Free Your Mind Free Your Mind
112
BLOG

O nędzy duchowej

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 47

Jeśli post o neo-Sarmatach ma być wykładnią antropologii i filozofii polityki a la P. Paliwoda, to pragnę kilka podstawowych tez Paliwody poddać krytyce w nadziei, że nie potraktuje on tej krytyki jako ataku ad personam, co, niestety, często mu się zdarza.

Zacznijmy od tego, że teza, jakoby na świecie przeważało zło trąca gnostyckim widzeniem rzeczywistości, co nieco kłóci się z deklarowanym przez Paliwodę katolicyzmem (http://pawelpaliwoda.salon24.pl/index.html). Gdyby na świecie więcej było zła niż dobra, to wszystkich nas już dawno diabli by wzięli, mówiąc kolokwialnie. Ludzi przyzwoitych na świecie jest całkiem sporo, jak sądzę, natomiast ludzi złych jest też niemało, jedynie ich działania są na tyle spektakularne, że źli sprawiają wrażenie "dominowania nad światem". Ale to tak piszę gwoli pewnego zagajenia. Próba bowiem jakiegokolwiek różnicowania i/lub hierarchizowania ludzi musi być oparta na jakichś rozsądnych, racjonalnych kryteriach. Dzielenie na dobrych i złych jest może dobre na poziomie tzw. mądrości ludowej, ale chyba nie na poziomie głębszego namysłu nad światem, do którego to namysłu Paliwoda chce się przyznawać.

W Starym Testamencie podział ludzkości jest dychotomiczny: ludzie mądrzy i głupi, przy czym mądrość rozumiana jest tu zarazem jako rozpoznawanie dobra, jak i wierne (a nie przewrotne) służenie Bogu. Głupiec więc to ten, który nie dostrzega dobra lub nie chce go dostrzegać i który nie służy Bogu. Wraz z nadejściem Jezusa Chrystusa kwestie widzenia człowieka ulegają pewnemu skomplikowaniu. Przypomnę, że mówi On do ludzi "wy, choć źli jesteście" - co więcej, dodaje "tylko Bóg jest dobry". Oczywiście, nie chodzi tu o to, że ludzie są zbiorowością do wykasowania, lecz o to, że każdy z nas jest grzesznikiem. Każdy, podkreślam. Jeśliby jednak tego było mało, Jezus przestrzega, by bliźnich nie nazywać "głupimi", by się nie wywywższać, by okazywać innym miłosierdzie, by się za grzeszników modlić, a co najciekawsze, by miłować nieprzyjaciół. Rzecz jasna, gdyby Syn Boży (i Jego Ojciec) nie miłował takich matołów, jak my, to by nie było Wcielenia i Ofiary Pańskiej na Krzyżu, Odkupienia, Zmartwychwstania, Zesłania Ducha Świętego, powołania apostołów i powstania Kościoła (wraz z całym zastępem świętych). Nasza sytuacja bytowa we wszechświecie nie jest więc beznadziejna, ponieważ - mimo naszej złości vel grzeszności - mamy świadomość, że Pan Bóg tak umiłował świat, że Syna Swojego jednorodzonego posłał, by nas zbawił. Świadomość ta pociąga za sobą nie tylko konsekwencję w postaci chrześcijańskiej radości życia (której Paliwodzie szczególnie życzę - jest ona bowiem przeciwwagą dla wszelkich pokus gnostyckiego pesymizmu życiowego), ale też - co najważniejsze w formacji chrześcijańskiej - kształtowaniu w sobie ducha pokory.     

Warto zauważyć, wczytując się w pisma rozmaitych myślicieli chrześcijańskich, zwł. świętych (nie tylko mistyków, ale ich także) - że im większymi talentami, łaskami itd. obdarzeni byli ci ludzie, tym większe zarazem mieli poczucie duchowej nędzy. Określenie "duchowa nędza" nie jest tu jakąś próbą metaforyzowania sytuacji czy, że tak powiem, udawania przed światem. Im większy potencjał dana osoba otrzymuje od Pana Boga i im bardziej współdziała z łaską Bożą, tym większe ma poczucie własnej znikomości, właśnie w obliczu potęgi Miłości Bożej i łaski, na którą żaden buc chodzący po ziemi jakoś szczególnie nie zasługuje z tej choćby racji, że nieustannie grzeszy. Wspominam o tym, ponieważ w nauce Chrystusowej jest wprost powiedziane na temat grzechu pychy oraz na temat błędnego osądzania innych. Chrześcijanin nie tylko nie powinien sądzić moralnie bliźniego, gdyż w ten sposób siebie uważa za kogoś lepszego, ale też dlatego, że swoją ocenę może opierać na błędnym rozpoznaniu zarówno bliźniego, jak i samego siebie. W Ewangeliach przywoływana jest scena modlitwy dwóch ludzi w świątyni. Jeden dziękuje Bogu, że nie jest jak "ździercy, oszuści, złodzieje" itd., drugi zaś powtarza jedynie w swojej intencji prośbę do Boga o miłosierdzie. Nie muszę chyba przypominać, że postawa ucznia Chrystusa powinna być bliższa tej ostatniej, a nie pierwszej. Wynika to stąd, że możemy się bardzo mylić w ocenie innych ludzi (uważamy kogoś "za złego", sądząc po pozorach), ale też możemy się bardzo mylić w ocenie nas samych (uważamy się "za dobrych", sądząc po pozorach - przypowieść o drzazdze i belce też się tu kłania). Nauka podstawowa z tego jest zatem taka, by nie tylko się nie wywyższać, lecz by mieć świadomość swojej własnej znikomości bez względu na to, ile rozumów zjedliśmy, ile książek przeczytaliśmy i jak daleko zaszliśmy w hierarchii społecznej.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której Paliwoda zapomina w swojej teotycei i antropologii. Nawrócenie. Jest powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Otóż - pod pewnymi warunkami - można je odnieść także do ludzi. Nawet człowiek pogrążony w otchłani najcięższych grzechów ma możliwość (czyli "zły") wyrwania się z tej zdawałoby się beznadziejnej sytuacji życiowej, jeśli wykaże wolę porzucenia takiego życia, czyli nawrócenia. O takie nawrócenie dla wielu grzeszników modlą się ludzie wierzący dzień w dzień. Częstokroć nawet pokutują, umartwiają się w intencji takiej metanoi. Czasem nawet składają swoje życie w ofierze za zatwardziałych grzeszników, idąc śladem Jezusa, który umarł za nas, wiedząc, że dopiero ta Jego Ofiara przemówi nam do rozumu i odmieni nasze serca. Jeśli więc dzielimy ludzi na dobrych i złych (w tych wszystkich znaczeniach, które przywołuje Paliwoda), to jakby zapominamy o tej podstawowej możliwości radykalnej zmiany postawy życiowej i przejścia "ze zła do dobra".       

I parę generalnych metodologicznych i terminologicznych uwag na koniec. Na niewłaściwych rozróżnieniach czy mętnych pojęciach nie zbuduje się porządnej teorii. Po pierwsze katolicyzm to nie sarmatyzm, więc katolicy nie są Sarmatami (ani sarmatami). Powszechność Kościoła wiąże się z tą prostą prawdą wygłoszoną kiedyś przez św. Pawła, że uczniowie Chrystusa nie są takiej czy innej narodowości, stanowiąc duchową wspólnotę chrześcijan. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy chrześcijanin może przynależeć do jakiejś wspólnoty narodowej i w jej ramach swoją wiarę pogłębiać. Jednocześnie naród - wbrew temu, co pisze Paliwoda - to nie jest zbiorowość oparta wyłącznie na jakimś systemie wartości, gdyż takie kryterium spełnia byle wspólnota internautów spotykających się regularnie na jakimś czacie lub jakaś subkultura. Naród to także więzy kulturowe (wspólny język, dziedzictwo kulturowe, dzieje itd.) i więzy krwi. Przychodzimy na świat w określonych (częstokroć wielopokoleniowych) rodzinach, które kultywowały i kultywują określoną tradycję narodową. Narodowe zakorzenienie jest więc odmienne aniżeli zakorzenienie w wierze, choć - jak to jest w przypadku Polski - niejednokrotnie mogą one być ze sobą mocno splecione.

Należy zarazem pamiętać, że sarmatyzm z jednej strony wywodził się z katolicyzmu, z drugiej zaś z pewnych koncepcji związanych z budowaniem, by tak rzec, społeczeństwa obywatelskiego w I RP, a więc ideami praworządności, wolności szlacheckiej, waleczności, solidaryzmu itd.. Nie miał nic współnego z kosmopolityzmem, ponieważ mocno akcentował polską tożsamość narodową i gloryfikował (być może całkiem słusznie) ówczesną polską państwowość. Jeśli więc Paliwoda pisze o Sarmatach w jakimś ponadnarodowym rozumieniu, to nadaje temu terminowi nowe, ale niezupełnie jasne dla mnie znaczenie.

Chrześcijaństwo ponadto nie jest jakąś formą stratyfikacji społecznej. Przeciwnie, w nauce Chrystusa zawarty jest jedyny możliwy (tzn. nie pociągający za sobą patologii polityczno-społecznych takich jak ateistyczne systemy "równościowe") egalitaryzm - zrównanie wszystkich stanów i ludzi wobec Boga i Jego sprawiedliwości. Nie powinniśmy więc konstruować takiego obrazu świata, w których "lepsi" pouczają "gorszych", jacy ma być i jak mają postępować. W ten sposób bowiem sami zapominamy o naszym własnym powołaniu.

Najzabawniejsze jest jednak to, że całą swoją wizję świata Paliwoda konstruuje w trakcie refleksji nad swoim pobytem i aktywnością w s24. Z całym szacunkiem, ale s24 to nie jest ani pępek świata, ani nawet pępek Polski, istnieje bowiem mnóstwo ważnych środowisk ideowych, akademickich i politycznych, które jakiejś szerszej reprezentacji w s24 nie mają, a mimo to przyczyniają się walnie do rozwoju polskiej myśli współczesnej, jak choćby OMP z Krakowa czy redakcja "Arcanów", by nie szukać daleko. S24 nie jest ani domorosłym parlamentem, ani nawet jakimś ogólnopolskim forum filozoficzno-politycznym, tak więc skromniej oceniałbym jego potencjał, jak też i rolę (nie umniejszając wagi publikowanych tu tekstów czy występujących tu osób). Skromność przyda się nam wszystkim, byśmy przypadkiem nie stali się bohaterami tej przypowieści o uczcie (Łk, 14, 7-11), na której zajęliśmy pierwsze miejsce, po czym przyszedł gospodarz i nas przesadził, byśmy ustąpili miejsca znakomitszym od nas.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (47)

Inne tematy w dziale Polityka