No ale o co chodzi?, że zacytuję klasyka polskiej myśli neoliberalnej. Otóż Michalski dostał białej gorączki na wieść, że rozmaite buce broniły prawa do życia śp. Eluany, o której uśmiercenie z tak wielką determinacją zabiegał kochający ojciec. W ślepej furii zaczął więc Michalski miotać się po swoim pokoiku redakcyjnym strącając wszystko z półek i biurka, jakby szatan w niego wstąpił i w końcu wyrzucił z siebie garść słów:
„Nie lubię pasożytów, którzy okłamują ludzi - na temat historii, na temat teraźniejszości i na temat przyszłości. Dlatego nie lubię naszych dzisiejszych zideologizowanych „obrońców życia”.”
[podkr. C.M.]
Wprawdzie, jeśli ktoś używa określenia „pasożyt”, to mówienie o „nielubieniu” wydaje się przynajmniej eufemizmem. (To raczej brzmi, jakby ktoś cedził to słowo przez mocno zaciśnięte zęby, jakby ktoś cedził je w obawie, że zaraz wpadnie w szał). Szczególnie, jeśli za pasożytów uchodzą obrońcy życia, a raczej „obrońcy życia”. To jednak, co przeczytaliśmy powyżej, to jeszcze nie jest jeszcze powód do zaliczenia Michalskiego do grona najwybitniejszych publicystów polskich, o których wspomniałem na wstępie. Szczerozłota myśl, po której padłem na kolana, jak bohater „Trans-Atlantyku”, to ta:
„Nawet Unia Europejska, niepotrzebnie wstydząca się Boskiego imienia, jest pod względem stosowanych standardów, prawa i norm bardziej chrześcijańska niż wszystkie katolickie monarchie średniowiecza i absolutyzmu razem wzięte.”
Mnóstwo rzeczy już czytałem, ale takiego aforyzmu na temat UE jeszcze nie znalazłem. To tylko świadczy, że człowiek źle szuka lub też wciąż nie za wiele wie o świecie. No ale od czego są polscy publicyści? Czy ktoś może się z nimi ścigać w wypisywaniu ze śmiertelną powagą największych bredni? Nie podejrzewam. Ciągnąc wątek zawarty w tym fragmencie tej myśli Michalskiego można by rzec też tak, że UE do tego stopnia jest chrześcijańska, że już nawet nie potrzebuje odwoływać się do nauk Chrystusowych, ponieważ uważa je za oczywiste. Aborcja, eutanazja, małżeństwa homoseksualne, to można powiedzieć, twórcze rozwinięcie pewnych ewangelicznych wątków, pozostaje jedynie kwestia odpowiednich egzegez, ale to już Michalski z kompanią popracuje intelektualnie nad tym, jeśli Pan Bóg zdrowia na umyśle jeszcze przysporzy.
Wróćmy jednak do samego felietonu, bo naprawdę warto:
”Gdyby Marek Jurek i jego globalni koledzy od Berlusconiego nie dostali od nowoczesnej świeckiej nauki mikroskopu elektronowego, nie wiedzieliby nawet, skąd bierze się życie i gdzie się zaczyna. Nie mogliby nawet spojrzeć na zygotę, co najwyżej wywodziliby jej istnienie, za pomocą ryzykownych sylogizmów, z pism Arystotelesa. Gdyby nie dostali od nowoczesnej świeckiej nauki medycznych urządzeń do podtrzymywania życia, nie mogliby urządzać swoich pikiet pod szpitalami, w których lekarze i tak walczą o ludzkie życie tak długo, jak to tylko możliwe. Ci ludzie pasożytują na nowoczesności, udając przed lustrem, że żyją w jakiejś innej epoce. Np. w średniowieczu, kiedy państwo co prawda było katolickie, ale błogosławieni, a czasami nawet uświęcani przez Kościół monarchowie mieli całe haremy kochanek, a swoich konkurentów do władzy, często najbliższych krewnych, likwidowali za pomocą trucizny i miecza.”
Zdawać by się mogło, że jako neoliberał (a może ultraliberał) Michalski jest zwolennikiem i swobody wypowiedzi (ergo Jurek może sobie wygadywać, co chce), swobody manifestowania poglądów (ergo koledzy od Berlusconiego mogą pikietować co chcą, nawet kliniki nazywające się „Spokój”), wygląda jednak na to, że nie do końca. Wolność – tak, ale przecież nie dla pasożytów, co trują ludziom w głowach. No bo przecież o to chodzi. Co robią pasożyty? Pasożytują. Gdzie? Na zdrowym ciele społeczeństwa. Bardzo to przypomina podejście czerwonych do „myśli burżuazyjnej”, ale najwyraźniej neoliberalizm czy ultraliberalizm niedaleko od marksizmu pada. O tym zaś, że Michalskiego coś musiało nieźle ukąsić (nie tylko Hegel), świadczy wypowiedź o pożytkach z mikroskopu elektronowego i jego zdolności wyświetlania widoku zygoty. Świat poszedł tak do przodu dzięki mikroskopom, a buce wciąż w średniowieczu chcą żyć. No, ludzie kochani, czy to jest do wytrzymania?
Nie należy się więc zżymać na Michalskiego, że mu nerwy całkiem puściły. Dość już tego cholernego średniowiecza, do czarta nagłego! Ale i to, co do tej pory powiedziałem, to mało, Michalski wszak przyznaje otwarcie:
„przestałem już widzieć symetrię pomiędzy liberałami a „obrońcami życia”. Otóż żaden liberał nie zmusza zideologizowanych „obrońców życia” do dokonywania aborcji - choćby i w paru pierwszych dniach życia zygoty. Nikt nie zmusza ich do stosowania środków antykoncepcyjnych czy wczesnoporonnych. Żaden liberał nie nakaże „obrońcy życia” wyłączenia aparatury medycznej swojego krewnego, choćby „obrońca życia” zdecydował się na używanie tej aparatury choćby i przez tysiąc lat. Tymczasem ludziom takim jak Marek Jurek, takim jak chłopcy od Berlusconiego, takim ja nasi młodociani lefebryści, nie wystarcza tolerancja liberalnego społeczeństwa wobec nich, nie wystarcza im ich własna wolność, nie wystarcza im ich własna bezgrzeszność. Oni chcą metodami prawnymi zmuszać do bezgrzeszności ludzi, którzy nie podzielają ich przekonań na temat pełnego człowieczeństwa dwóch komórek czy sakralnej roli urządzeń medycznych.”
Ileż to udręk ta cholerna zygota wywołuje, doprawdy. Wiadome, że bez zygoty jest weselej, ale jak widać nie wszystkim, bo upiorni obrońcy zygoty pchają się przed kamery, piszą o tej zygocie i piszą, jakby nikt o niej nie wiedział, a na domiar złego, jeszcze wywalają tę cholerną zygotę przed oczy ludziom wolnym, śmiałym i dalekowzrocznym, szantażując ich psychicznie tym widokiem. Ja bym nawet rzekł, ze to coś gorszego niż średniowiecze, tylko nazwy na to nie wymyślono, choć pasożytnictwo uważam za krok we właściwym kierunku. Od razu zresztą walka z pasożytami zamienia się w walkę o wolność (i rzecz jasna o pokój, bo kto tyle sieje niepokoju jak nie obrońcy zygoty). Powiedzmy sobie szczerze, jaka może być symetria między rozkrzyczanymi śmierdzącymi średniowiecznym gnojem bucami, co odebraliby rodzoną córkę ojcu, byleby tylko prymitywnie podtrzymywać ją przy życiu (i to za pomocą maszynerii nowoczesnych ultraliberałów), a ludźmi wolnymi, eleganckimi, pachnącymi, co rozumieją ojcowskie prawo do skrócenia życia dziecka? Nie masz bucu innych zajęć? Za różaniec się weź albo w wór zgrzebny się przebierz, czy cośtam.
Świat z pewnością byłby lepszy, gdyby nie obrońcy zygoty. Tak już kiedyś myślał niejeden faszysta i komunista. Witaj w klubie, Czarek, ktoś to na pewno doceni.
http://www.dziennik.pl/opinie/article315931/Eutanazyjne_wniebowstapienie_Berlusconiego.html


Komentarze
Pokaż komentarze (38)