji mienia wojskowego. To dopiero splot wydarzeń, które powinien w wywiadach wyjaśniać niezwykle elokwentny i krasomówczy marszałek sejmu w miejsce dyrdymałów, którymi raczył nas dziś rano w Trójce. To są ciekawostki, którymi powinni się zająć dziennikarze śledczy, np. ci, którzy kiedyś z taką pasją tropili Szeremietiewa.
Wystąpienia Karpiniuka (w programie Pospieszalskiego), który robił wszystko, by nie mówić na temat, a jeśli nie opowiadał o jakichś Wąsaczach, "rządach PiS-u", czy "ugodach, by podatnik nie musiał płacić za Macierewicza" (a nawet "Maciarewicza", jak powtarzał Karpiniuk), to jedynie atakował personalnie poszczególnych uczestników programu "pan się douczy", "pan się śmieje z tego, co pan mówi", "on powinien mieć embargo na oddech w tej sprawie", należy zapamiętać jako pokaz nie tylko skrajnej indolencji platformersa, któremu nerwy zupełnie puszczają wobec przegranej sprawy, ale jednocześnie pokaz słabości polityka, który swoją histeryczną arogancją zasłania kompletną bezradność. Oby tak dalej, pośle Karpiniuk, wielka przyszłość, przed wami i takimi jak wy. Takich mocarzy bowiem zapamiętuje się najszybciej. O pośle Czumie wolę się nie rozpisywać, bo gdy tylko wypowiedział się pierwszy raz, to już wiedziałem, że popłynie, a jak zaczął opowiadać o kolorach kurtek ABW, to już tonął. W rezultacie już z głębin, z otchłani jakichś zaczął mówić o tym, że gościom programu żal jest "indywiduum, które zostało zatrzymane", czyli Lichockiego - co mogło już budzić wyłącznie śmiech politowania.
Tonie Platforma, tonie i niech utonie, bo po pół roku udawania rządów bezpieczniacka prowokacja pokazuje prawdziwe, orwellowskie oblicze "państwa miłości". Teraz możemy włączyć taśmy śmiechu. Polityczny sitcom dobiega końca, a Słońce Peru może wracać do Irlandii 2 na pobojowisko.
PS.
Dołączam niesamowity filmik pokazujący jak "bydło" może poradzić sobie z drapieżnikami (dzięki wielkie Michaelu za ten link!). Filmik jest naprawdę budujący, tylko należy go obejrzeć do końca:
http://www.youtube.com/watch?v=LU8DDYz68kM


Komentarze
Pokaż komentarze (91)