Wiceprezes IPN-u M. Dmochowska porównała perspektywę metodologiczną zajętą przez historyków IPN-u piszących o Wałęsie do sposobu widzenia żaby. Jak wiadomo, żaba widzi tyle, co nic, a jedynie reaguje na ruch muchy, którą łapie swoim jęzorem.
Bez wątpienia, Dmochowskiej chodziło o to, że "gówniarze z IPN-u" nie widzą wiecej aniżeli pokryte mchem sterty dokumentów sporządzonych przez esbeków. Czy jednak żabia perspektywa to także perspektywa Bezpieki? Nie bez powodu pisał W. Woroszylski dawno dawno temu o tym, jak któryś to kolejny rok "nie śpi Bezpieka". Ta admiracja młodego poety dla organów ścigania wynikała nie tylko z pewnej naturalnej dla wielu ówczesnych intelektualistów i artystów fascynacji nagą siłą, ale i z tego powodu, że kto jak kto, ale ludzie Bezpieki, to oczy mieli z tak wielu stron, że byli w stanie nawet zaglądać do umysłów obywateli i wiedzieć, kiedy pracują one po socjalistycznemu, czyli jak Stalin przykazał, a kiedy knują. Wydaje się więc, że mówienie o jakiejś zdeformowanej, zbyt wąskiej bądź niezbyt precyzyjnej perspektywie "z punktu widzenia Bezpieki" jest zwyczajnym nieporozumieniem. Jeśli Bezpieka stanowiła narzędzie do trzymania w ryzach obywateli, to wzrok musiała mieć znakomity. Dodajmy też, że nie chodziło wyłącznie o oczy samych bezpieczniaków, lecz o oczy ludzi z nimi współpracujących. Zwykły ubek nie był w stanie osobiście podglądać i podsłuchiwać pracowników jakiegoś zakładu "spiskujących przeciwko władzy ludowej", toteż "protezę oczną" stanowił dla niego odpowiednio umocowany TW, cieszący się zaufaniem danej załogi. Był to mechanizm nie tylko prosty, ale i skuteczny, co wiemy z historii peerel, zwł. po ujawnieniu dokumentów dotyczących agentury zainstalowanej na różnych piętrach Solidarności.
Skoro więc mówienie o złym wzroku (może chodzi o tzw. złe spojrzenie, o tu by można się zgodzić) w odniesieniu do esbeków to nonsens, to o co może chodzić z tą żabią perspektywą? Zapewne o to, że "gówniarze" nie chcą dostrzegać "skomplikowanego, wielorakiego, arcyzłożonego kontekstu". Tu jednak, podejrzewam, także czai się jakaś nuta hipokryzji, ponieważ, gdyby Cenckiewicz z Gontarczykiem weszli na poziom historiozofii i chcieli ująć bogactwo ówczesnych zdarzeń (czyli to, jak "cały wirował ten świat"), to tym bardziej posądzano by ich o to, że upraszczają dzieje i stawiają nazbyt śmiałe tezy, piszą nazbyt ogólnie i poiwerzchownie, podczas gdy "prawda drzemie w codziennych, prozaicznych nieraz, acz ciężkich losach" ówczesnych protagonistów. Sądzę więc, że jakkolwiek by nie napisali, i tak by było źle, ponieważ nie napisali hagiografii, a po 1989 r. nastał czas gloryfikowania "ojców III RP", a nie "grzebania w życiorysach". Gdyby jednak ktoś perspektywę ostentacyjnego lukrowania historii porównywał do słynnego malowania trawników za Gierka, to przecież uznano by w środowiskach oświeconych go za kompletnego oszołoma. Gdyby zaś ktoś ośmielił się stwierdzić, że zakazywanie "grzebania w życiorysach" prowadzi nie tylko do żabiej perspektywy, ale do kompletnej ślepoty historycznej, to zatupaliby go na swoich "sympozjach".
Im bardziej jednak narasta sprzeciw wobec retrospektywy związanej z III RP, tym mniej wątpliwości powinni mieć ci, którzy jeszcze do niedawna sądzili, że żyjemy w - może nieco dzikim, ale jednak - normalnym kraju. Ba, gdyby środowisko oświeconych postawiło na swoim i zaczęło dążyć dozmiany ustawy o IPN-ie, wywalenia Kurtyki i nawet zamknięcia IPN-u, to mielibyśmy ostateczny dowód na to, jak bliskie totalitaryzmu jest obecne "demokratyczne państwo polskie". Fasada nareszcie by została przewrócona i wtedy dopiero powyłaziłyby z spomiędzy ruin, mchów i cuchnących piwnic żaby i esbecy. To dopiero byłaby plaga egipska, gdyby rzutem na taśmę, te wszystkie zgniłe postaci odniosły jeszcze jeden po okrągłym stole tryumf. Przypieczętowanie historycznego zwycięstwa komunistów nad antykomunistami byłoby zatrzaśnięciem trumiennej klapy nad współczesną Polską, a Jaruzelski z Kiszczakiem, Wałęsą, Michnikiem i innymi nietykalnymi mogliby sobie pogratulować zwycięstwa nad kontrrewolucją i czarnymi antykomunistycznymi sotniami.
Do takiego jednak rozwiązania nie dojdzie, gdyż nie tylko środowiska oświeconych lata swojej prosperity społeczno-politycznej mają już za sobą, ale też dlatego, że jest wielu ludzi, którzy "zobowiązania okrągłostołowe" traktują jako uciążliwy balast historyczny, a nie coś wartego jakiejkolwiek obrony. Próba walki z IPN-em będzie jednocześnie początkiem konkfliktu obrońców III RP z "resztą świata". "Policzymy" (wtedy) "głosy" i zobaczymy, kogo jest więcej. Być może klęska zamordystycznego obozu obrońców III RP będzie prawdziwym, historycznym początkiem nowego państwa.
(Cenckiewicz i Gontarczyk oczyma Dmochowskiej).



Komentarze
Pokaż komentarze (103)