Free Your Mind Free Your Mind
112
BLOG

Uwaga, terror!

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 87

Są publicyści, którzy swoim stylem gwarantują taki poziom intelektualny, że na jakikolwiek temat by nie pisali, zawsze uzyskają tę samą konkluzję. Passent, Paradowska, Toeplitz, Szostkiewicz, Żakowski, Beylin... Do takich pierwszorzędnych publicystów należy też W. Maziarski.

Zacznę anegdotycznie. Słuchałem niedawno radiową rozmowę z Maziarskim, która zeszła na temat książki B. Wildsteina. Ten pierwszy stwierdził, że jeśli z książki wynika taka teza, że ubecja się walnie przyczyniła do transformacji i na niej skorzystała (jak komentował książkę S. Janecki), to rzecz się nadaje do psychiatry. Wprawdzie psychiatria represyjna już nieco wyszła z mody w kręgach oświeceniowców, co to lekką ręką posyłali ludzi nierozumiejących konieczności dziejowych na leczenie, ale przecież, czy nie warto do sprawdzonych rozwiążań wrócić? Przecież sprawa jest prosta: jeśli ktoś twierdzi, że w Polsce po 1989 r. istotną rolę odgrywa Bezpieka, to nadaje się do psychiatry. Można nawet taki zapis wprowadzić w Konstytucji. Należałoby jednak rozbudować szpitale psychiatryczne, bo ludzi głoszących ten pogląd znalazłoby się pewnie zbyt wielu. 

Ale nie o tym chcę pisać, choć wątki medyczno-paranoiczne się pojawiają w innej wypowiedzi Maziarskiego. Otóż na łamach "Newsweeka" w tekście pod mrożącym krew w żyłach tytułem "Terror antyaborcyjny" dzieli się on swoimi mrocznymi przemyśleniami na zasadzie "zanim będzie za późno". Nawiasem mówiąc, z początku jak rzuciłem okiem na tytuł, to jakoś mi się przekręciło w myślach i przez sekundę, nie zwracając uwagi na nazwisko autora, pomyślałem, że co to, ktoś w lewicowym piśmie ośmiela się otwarcie pisać o terrorze aborcyjnym skierowanym wobec niewinnych dzieci? Ale to było tylko złudzenie, chodzi bowiem o "terror antyaborcyjny", którym to mianem Maziarski określa dzialania wymierzone w kliniki i personel dokonujący "przerwania ciąży".

Zaczyna się jak u A. Hitchcocka:

"Terror nie pojawia się nagle. Nadchodzi stopniowo, więc uważny obserwator może odebrać sygnały ostrzegawcze. Tyle że na ogół uświadamia to sobie, gdy jest za późno."

Domyślamy się, że to Maziarski jest tym uważnym obserwatorem. Czy my jesteśmy dostatecznie uważni, by dostrzec pełzający terror? Maziarski dokonuje porównania, za które powinna mu przypaść w udziale jakaś prestiżowa nagroda "Polityki":

"Tak było w przypadku RAF - niemieckiej lewackiej partyzantki miejskiej lat 70. Zaczęło się niewinnie: od radykalnych haseł, które stawały się coraz radykalniejsze. W lewicowej publicystyce zaakceptowano przemoc jako metodę walki o ideały. Uliczne wystąpienia były coraz brutalniejsze, zaczęły się napady na banki i podpalenia domów handlowych. Aż wreszcie zaczęli ginąć "wrogowie klasowi": przedsiębiorcy, politycy, prokuratorzy, przedstawiciele elity.

Podobny proces radykalizacji dał się zauważyć w minionych 20 latach w szeregach zachodnich ruchów antyaborcyjnych."

Lewacka partyzantka miejska szkolona i finansowana przez sowietów jako analogon ruchu antyaborcyjnego? Sądzę, że nawet P. Gadzinowski by takiego celenego zestawienia nie wymyślił.

"Zaczęło się od petycji i demonstracji. Stopniowo pikiety stawały się coraz agresywniejsze: demonstranci zaczęli tarasować wejścia do klinik, zakłócać ich pracę hałasem, zaczęli piętnować konkretnych lekarzy, rozwieszając ich podobizny stylizowane na listy gończe."

Zakłócanie "pracy" hałasem. Kapitalny eufemizm. Rozwieszanie podobizn stylizowanych na listy gończe? Znakomity pomysł, wszak chodzi o osoby dokonujące zabójstw.

"W klinikach zaczęły wybuchać pożary, a potem bomby. W skrzynkach pocztowych znajdowano koperty z wąglikiem. Od marca 1993 roku w antyaborcyjnych zamachach zginęło w USA siedem osób. Pierwszą ofiarą był dr David Gunn, którego wizerunek na rok przed zastrzeleniem kolportowano na antyaborcyjnych "listach gończych"."

Powyższe ekstremalne działania w USA, które z tego, co wiem, miały charakter wyjątkowo sporadyczny, a w Polsce nie miały miejsca, służą Maziarskiemu za memento do opisu sytuacji... właśnie w Polsce. Jego zdaniem bowiem, w naszym kraju nastał właśnie czas antyaborcyjnego terroru.

"Amerykanie przegapili moment, kiedy obywatelskie ruchy antyaborcyjne zdegenerowały się i przeobraziły w wylęgarnię terroru. Przegapili moment, kiedy problem można było zdusić w zalążku. Polacy mogą jeszcze uniknąć tego błędu. Dzwonek alarmowy odezwał się w zeszłym tygodniu, kiedy to aktywiści polskich ruchów antyaborcyjnych zorganizowali bezprecedensową akcję terroru (na razie tylko psychicznego), starając się nie dopuścić do legalnej aborcji u 14-letniej zgwałconej dziewczynki..."

Na razie tylko psychiczny terror, zaznacza Maziarski, ale przecież to chyba kwestia czasu, gdy ktoś podłoży jakąś bombę albo zastrzeli jakiegoś lekarza. Maziarskiemu wcale nie przeszkadza fakt, że 14-latka NIE została zgwałcona. Co więcej, domaga się ostrej interwencji państwa:

"Tu musi wkroczyć państwo. Twardo i zdecydowanie. Musi zapewnić zgwałconemu dziecku realizację ustawowego prawa do legalnej aborcji. Musi zidentyfikować i przykładnie ukarać organizatorów akcji szczucia i psychicznego terroryzowania dziewczynki, jej matki oraz lekarzy. Musi też zidentyfikować i ukarać osoby odpowiedzialne za złamanie tajemnicy lekarskiej i przeciek informacji do antyaborcyjnych fanatyków. Słowem - musi pokazać siłę i obronić samotną rodzinę przed terrorem ekstremistów" -

i całego szeregu dalszych rozwiązań prawnych:

"Póżniej być może trzeba będzie pójść za przykładem USA, gdzie uchwalono ustawę o swobodzie dostępu do klinik, zakazującą blokowania wejść. W wielu amerykańskich miastach i stanach wprowadzono przepisy zakazujące demonstrantom zbliżania się oraz telefonowania do pacjentów, lekarzy i klinik. Wokół gabinetów wprowadzono strefy buforowe, do których nie wolno wchodzić demonstrantom (od ok. 10 metrów w Massachusetts do ok. 30 metrów w Kolorado)."

(http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=26627)

Na koniec Maziarski zastanawia się, czy referendum w sprawie aborcji nie byłoby rozwiązaniem wartym rozważenia, skoro ekstremiści (tu: "obóz antyaborcyjny") odrzucają "wypracowany kompromis". (Ciekawe, czy w sprawie Traktatu Lizbońskiego też byłby za referendum albo w sprawie kary śmierci, ale mniejsza z tym). Poddawanie kwestii czyjegoś życia pod głosowanie jest na pewno rozwiązaniem postępowym, ale przecież oświeceniowcy wiedzą doskonale, że niektóre istoty nadają się do życia, inne zaś nieco mniej. Jest to jeden z podstawowych dogmatów utopijnych programów przekształcania świata, w myśl których to dogmatów, jak powiadał eufemistycznie J. Stalin, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Oczywiście, gdyby ekstremistami nazwać zwolenników "przerywania ciąży", czyli aborcjonistów, to straszne by larum podnieśli, że się ich strasznie obraża; tak jak torsjami czy drgawkami reagują na zwrot "zabijanie nienarodzonych". Jakie zabijanie? Jakich nienarodzonych? Tfu!

Nie dziwię się, że ostro zareagował na całą tę kampanię aborcjonistycznych ekstremistów M. Magierowski w swoim poście pt. "Zabijcie to dziecko szybciej" (http://blog.rp.pl/magierowski/2008/06/10/zabijcie-to-dziecko-szybciej/). Ja nawet się obawiam, że jeszcze chwila a aborcjoniści zaczną kościoły wysadzać w trakcie nabożeństw w intencji duchowej adopcji dzieci poczętych. Proszę zauważyć, w jaki sposób oni piszą i mówią. Wczytajmy się w to, co głosi powyżej znawca terroru, Maziarski: terror nie pojawia się nagle.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (87)

Inne tematy w dziale Polityka