Wystarczy wyjść na wieczorną imprezę, a już na prawicy toczą się zażarte boje :) Oto P. Paliwoda zarzuca katarynie, że udzieliła wywiadu "Dziennikowi". Patrzę i przecieram oczy.
Jeśliby wziąć pod uwagę nie tylko to, że Paliwoda przez jakiś czas pracował w "Dzienniku" ale i to, że dość często polemizuje z tekstami publikowanymi w tejże gazecie, to jakby nie za bardzo można sobie wyobrazić na jakiej podstawie odsądza on od czci i wiary niezależną blogerkę za dość niezobowiązującą rozmowę z jednym z dziennikarzy owej gazety (http://pawelpaliwoda.salon24.pl/76047,index.html). Owszem, można by się zżymać, że wywiad nadawałby się bardziej do "Gali" niż do "Dziennika", bo R. Mazurek ustawia katarynę nieco tak, jak aktorkę jakiegoś słynnego serialu familijnego (zaś kataryna jakoś przyjmuje tę konwencję), ale na zdrowy rozum to chyba sprawa kataryny, jak sobie deliberuje z kimśtam i jaką konwencję przyjmuje, a nie niczyja inna. Gdyby kataryna stała się zawodową komentatorką "Dziennika" można by się zastanawiać, na ile zachowuje programową niezależność, ale przecież nawet przyjąwszy taką formułę wypowiadania się, to jeśli miałaby zagwarantowane, że nikt nie ingeruje w jej tekst i pisze ona na dowolny temat tak jak chce, to potencjalni krytycy nie mieliby zapewne powodów do atakowania tejże blogerki.
Różnica między blogerem a dziennikarzem jest taka, że nie jest on członkiem jakiejkolwiek redakcji i dopóki nie jest podporządkowany jakiejkolwiek "polityce redakcyjnej", dopóty zachowuje on całkowitą autonomię w swojej publicystyce. Oczywiście, pozostaje kwestia tego typu, że swoją marką dany bloger może firmować złą sprawę. Jakbym zobaczył stały felieton kataryny w "Polityce", "Przeglądzie", "GW" czy "Przekroju", to może bym się zdziwił i zastanawiał, co skłoniło daną blogerkę do takiego działania - ale czy miałbym prawo ją oceniać (no, może w takiej szmacie jak "NIE" czy "Fakty i Mity" byłoby to już ewidentne przegięcie pały)? To jednak, rzecz jasna, wyłącznie czysta konstrukcja myślowa, wszak Paliwodę, przypominam, irytuje UDZIELENIE WYWIADU "Dziennikowi", a nie podjęcie jakiejś stałej współpracy publicystycznej z tą gazetą.
Słusznie komentatorzy zwrócili więc Paliwodzie uwagę, że w sytuacji, w której on dopuszcza możliwość publikowania na łamach "GP" lewaków takich jak GM, a odmawia katarynie prawa do udzielania wywiadu "Dziennikowi", coś jest nie tak. Dodałbym jeszcze to, że blogerzy programowo trzymający się jak najdalej lewicy, przyjęli formułę okazjonalnego publikowania w "GP", mimo że fakt dopuszczenia lewactwa na łamy tego tygodnika był dla nich aberracją ideową i czymś trudno wytłumaczalnym. Przy takim więc obrocie rzeczy należałoby nieco miarkować oceny, a nie posądzać katarynę o jakąś, bo ja wiem, niekonsekwencję czy, nie daj Boże, zdradę.
Jeśli uważamy się za ludzi jakoś ideowo komplementarnych, to ostatnią rzeczą, na jaką powinniśmy się porywać, jest ocenianie się nawzajem. Możemy wspólnie dyskutować rozmaite rozwiązania, możemy się ostro spierać o pewne kwestie, ale najgorsze (i nie do zniesienia, szczerze mówiąc) na prawicy bywa to, że jakiekolwiek "zachowania nieprawomyślne" czy "nieusankcjonowane" przez nas poglądy, uważamy za "zdradę", "niekonsekwencję", czy wreszcie "rozbijanie prawicy". Jeśli jesteśmy wolnościowcami, a tak przede wszystkim rozumiem antykomunistów, a więc sytuujemy się jak najdalej od czerwonego zamordyzmu, to musimy respektować różnorodność poglądów i różnorodność postaw, żywiąc jednocześnie zaufanie do osób, które wykazały się światopoglądem zbieżnym z naszym. Jeśli nie ufamy sobie w sprawach drobnych, to tym bardziej nie zbudujemy wspólnoty ideowej w sprawach poważnych i wielkich. To zresztą nie jest przytyk wyłącznie do Paliwody, ale i do innych ludzi uważających lewicowe myślenie za nonsens (w najlepszym wypadku). Być może specyfika Internetu zmusza jego użytkowników do "programowej nieufności", ale w ten sposób nie zawiążemy żadnych więzi pozwalających realizować jakieś skoordynowane dążenia do wspólnego dobra.
Naszym problemem nie jest to, gdzie kto się wypowiada, ale to, że III RP po niemal 20 latach ma się jak najlepiej. To zaś, że postkomunizm pozostał nienaruszony, jest także rezultatem nieustannych sporów na prawicy - sporów o pierdoły, niestety. Trzymajmy się pryncypiów, bo będziemy nieustannie widzieć drzewa, a nie las. Mam bowiem wrażenie, że nawet wśród ludzi, którzy są przekonani, że ROZUMIEJĄ na czym polega obecna fatalna sytuacja Polski (jak np. Paliwoda), nie ma dostatecznego zrozumienia dla ludzi, którzy rozumieją, na czym polega obecna fatalna sytuacja Polski (jak np. kataryna). Paradoks? Nie. Na prawicy to stały fragment gry, że jedni prawicowcy uważają się za większych ideowców od innych. UPR-owcy uważają się za prawicowców, zaś PiS-owców nazywają socjalistami itd. Podobnie "GP" uważa RM za matolstwo, zaś RM uważa "GP" za wywrotowców. I tak cały czas. Nie ma kogoś, kto by powiedział, basta! i zapędził wszystkich do pracy na rzecz dobra wspólnego, jakim jest Polska, a nie powracające bez końca spory o "czystość ideową".
I have a dream, że ludzie, dla których lewicowe, antykatolickie i antywolnościowe myślenie jest nie do przyjęcia - przestaną się nawzajem rozliczać z tego, jak bardzo są nieskazitelni w walce o Polskę - ale chyba żądam zbyt wiele.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)