Nikt nie mówił, że odejście od postkomunizmu będzie bezbolesne. Podejrzewam, że najbardziej bolesne będzie dla tych, którym własny image myli się z prawdą historyczną o ich działaniach i dziełach, ale też dla tych, którzy jakoś emocjonalnie związali się z pewnymi "pomnikowymi postaciami".
Tak więc po książce o Wałęsie, która już jest zakazana, nim ujrzała światło dzienne, historycy IPN powinni napisać także książkę o Wajdzie i wielu innych Ojcach Założycieleach Idei III RP. Twierdzę to po lekturze wczorajszego wpisu B. Wildsteina na jego blogu w "Rz" a dotyczącego Wajdy. Wywołał on ciekawą dyskusję wśród komentatorów, łącznie z przywołaniem artykułu T. Strzyżewskiego ze "wspaniałymi" cytatami z wypowiedzi Wajdy czy entuzjastów jego peerelowskiej twórczości. Odsyłam Państwa do lektury (http://blog.rp.pl/wildstein/2008/05/16/wajda-nieznany/), na marginesie której chciałbym dorzucić swoje trzy grosze. Moim zdaniem, Wajda, tak jak i Wałęsa, widzi swoją przeszłość tak, jak chciałby widzieć. Gdy więc mówi po latach, że w czasach peerelu "udawał głupiego", to mam wrażenie, że mówi nieprawdę i raczej z nas chce dziś zrobić kompletnych głupków.
Na pewno pamiętają Państwo scenę z rozkręconą karuzelą na tle płonącego getta, którą to wprowadził do polskiej kultury Cz. Miłosz w "Campo di Fiori" (rozmowa o tym wierszu tu: http://www.dialog.org/dialog_pl/campo-di-fiori.html). Taka scena pojawia się też w "Początku" A. Szczypiorskiego, ale w 1954 r. pokazana jest też w filmie Wajdy pt. "Pokolenie". Wesołe miasteczko pełne ludzi, a za nim płonące getto. Na pierwszym planie zaś GL-owcy, którzy w filmie są gotowi nieść pomoc Żydom. W "Pokoleniu" przedstawiciele podziemia (nie pada nazwa "AK") są przedstawieni jako antysemici (jeden wpada do warsztatu stolarskiego, w którym pracuje główny bohater Stach, komunista, przyszły GL-owiec - i ze śmiechem woła: "Słyszeliście? Żydkom zachciało się walki") oraz bandyci. Stach, który wykradł pistolet ze składu broni w stolarni, wykrzykuje, by cała dzielnica usłyszała: "Łobuzy nas w domu naszli!", gdy to właśnie przedstawiciele armii podziemnej przyszli zrewidować jego dom w poszukiwaniu broni. Jest scena z niemieckiej szkoły, w której - a jakże - agresywny ksiądz uczy religii. Niejaki Sekuła, stary robotnik i bojowiec komunistyczny, który idzie na pomoc walczyć w getcie (a potem wydostaje się kanałami), mówi tak do Stacha, gdy jeszcze obaj pracują w warsztacie: "Był kiedyś taki jeden mądry brodaty człowiek - nazywał się Karol Marks. On kiedyś napisał, że robotnikowi płaci się tylko tyle, aby mógł odnowić swe siły do pracy." Ciekawostka: w "Pokoleniu" epizodyczne role grają Z. Cybulski (na początku) oraz R. Polański (pod koniec), a asystentem reżysera jest K. Kuc (pisownia oryginalna).
O "Popiele i diamencie" chyba nawet nie warto pisać, gdyż stopień zakłamania realiów historycznych w tym filmie to rzecz na osobny esej, ale zwróciłbym uwagę na jeden detal scenograficzny. Otóż w domu akowskiego majora, który dyryguje całą akcją polowania na poczciwego pepeerowskiego sekratarza KW Szczukę, kamera omiata najpierw wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej pod którym są skrzyżowane szable, a zaraz potem zatrzymuje się na drzwiach do gabinetu majora, które załatane są (w miejscu szyby) dwoma tytułowymi stronami gazety "Warschauer Zeitung". Mała rzecz, a cieszy. Te drzwi są w filmie parokrotnie pokazane.
Z kolei w komedii "Polowanie na muchy" już w pierwszych minutach filmu pojawia się scena, w której babcia mówi do wnuczka: "Artur, opowiedz, jak dziadziuś uratował całą armię Andersa". I ten opowiada: "Była noc i dziadziu siedział w okopie. Niemcy chodzili na zwiady. Jeden Niemiec pierdnął, a dziadziuś myślał, że to strzelają i wyrzucił granaty, ale nie odmostkowane". Dziadek zaś przedstawiony jest jako przygłup siedzący przed włączonym na cały regulator telewizorem, zajęty albo oglądaniem filmów przyrodniczych, albo poprawianiem lepów na muchy (wnuczek dorzuca jeszcze w innej scenie "w dziadziusiu kochała się córka biskupa"). Jeszcze jedna migawka: dyskoteka studentów Uniwersytetu Warszawskiego, a tak jeden ze studentów do drugiego mówi: "Jak zginął Che Guevara?". Głowny bohater "Polowania" niedoszły rusycysta pracuje w Pałacu Kultury i Nauki, a wieczorami zamęcza się intelektualnie tłumaczeniami rosyjskiej poezji przedrewolucyjnej. Dodam jedynie, że film powstał w 1969 r. Boki zrywać.
I z epoki gierkowskiej film "Bez znieczulenia" (1978) z Zapasiewiczem w roli głównej grającym arcyzdolnego i błyskotliwego reportera zajmującego się rewolucyjnymi ruchami w krajach III Świata (brzmi znajomo?). W pierwszych scenach filmu opowiadającego o problemach osobistych tego reportera (oraz podgryzaniu przez rozmaitych maluczkich z różnych sfer - stały fragment gry w realiach kina peerelowskiego: wybitne jednostki chcące po marksistowsku zmieniać świat prześladowane przez bezdusznych przełożonych czy kolegów z branży) występuje także sam Wajda. Reporter pokazany jest w iście gierkowskim programie (jak ktoś pamięta "Wszystko za wszystko z Mikołajczykiem" czy "XYZ" z Terentiew, to stylistyka podobna), zaś Wajda wypowiada m. in. taką frazę: "w okresie ZMP, gdy pan budował nową rzeczywistość..." ZMP, budowa nowej rzeczywistości i już jesteśmy w domu. Tak się startowało, by zmieniać świat, oczywiście.
A "Lotna", a legendarny "Kanał"? Dużo by mówić.
Wajda od zawsze był artystą zaangażowanym politycznie tylko, że swoje sympatie lokował dość koniunkturalnie, rzekłbym. I w każdej epoce "przemian politycznych" - od wczesnego peerelu po postpeerel umiał się znakomicie odnaleźć. Nie mogę zatem się zgodzić z Wildsteinem, gdy sugeruje w swoim poście, jakoby "Katyń" był dziełem o jakiejś wyjątkowej wadze. Przyjrzyjmy się bowiem kilku istotnym elementom tego obrazu.
"Katyń" - na początku filmu krótka notka historyczna - wybuchła wojna, był tajny pakt między Niemcami a Rosją sowiecką, weszła armia czerwona na wschodnie ziemie polskie, a potem uwięzionych polskich oficerów zamordowano w katowniach NKWD. Ale jak to sobie armia czerwona weszła? Był może jakiś układ o nieagresji z Rosją? Były jakieś bitwy na wschodniej granicy po "wejściu" armii czerwonej? Jak to armia czerwona wyłapała tych oficerów? Stawili się na wezwanie? Zjechali się z różnych części Polski? Mało tego, skąd armia czerwona nagle zapałała nienawiścią do Polski? Dla kogoś nieznającego historii sprawa zupełnie niejasna. A może kilkanaście lat wcześniej była ponadto jakaś ważna wojna z bolszewikami po ich agresji na Polskę? Może Polacy pogonili bolszewikom kota?
Może, może, u Wajdy jednak żadnego tego typu kontekstu historycznego nie ma. Ba, pytań nie koniec: KTO wziął do niewoli tych oficerów armia czerwona czy NKWD? Wiemy bowiem, że NKWD wymordowało, ale kto wziął do niewoli? Polscy oficerowie w niewoli wyglądają tak, jakby codziennie brali prysznic i regularnie chodzili do fryzjera. Nie ma brudu, robactwa, niedożywienia. Luzik. Englert, znakomicie uczesany, lekko uśmiechnięty, wygłasza mowę w wigilijny wieczór najpierw do żołnierzy, a potem do naukowców, nauczycieli, artystów: "...Musicie wytrwać, bo bez was nie będzie wolnej Polski. Naszym celem, nas, prostych żołnierzy jest przywrócić Polskę na mapę Europy. Ale wy będziecie musieli tę Polskę w Europie urzeczywistnić." Byłoby to śmieszne, gdyby nie było takie straszne.
W zajawce do filmu jest powiedziane, że armia czerwona "weszła". Tymczasem główna bohaterka poszukująca swego męża (w filmie nie jest powiedziane, jakimi sposobami ona sobie podróżuje po okupowanych ziemiach) pomieszkuje u kapitana armii czerwonej, który nie tylko ją chroni, przynosi samowar i lekarstwa dla jej dziecka, ale - mając przeczucie, że może polec na wojnie sowiecko-fińskiej, na którą się wybiera - proponuje Polce fikcyjne małżeństwo, by ją chronić: "Jeśli zginę, pani jako żonie oficera armii czerwonej będzie łatwiej uratować siebie i córkę", mówi. "(...) Nie chcę nic dla siebie. Mówię to, czego nie wolno mi mówić. Żony polskich oficerów pójdą jako pierwsze. Kiedyś nie potrafiłem uratować własnej rodziny. Teraz chciałbym uratować panią i pani córkę".
I teraz niech mi ktoś wyjaśni, z jakiej paki oficer armii, która zajęła część polskich ziem i wzięła do niewoli tysiące polskich oficerów, naraz zapałał taką troską o żonę jednego z nich? Niestety, w filmie Wajdy nie ma rozwiązania tej zagadki. Twierdzę zatem, że nie jest to ani film ważny, ani poważny. Z historii polskiej jaj nie można sobie robić, jeśli chce się ją oddać zupełnie na serio.
Przesłuchanie uczestniczki Powstania Warszawskiego na UB:
"Co ja słyszę, co ja słyszę... Rozpowiadacie fałszywe informacje o Katyniu."
"Nie wiem, co panowie uważają za fałszywe - dla mnie prawdziwy jest list mojego brata z Kozielska z 6 kwietnia 40. roku."
"No przecież wiecie, że zrobili to Niemcy... Umieściła pani tablicę na cmentarzu sugerującą fałszywą datę śmierci pani brata... Chce pani oczernić naszych radzieckich towarzyszy?"
"Chodzi mi tylko o prawdę."
"Prawda jest powszechnie znana"
"Rosjanie wmawiają wszystkim, że to Niemcy. Niemcy oskarżają Rosjan. Nawet obecny polski rząd nie wyjaśnia tej sprawy (...) Więc jak może pan powiedzieć, że rozpowiadam fałszywe informacje o Katyniu?"
"W takim razie podpisze pani oświadczenie, że Katyń jest zbrodnią niemiecką."
"Nie."
"A z kim pani walczyła w powstaniu?... Cudem pani z tego wyszła. A teraz nie chce pani żyć we własnym kraju?"
"To pan jest we własnym kraju."
"Życie ci obrzydło?"
"Panie majorze. Niemcy próbowali tego ze mną przez pięć lat, a wy tak w pięć minut?"
"My mam dużo więcej czasu niż Niemcy."
"Być może, tylko niech mi pan powie, gdzie ja jestem. Czy w Polsce..."
Niemalże dżentelmeńska wymiana zdań, jak to na UB bywało.
Wajda nie jest "lekturą obowiązkową" - nie tylko dlatego, że nie zachwyca. Nadchodzi czas, w którym musimy przyjąć do wiadomości, że pomniki postkomunizmu należy strącić tak samo, jak pomniki komunizmu. Być może Wałęsa będzie pierwszy, a Wajda następny. A kolejka jest długa.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)