Free Your Mind Free Your Mind
229
BLOG

W oczekiwaniu na kres postkomunizmu

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 40

Bezprawie jakie zafundowano nam w punkcie wyjścia konstruowania III RP miało swoją oprawę w postaci historycznej nieprawdy, jaką karmiono obywateli polskich. Owo bezprawie wyrażało się w paru podstawowych rozwiązaniach "legislacyjnych" (raczej pseudolegislacyjnych, tzn. takich, które mają pozory legalizmu i pewne konsekwencje prawne oraz społeczne, lecz tak naprawdę biorą się z sufitu, tak samo jak dekrety "PKWN" czy "KRN" itp. sowieckich agentur):

1) rozpisanie pseudowolnych wyborów
2) powołanie rządu składającego się w części z członków junty Jaruzelskiego, czyli WRON-owców
3) zezwolenie na niszczenie archiwów przez bezpieczniaków
4) niewprowadzenie wolności prasy (programowa oligopolizacja rynku medialnego)
5) zablokowanie jakichkolwiek sankcji cywilno-prawnych wobec funkcjonartiuszy systemu przemocy (tzw. weryfikacja miała chareakter pseudosankcji)
6) uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej jako jeden z elementów "tworzenia klasy średniej".

Te rozwiązania zaważyły na długie lata na kształcie polskiej polityki oraz na kształcie samego państwa. J. Gauck, którego tekst ukazał się dziś w "Rz", twierdzi wprost:

"Żaden kraj nie może być wolny tak długo, jak długo nie jest w stanie udźwignąć swoich prawd. Gruba kreska oddzielająca przeszłość oraz ograniczenie dostępu do prawdy nigdy nie służą prześladowanym, lecz zawsze przedstawicielom byłego establishmentu. Dlaczego należy dążyć do poznania prawdy po zmianie systemu politycznego? Ten, kto uważa godność prześladowanych za drugorzędną, nigdy nie osiągnie wewnętrznego pokoju lub dojdzie do niego z wielkim trudem.

W wielu społeczeństwach obserwujemy „nieadekwatne spojrzenie” na przeszłość, powstałe z wygody lub konformizmu. Wiele osób nie kieruje się przy tym uświadomionym zamiarem takiego traktowania przeszłości i dlatego utrzymuje, że są obiektywne. Mowa o pewnym fenomenie, który Hannah Arendt określiła przy okazji swej pierwszej powojennej wizyty w Niemczech, jako „utratę rzeczywistości”. Utrata ta jest wynikiem tego, że w dyktaturze temu, kto traktuje fakty jako fakty grozi niebezpieczeństwo. Dobrze żyje ten, kto zna opinie władców na temat faktów i je głosi. W ten sposób jak twierdzi Arendt fakty tracą swe znaczenie, podczas gdy zyskują je opinie"  (http://www.rp.pl/artykul/138345.html) -

i jest to znakomita i uderzająca w swej prostocie diagnoza tego, co nas spotkało po 1989 r. Nie ma najmniejszych bowiem wątpliwości, że w III RP godność prześladowanych podporządkowano godności oprawców. Konsekwentnie wbijano obywatelom do głowy, że nie może być żadnego rozliczenia, ponieważ groziłoby ono jakąś wielką niesprawiedliwością, vendettą, polowaniem na czarownice, prześladowaniami, ostracyzmem, stygmatyzacją, tworzeniem getta czy nawet wojną domową. To wierutne kłamstwo będące swego rodzaju dogmatem politycznym w III RP, posiadało jeszcze bardziej kłamliwe wyjaśnienie. Otóż tłumaczono Polakom jak matołom, że po pierwsze, "nie jest w naszej tradycji znęcanie się nad przegranymi", po drugie, "paktów należy dotrzymywać" (vide okrągły stół - choć przecież paktu tego nie zawierano w sposób legalny i nie pytano Polaków, czy na taki pakt się godzą), po trzecie i najważniejsze - na gruncie takiego "pojednania ponad podziałami" zbudowane zostanie wolne, silne i sprawiedliwe państwo. Co więcej, do tej budowy ochoczo się włączą byli oprawcy, którzy - jak każdy oprawca, gdy mu się wspaniałomyślnie wybaczy - nie będą robić już nic złego, tylko staną się normalnymi członkami "obywatelskiego społeczeństwa".

Ten kompletny nonsens, w który, jak sądzę, nie wierzyli nawet ci, co go głosili, powtarzano przy każdej okazji, kiedy powracała w debacie publicznej kwestia uporządkowania polskich spraw właśnie na poziomie fundamentalnym. Twierdzono równocześnie, jak pamiętamy, że "rany są zbyt świeże" lub też, "na rozliczenia jest już za późno" i w ten sposób odsuwano jakiekolwiek próby rzeczywistego oczyszczenia struktur panstwowych i zarazem atmosfery społecznej. Nic więc dziwnego, że z czasem Polacy poczuli,że III RP to jeden wielki kit, a nie żadne normalne państwo. Zwycięstwo wyborcze PiS-u, będącego konsolidacją wielu ugrupowań i środowisk prawicowych stanowiło wyraz nadziei części Polaków na radykalną i fundamentalną zmianę. Mało tego, postulat odnowy państwa i zerwania z przeszłością głosiła w 2005 r. także PO, co jak wiemy z perspektywy czasu było jedynie próbą odciągnięcia prawicowego elektoratu od PiS-u, gdyż PO żadną prawicą nie jest i nie chce być. Struktury postkomunistyczne od 1989 r. były jednak już tak ugruntowane i wzmocnione postkomunistycznymi mediami, że w ciągu dwóch lat doprowadzono dość skutecznie do rozwalenia programu radykalnej przebudowy państwa.    

Naiwni, co sądzili, że PO niesie jakąś nadzieję na zmianę po "faszystach i bolszewikach z PiS-u", nie chcieli chyba dostrzec tego, że PO wraca do tej samej strategii (samobójczej nie tylko dla PO, bo mam gdzieś PO, ale samobójczej dla Polski), której istota polega na tym, by z postkomunistami "zmieniać świat". Oczywiście PO jest to zbieranina nieudaczników, którzy potrafią jedynie paplać przed kamerami - ale nie byłoby to najgorsze, gdyby jednocześnie PO nie forsowała ludzi Bezpieki sowieckiej na wysokie stanowiska w służbach i nie zachęcała bezpieczniaków do zaprowadzania bezpieczniackich porządków. Jak wiemy, bezpieczniakom wystarczy świadomość, że nikt im nie będzie przeszkadzał - resztą zajmują się sami. I zajmują się, jak to widzimy po działaniach w stosunku do Komisji Weryfikacyjnej choćby.

Jednak jeszcze większa naiwność aniżeli ta, którą się wykazali wyborcy PO, jest taka, że postkomunistyczne panstwo może być jakąś nową, ważną jakością, może być czymś twórczym, czymś, co dostarcza obywatelom satysfakcji. Tak samo jak bezpłodny kulturowo był i jest komunizm (z istoty swej system, który ma charakter destrukcyjny nie może być kreatywny, przecież), tak samo bezpłodny kulturowo jest postkomunizm. Jest to prawda, do której nie trzeba dochodzić prowadząc skomplikowany namysł nad polską transformacją, ponieważ wystarczy zwyczajna refleksja nad realiami naszego życia, nad tym, co jest lansowane w polskiej kulturze przez samozwańczy "salon", a co jest odsądzane od czci i wiary (lub zwykle przemilczane) oraz nad tym, jakich ludzi stawia się na pomnikach. Wczoraj minęła 60 rocznica zamordowania jednego z najdzielniejszych Polaków rotmistrza W. Pileckiego przez komunistycznych oprawców, ale to nie Pilecki jest autorytetem salonu, lecz W. Bartoszewski nazywający część Polaków bydłem. To tylko pierwszy lepszy z brzegu przykład dysproporcji w salonowym widzeniu świata.

Ale wracając do postkomunizmu. Jest on kulturowo bezpłodny, gdyż tworzą go ludzie bez talentu i bez kręgosłupa, którzy sami się mianowali na "elity". Tylko tacy zresztą ludzie są w stanie przyjąć za dogmat, że ze zbrodniarzami, "jeśli się im tylko wybaczy" można budować nowy porządek społeczny. W tym sensie jednak postkomunizm musi runąć jako nieustana łatanina po państwie komunistycznym, a nie jako budowanie czegoś radykalnie nowego, osadzonego na świeżych i zdrowych fundamentach. Krzątanina więc obrońców życiorysów "postaci pomnikowych" oraz obrońców postkomunistycznego porządku jest bezcelowa. Im dłużej i głośniej będą się uwijać obrońcy tej przegranej sprawy, tym większa będzie ich kompromitacja.    

Gauck jednak nie ma racji, zestawiając pseudohistoryka Grossa z zawodowymi historykami IPN-u. Pseudodebata wokół książki Grossa była klasycznym salonowym tematem zastępczym związanym z kształtowaniem nowej, politpoprawnej świadomości społeczeństwa postkomunistycznego przez samozwańcze elity Agoranautów. Ta pseudodebata zresztą przyniosła skutki odwrotne od oczekiwanych, bo Polacy w większości nie czują się antysemitami, co ze zgrozą kiedyś odnotowała po jakimś sondażu "GW". Kilkanaście lat edukacji w błoto, jest powód do zmartwień dla Agoranautów. Debata związana z publikacją IPN-u będzie prawdziwą debatą nad III RP. Nad państwem, które samozwańcze elity zaczęły budować z oprawcami u boku i w strachu przed polskim społeczeństwem, co domagało się przede wszystkim zmiany, a nie kontynuacji.     

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Polityka