Wydawać by się mogło, że ze świecą trzeba by szukać kogoś, kto popierałby jeszcze idiotyczną ustawę medialną skonstruowaną przez PO by zniszczyć media publiczne, ale jednak węch mnie nie zwiódł - wiedziałem, że w redakcji "Polityki" ktoś taki na pewno tokuje.
A. Szostkiewicz, bo o nim mowa, mimo że na zdjęciu doklejonym do bloga (pt. "Gra w klasy" - Cortazar by się uśmiał) wygląda na zadowolonego z życia (a kto by nie był, pracując w tak inteligenckim piśmie ("na litość Boga", jak mawia Pitera)?), to w swoim felietonie zgrzyta zębami, aż iskry lecą z tekstu. Od razu zaczyna się wystrzałem z grubej rury:
"Kiedyś komuniści stoczyli bitwę o handel z prywaciarzami. Wygrali i przez kilkadziesiąt lat mieliśmy kolejki po wszystko. Teraz PiS i spółka toczą walkę o media publiczne. Chcą je chronić przed zmianami proponowanymi przez Platformę. Zmianami w sensownym kierunku."
(http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=334)
Ja rozumiem, że jak się człowiek obraca w środowisku czerwonej inteligencji, to i wszystko mu się z komunizmem kojarzyć musi. No ale, jeśliby już się miało przeprowadzać analogię między komunistami a PiS-em (ulubiony zresztą chwyt retoryczny antykaczystów z różowym lub czerwonym rodowodem), to należałoby chyba wziąć pod uwagę, że komuniści zwalczali badylarzy, spekulantów i prywaciarzy po pierwsze, bo ci działali poza systemem, czyli wyprowadzali pieniądze poza skarbiec komunistycznej partii (tu - "skarb państwa ludowego"), po drugie, tylko do tego momentu, gdy sami nie przejęli nad prywaciarzami etc. kontroli. Tymczasem PiS, jak wiemy z wielu enuncjacji (nie tylko w niezawodnej "Polityce" - Kalisz, Olejniczak etc. oraz władający znakomitym wiejskim akcentem Żelichowski z post-ZSL-u wszak powtarzają do upadłego frazę "skok na media/skok na media/skok na media") wziął media publiczne szturmem i trzyma, co nie tylko M. Olejnik przyprawia o spazmy w każdej jej audycji. No więc, na czerwony rozum, należałoby mówić raczej, że to PiS zawłaszczył sobie media, że PiS to medialni prywaciarze, z którymi walczy na komunistyczną modłę PO. No ale to by głupio brzmiało w ustach Szostkiewicza, który za ustawę medialną autorstwa PO, choć jak na mój gust to raczej autorstwa Agora SA, dałby się pociąć?
Szostkiewicz opisuje, jak do ruiny doprowadził PiS Radio Kraków (nie znam niestety sprawy), pomijając milczeniem rozkwit, do jakiego PiS doprowadził Polskie Radio. Zresztą, Szostkiewiczowi podejrzewam nie chodzi o kwestie słuchalności, zasięgu, publicystyki czy wyników ekonomicznych, lecz o - by tak rzec - "ruinę moralną":
"Kompletni ignoranci - hunwejbini koalicji PiS-LPR-Samoobrona - dostali od szefów dość drogie zabawki. Odpłacali się serwilizmem, w którym jakość i rola mediów publicznych obchodziła ich najmniej. Byle szefowie byli zadowoleni. Młode pokolenie wchodzące do zawodu otrzymywało mocny sygnał."
Nic dziwnego, że żałuje on, iż nie dojdzie do obalenia weta prezydenckiego przy takim panoszeniu się hunwejbinów (czy oni w "Polityce" nie potrafią zmienić języka od czasów Gomułki?). Z bólem w oczach spogląda też na SLD, które staje się sojusznikiem największego wroga Polski, jakim dla intelektualistów z "Polityki" od paru lat jest PiS. W tej sytuacji, targa nim nie tylko zgryzota, ale i ponosi go jakaś szewska pasja, bo pisze:
"Weto prezydenckie to czysta polityka ukryta pod frazesami. Im gorzej stoi PiS w notowaniach, im gorzej wypada prezydent - jak dotąd chyba najgorszy od czasów Jaruzelskiego - tym bardziej harde jest stronnictwo Kaczyńskich. Tupet Bączka i Macierewicza, hucpa poseł Kempy, może by tak nie irytowały, gdyby prezesi Urbański i Czabański nie promowali ich na potęgę."
Można mieć pretensje do Kaczyńskiego, że nie jest taki lub owaki, ale powiedzenie, że jest najgorszym ("chyba") prezydentem od czasów Jaruzelskiego świadczy, że Szostkiewicz chyba (a raczej niechybnie) musiał pariokrotnie spaść ze schodów redakcyjnych przed napisaniem swojego felietonu. Jeśli nieumiejący sklecić jednego sensownego i poprawnego zdania Wałęsa czy zapijający się Kwaśniewski to lepsi prezydenci od Kaczyńskiego, to można jedynie gratulować ostrości widzenia a i przytomności umysłu. Może należałoby pójść dalej i powiedzieć, że nawet Jaruzelski za czasów swojej prezydentury okazał się lepszy od wstrętnego LK.
Szostkiewicz idzie dalej, ale w innej materii, dopowiada bowiem zaczętą myśl tak:
"Pusty śmiech bierze, kiedy słyszy się wystąpienia Urbańskiego i grupy prawicowych dziennikarzy w obronie rzekomo upokorzonego kolegi z Misji specjalnej, jednego z najbardziej stronniczych programów ,,publicznej” telewizji."
O ile mnie pamięć nie myli, to ta grupa dziennikarzy obejmowała nieco szersze spektrum niż "prawicowców". A co do "Misji specjalnej", to faktycznie, stronniczy po cholerze. Daleko mu do obiektywizmu "Teraz MY" czy Śniadania w Radiu Zet" (w którym tydzień w tydzień 90% programu poświęca się na mówienie o PiS-ie). Swoją drogą, trzeba nieźle się nagimnastykować intelektualnie, by nie dostrzec w zachowaniu bezpieczniaków wobec dziennikarzy w trakcie prowokacji u Bączka niczego zdrożnego w sytuacji, gdy tyle aktów potępienia wyrażało środowisko "Polityki", gdy służby specjalne wkroczyły po Kaczmarka do mieszkania Latkowskiego. To środowisko jednak "tak ma", jeśli chodzi o rozwój intelektualny, ponieważ tam procesy myślenia przeprowadzane są jedynie za pomocą lewej pólkuli mózgu - prawa jest wyłączona z racji nastawienia antyprawicowego.
"I jeszcze ta czelność, by przywoływać w tym kontekście Grzegorza Przemyka."
Na czym ta czelność bezczelna polega? Czy na tym, że w ogóle się przypomina historię Przemyka, czy też, że zestawia się jego historię ze współczesnością? A może chodzi i o to, i o to? Akurat była okrągła rocznica śmierci Przemyka, ale chyba poza powyższą wzmianką u Szostkiewicza, "Polityka" szerzej o tej sprawie się nie rozpisywała, prawda? Natomiast analogia wydaje się dość oczywista. Wokół okoliczności śmierci Przemyka roztoczono gigantyczną wprost zasłonę kłamstwa. Uruchomiono mnóstwo ludzi, którzy poświadczali nieprawdę. Prowokacja polityczna urządzona przez Bezpiekę (wespół z Agorą, "Dziennikiem" i PO) odwoływała się do podobnych mechanizmów i podobnych środków.
Kto wie, czy właśnie pojawienie się dziennikarzy z "Misji specjalnej" nie sparaliżowało całej akcji na tyle, że spaliła na panewce? Szostiewicz więc nie powinien pogardliwie wzruszać ramionami, tylko się cieszyć, bo może przy okazji i w interesie takich dziennikarzy z Bożej łaski, jak on, zadziałali tamci dziennikarze. No ale żeby zrozumieć to, co piszę, musiałby przejść jakąś elementarną szkołę logicznego myślenia, na co w jego wieku jest chyba (a może ani chybi) za późno.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)