I. Janke w swoim intrygującym artykule o IPN-owskich historykach S. Cenckiewiczu i P. Gontarczyku celowo chyba nie dopisuje kropki nad i. Problem sprzeciwu "establishmentu" wobec tych historyków to bowiem problem ideologii, jaką tenże establishment wyznaje.
Głosów, które przywołuje Janke jest tak wiele i są tak wyraziste, że nie ma mowy o przypadkowej koincydencji (http://www.rp.pl/artykul/144863.html). Tak przemawiają właśnie wyznawcy ideologii, która nie dopuszcza jakiejkolwiek alternatywnej wizji świata i historii. Za peerelu mieliśmy identyczną sytuację - obowiązywała nas wersja wiecznego sojuszu z ZSSR, kroczenia drogą socjalistycznego postępu, "walki o pokój" i realizowania "kolejnych wytycznych kolejnego zjazdu". Odstępstwo od obowiązującej wszystkich obywateli - od murarza po naukowca - wytycznych komunistycznej partii, traktowane było jako działalność antypaństwowa i zwalczane z surowością właściwą totalitarnemu systemowi. W dużej mierze do analogicznej sytuacji doszliśmy "w 20 lat po obaleniu komunizmu", kiedy po prostu "nie ma alternatywy" dla postkomunizmu, dla III RP, dla "historycznego porozumienia", dla okrągłego stołu. Nikt nie może też nie tylko zgłębiać, ale broń Boże, poddawać w wątpliwość ("ogólnie znanej i powszechnie wyznawanej") słusznej linii ideowej życiorysów "ludzi z żelaza". Swoją drogą, zastanawiające jest, że przez te "dwadzieścia lat" powstało tak niewiele historycznych, drobiazgowych biografii tychże ludzi, za to zasypały nas rozmaite "wywiady-rzeki" (z Gierkiem, Urbanem, Kiszczakiem, Jaruzelskim, Kozakiewiczem itd.) czy "księgi wspomnień", w których niezwykle ciężko jest oddzielić mak od popiołu. Hagiografii ludzi okrągłego stołu nie brakuje, oczywiście, ale generalnie przodują w ich tworzeniu funkcjonariusze imperium Michnika i mediów satelickich.
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że sprawy zostały postawione na głowie i granice pure nonsensu przekroczono już po wielokroć. Jeśli taki mgr J. Żakowski, filozof z Bożej łaski, ma czelność, tupet i co tam jeszcze, by podważać tytuły naukowe pracowników IPN-u i "zapytywać w powietrze" - tak jak aktyw robotniczy zapytywał w "listach do redakcji" "Trybuny Ludu" o rozmaite sprawy lub ZSMP-owcy na swoich wiecach:
"czy kolejne stopnie naukowe: doktorat, habilitacja, mogą dostawać historycy, którzy piszą rzeczy, że tak powiem, niespełniające naukowych, metodologicznych standardów, jak pan Cenckiewicz na przykład"
- to znaczy, że wróciliśmy do epoki poprzedniej, w której dyletanci (byleby namaszczeni przez politbiuro) mają prawo oceniać kompetencje profesjonalistów.
To, że zwarli szeregi i wymachują pięściami (jak Frasyniuk czy Bujak) "ludzie z żelaza", dla których rdza na żelaznym życiorysie tego czy innego uczestnika historycznych wydarzeń nie jest żadnym problemem, to mnie absolutnie nie dziwi, gdyż jak już wspominałem kiedyś, oni broniąc "życiorysu Wałęsy" i nawet - jak sami przyznają - "symbolu, jakim jest Wałęsa", bronią swoich własnych życiorysów przed historyczną kwerendą i przed "desymbolizacją". To, że przedstawiają oni sytuację z książką o Wałęsie tak, jakby dotyczyła ona wyłącznie "paru świstków" z pradawnych lat, a nie dotyczyła także działalności Wałęsy za czasów jego tragikomicznej prezydentury, także mnie nie dziwi. Macham na to ręką. Jednakże nieobojętne mi jest to, w jaki sposób tworzy się zgrupowanie "bojowników o prawdę" (tzn. o ideologię fundującą "dwudziestoletnią transformację") i do czego ten aktyw zmierza.
Oczywiście, chcę zapewnić dr. dr. Cenckiewicza i Gontarczyka, że IPN zlikwidowany nie zostanie i prędzej na taczkach się będzie wozić pomysłodawców tego typu koncepcji niż jakakolwiek cegła z muru tej pierwszej poważnej instytucji badawczej o charakterze antykomunistycznym zostanie ruszona. Określenie "antykomunistyczny" użyte jest tu opisowo. Nie mam najmniejszej jednak wątpliwości, że nastawienie antykomunistyczne do peerelowskiej historii to powinien być zawodowy obowiązek historyka i coś oczywistego, jeśli ma się świadomość ogromu zbrodni spowodwanych przez czerwonych. Nie ma więc w tym nic nadzwyczajnego, że historyk zajmujący się tą historią jest antykomunistą. O wiele gorzej byłoby, gdyby antykomunistą nie był. Takich historyków mieliśmy na pęczki w "Polsce Ludowej", a ich książki nadają się na makulaturę, co wie każdy, kto miał w ręku choćby podręczniki do historii akademickie czy szkolne.
Wałęsa pisze w typowym dla siebie stylu:
"Wy się chcecie mierzyć ze mną. za tamten czas Pokażcie Wasze osiągnięcia z tamtego czasu. Pokażcie jaką cenę zapłaciliście. To jest barbarzyństwo, to jest bezczelność, to jest chamstwo, brakuje słów."
A jaką cenę zapłacił Wałęsa? Na czym polegały jego "cierpienia za miliony"? Cenę to zapłacił Sługa Boży ks. J. Popiełuszko, cenę zapłacił bp Cz. Kaczmarek i wielu wielu innych, których krew wsiąkła w polską ziemię. Wałęsie radzę, by swojego wkładu właśnie nie przeceniał. Zwłaszcza, że to wcale nie chodzi wyłącznie o niego. Chodzi wszak o ideologię związaną z III RP. Ta ideologia okrzepła do tego stopnia, że jakiekolwiek próby jej rewizji od razu traktowane są jako "działalność antypaństwowa" i wywołują larum różnych aktywów, jak w peerelu. Najbardziej zresztą bałamutne stwierdzenie obrońców okrągłego stołu to to, że badania Cenckiewicza i Gontarczyka obciążone są ideologicznie. A o jakąż to ideologię chodzi? O antykomunizm? Ilekroć ktoś zarzuca IPN-owskim historykom zajmującym się współczesną historią Polski, że piszą opracowania zideologizowane, to mam pewność, że chodzi o to, że historycy ci nie ideologizują w swoich pracach "w odpowiedni sposób". Gdyby bowiem nasączali swoje teksty ideologią III RP, to wszystko byłoby bez zarzutu i zapewne sypałyby się "prestiżowe" nagrody ze strony establishmentu. Zatem ideologizacja tak, tylko wypaczenia nie.
Tymczasem można zajmować się historią bez jakiegokolwiek ideologizowania. Wystarczy rzetelność metodologiczna i niezależność intelektualna. Tych zaś Cenckiewiczowi i Gontarczykowi nie brakuje. Przywołane w artykule Jankego wypowiedzi osób, które "bały się podejmować tematu" dowodzą dodatkowo, że ci dwaj historycy posiadają odwagę cywilną, której wielu ludziom z żelaza po latach stanowczo zabrakło. I teraz dopiero zapłacą wysoką cenę.


Komentarze
Pokaż komentarze (70)