Gombro zapisał kiedyś w swoich "Dziennikach": "Poniedziałek - ja. Wtorek - ja. Środa - ja. Czwartek - ja." Wałęsa zaś tę frazę rozłożył na lata.
Poza Wałęsą nie ma nikogo, kto by się przyczynił do upadku komunizmu i właściwie w polskiej historii XX i XXI w. jest Wałęsa, a potem długo długo nikt. Później dopiero wyłania się z czeluści zastęp obrońców Wałęsy, a są to głównie ludzie, którzy przez jakiś czas głosili prastary postulat "socjalizm tak - wypaczenia nie", a następnie głosili mądrości ludowe typu "jesteśmy w swoim domu, co robić, pomóż" oraz "trzeba zacisnąć pasa", choć sami niekoniecznie musieli jakiekolwiek pasy zaciskać.
Rozumiem oburzenie wielu prawicowych komentatorów, którzy zdumiewają się furią tego peletonu "kolarzy pokoju" z rozmaitych środowisk, ale proponuję spojrzenie z innej strony. Książce o Wałęsie ten cały peleton robi tak wielką reklamę, że sprzeda się ona na pniu i to podejrzewam pierwszego dnia. Tak więc groźba Wałęsy, że trzeba będzie coś "mielić", może się okazać przedwczesna, chyba że ABW wzorem wizyty u Bączka i Pietrzaka, wizytować i rewidować będzie mieszkania tych, co ośmielą się zakupić zakazaną publikację Cenckiewicza i Gontarczyka. Po reakcjach peletonu możemy dostrzec, w jakim "domu" jesteśmy od 1989 r. Ludzie ci, gdyby tylko mogli, zaprowadziliby nam taki zamordyzm, żebyśmy nie zipnęli. Tylko, że nie mogą. Frasyniuk, Niesiołowski, Olejnikowa, Wajda, by wymienić pierwszych z brzegu "obrońców" Wałęsy najchętniej by widzieli "plujących na autorytet" za kratkami, podejrzewam, albo przynajmniej w jakimś spokojnym zakładzie odosobnienia. Nie protestowali oni jednak wcale, gdy na PRAWDZIWY AUTORYTET, jakim jest Jan Paweł II, NAPRAWDĘ pluł Urban na łamach swojej polskojęzycznej gadzinówki.
Semka w swoim poście na blogu "Rz" przypomina rzecz oczywistą, tj. że "Solidarność", to był także ruch walczący o wolność słowa, a więc także i o wolność badań naukowych, tylko że zapomina, że określenia te są zupełnie odmiennie rozumiane przez środowisko oświeconych. To oświeceni ustalają i granice wolności słowa, i wolności w nauce, a nie "gówniarze z IPN-u" czy jakaś inna samozwańcza swołocz, która nie uzyskała placetu Michnika, Kiszczaka czy innego człowieka honoru. Tak to przecież wygląda. O starcie życiowym większości ludzi w komunizmie decydowała PZPR (czyli po prostu sowiecka Bezpieka), zaś dziś o tym samym decydują "salonowcy", którzy palcami wskazują, kto ma iść w górę, a kto w dół. Bogu dzięki, władza "salonowców" nie jest tak absolutna, jak za czasów istnienia dominium PZPR-u. Bez wątpienia są miejsca, w których "jeden telefon" blokuje czyjś awans, a nawet powoduje automatyczne wywalenie "gada" z pracy. Ale są też miejsca, gdzie tego typu telefonów się nie odbiera i też tego typu telefony zwyczajnie nie wydzwaniają. Wiele by zapewne oświeceni dali, by takim Cenckiewiczom czy Gontarczykom zakazać działalności naukowej i zamknąć usta. Ale to nie te czasy.
Wałęsa może odgrażać się, że na przemiał pójdzie nakład książki "przeciwko niemu", ale to nie on decyduje i nie on będzie decydował o tego typu rzeczach. Warto przypomnieć r. 1989, gdy ekspresowo mielono zawartość księgarni i welu bibliotek, niszcząc mnóstwo pozycji naukowych i nienaukowych związanych z poprzednią epoką. Książka IPN-u nie zostanie zmielona na pewno.
Być może to jest właśnie podstawowy powód narastającej furii oświeceniowców. TEGO SIĘ NIE DA ZA CHOLERĘ ZATRZYMAĆ - można powiedzieć i ONI sobie to uświadomili. To już nie jest tak, że jakiś "artykulik" się ukazuje w "niszowej gazetce prawicowej", albo że "jacyś Gwiazdowie z chorym Wyszkowskim" organizują "jakąś konferencję". To już poważna publikacja naukowa dostępna w całym kraju, sprzedawana także poprzez Sieć i w hipermarketach. TEGO SIĘ NIE DA ZASTOPOWAĆ. Mnóstwo zakazanych książek się rozprowadzi po całym kraju i nagle zacznie się ZMIENIAĆ WIDZENIE POLSKI.
Oni to czują. To wisi w powietrzu. Ale to nie koniec. Oni wiedzą, że ta publikacja to dopiero początek odkrywania polskiej wspólczesnej historii. Zauważmy, iluż to oświeconych broniło Grossa, który "odważnie narusza polskie tabu". Ci sami oświeceni nie chcą słyszeć o tym, że jacyś historycy mogą naruszyć inne "polskie tabu", jakim jest świetlana przeszłość Wałęsy. Nie chcą oni detabuizacji tego typu, ponieważ uderzyłaby ona w ich własne życiorysy. Cały ten peleton bowiem to kolarze trzymający się mocno za ręce i trącenie jednego prowadzi do przewracania się pozostałych - oni więc nie mają innego wyjścia, jak się bronić. Broniąc Wałęsy, bronią samych siebie, po prostu.
A jak się broni sam Wałęsa? Wystarczyło go posłuchać dziś rano w Jedynce:
"...nikt mnie nigdy nie pokonał. Bezpiekę to ja pokonałem, a nie ona mnie. I dlatego takie, wie pan... Pozwoliłem na takie właśnie gdybanie, jak pan to robi, i to dlatego przylgnęło do mnie. Dość tej zabawy!"
Mówił to tonem takim samym, jak ten, gdy nazywał śmieciem reportera kręcącego film "Plusy dodatnie, plusy ujemne".
"Ja nigdy nie byłem słaby."
Co sądzi o IPN-owskiej książce? Jak wspomniałem, wie już, że zostanie ona przemielona, ale wcześniej "daje szansę" autorom:
"chcę zobaczyć, jak pisali, jak się starali, żeby zniszczyć zwycięstwo i moje zwycięstwo, i moje sterowanie walką i pokonaniem komunizmu. Jak bardzo się starali, zamiast szukać prawdy."
Aż dziw bierze, że sam Wałęsa nie ujawnił całej prawdy przez te wszystkie lata.
"Ja miałem pomoc z nieba, prowadziłem walkę idealnie, od 70 roku to właściwie ja toczyłem największy bój z bezpieką i z komunizmem. Nie z ludźmi, żeby było jasne, ja nie walczyłem z ludźmi, ja walczyłem z systemem, ucząc się, poprawiając i kończąc wreszcie – ku zaskoczeniu wszystkich – kończąc tę walkę."
I jeszcze jeden cytat:
"Proszę pana, ja jestem politykiem i nieprzypadkowym politykiem. Otóż każdy człowiek popełnia błędy i ja też. Ale nie w dużych sprawach. Proszę pana, no uwierz pan wreszcie, że ja od 70 roku prowadziłem tę walkę i udowodniłem wszem i wobec, że jest możliwe do wygrania i wygrałem. Przecież kto mi pomagał? Pewno, że byli obok mnie wielcy ludzie typu pan Geremek, Mazowiecki, tak, tylko do innych zadań, a nie do politycznej koncepcji i do politycznej strategicznej walki. Tą prowadziłem sam i jednoosobowo. Jasne?"
(http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=14469)
Jasne. Tak jak jasne jest też to, że Wachowski nie miał nic wspólnego z SB (słowa Wałęsy z powyższego wywiadu). I zagadka na koniec. Ile razy w tym wywiadzie Wałęsa używa słowa "ja"?
[Odp. 24.]
I motto z wywiadu:
"Zniszczyć polskie zwycięstwo, podrzucić jakąś świnię, i to taką bez logiki żadnej."
Świnia z logiką, to dopiero byłoby coś.


Komentarze
Pokaż komentarze (111)