613 obserwujących
1599 notek
9297k odsłon
16664 odsłony

W poszukiwaniu dziennikarza śledczego

Wykop Skomentuj463

Wydawać by się mogło, że po zwycięstwie wyborczym niegdysiejszej niezłomnej opozycji, która przecież „Smoleńsk” miała wypisany na sztandarach, sprawa wyjaśnienia tragedii z 10-04 ruszy w błyskawicznym tempie i wprost zasypani zostaniemy nowymi materiałami, publikacjami, fotografiami, stenogramami, filmami i analizami. A tu minęło pół roku i nic. I żeby było śmieszniej, ale zarazem ciekawiej, zainteresowania takim stanem rzeczy nie przejawia żaden dziennikarz śledczy, choć nad Wisłą jest ich takie multum i tyle odważnych książek wydają. Potwierdza to moje podejrzenie, że to, co we współczesnej Polsce szumnie nazywane jest dziennikarstwem śledczym, w istocie stanowi działanie związane z realizacją politycznych zamówień, nie zaś poszukiwanie (często niewygodnej dla środowisk politycznych) prawdy i jej ujawnianie na własną rękę, a więc bez czyjegokolwiek przyzwolenia.

 

Takie spolityzowane dogłębnie dziennikarstwo śledcze charakteryzuje się więc tym, że 1) prowadzi się pozorowane ruchy, 2) steruje się emocjami odbiorców (kierując wzburzenie emocjonalne czytelnika/widza na ściśle wskazane obiekty/obszary), 3) publikuje się rzeczy z (ideologicznego) klucza, 4) przekazuje się odbiorcom to, co ma być im przekazane, a nie przekazuje się tego, co „nie powinno” być przekazane i – co najważniejsze, a zarazem przynoszące efekt komiczny – 5) szuka się tylko „tam” i wyłącznie „tego”, gdzie/czego należy szukać, tj. gdzie poszukiwanie jest politycznie dozwolone. Rezultat komiczny polega na tym, że z biegiem lat po takiej działalności śledczej pozostają zupełnie nietknięte przeróżne sfery związane z daną sprawą, ponieważ nie szukało się tam, gdzie „nie wolno było” szukać – co tym bardziej wzmacnia tezę, że mamy do czynienia z komedią, a nie autentycznym dziennikarskim i śledczym drążeniem tematu. Po 6 latach trudno doprawdy mówić o przypadku w tej materii – zjawisko wszak jest zbyt powszechne (bez względu na to pod jakim szyldem jest to dziennikarstwo śledcze uprawiane), by nie stanowiło obrazu pewnej procedury systemowej. Tak więc, czyli metodą pewnej „filtracji świata”, ten mechanizm działa (i może kiedyś nastaną dni, gdy będzie się pisać na ten temat prace magisterskie).

 

Ktoś jednak powie: zaraz, ale przecież powstała nowa komisja (Berczyńskiego) – dajmy jej podziałać, jeszcze wszystko przed nami. Nasuwa to skojarzenia z czasami działania KBWLLP, a potem ZP. „Dajmy im podziałać”, mówiono i pisano, gdy ruszały prace „komisji Millera” (a ściślej Grochowskiego-Klicha-Millera, por. https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-brkm.pdf oraz https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-lego-smolensk.pdf). Nie inaczej uspokajano nastroje niecierpliwych, gdy z medialnym impetem zaczynała „badania” - niezwykle płodna w najprzeróżniejsze „raporty”, jak się potem okazało - sejmowa „komisja Macierewicza”. Najnowsza komisja już od paru miesięcy nastawia nas na długofalowe prace, na modelowanie, na rekonstrukcje, na tunele aerodynamiczne i inne cuda-niewida. Te prace powinny szczególnie zainteresować tych, co nie tylko przegapili działalność ZP z jego przewybitnym gronem ekspertów, ale i kilka konferencji smoleńskich, na których nie czemu innemu, jak rozmaitego typu modelowaniu, symulacjom, rekonstrukcjom etc. „końcóweczki” poświęcono mnóstwo czasu i miejsca. Ale też, jak się dowiedzieliśmy nie tak dawno, komisja Berczyńskiego znalazła się – jakim sposobem, tego już nie podano – w posiadaniu nowych zdjęć satelitarnych (zwłaszcza z 9-04-2010) i jakichś nagrań korespondencji załogi PLF 101 pochodzących z Łotwy. I aż by się prosiło, by jakiś dziennikarz śledczy dopytał o to, CO dokładnie jest na tych zdjęciach, a CO na nagraniach i – co też niezwykle ważne – KIEDY zostaną te materiały opublikowane (np. podczas jakiejś konferencji prasowej ekspertów z Berczyńskim na czele). Niby rzecz prosta, a nikt na nią nie wpadł, choć przecież polski dziennikarz śledczy ma łeb jak sklep.

 

Nikt też nie dopytywał o szczegóły, jak np. czy widać na zdjęciu z 9-04 śniegi na polance samosiejek, w jakim stanie jest „masyw leśny”, jak w ogóle kształtują się wtedy okolice smoleńskiego północnego lotniska (no bo o południowe to już w ogóle nikt z dziennikarzy śledczych w swym dociekaniu nie zahacza, mimo iż 10 Kwietnia to właśnie ekipa z Jużnego miała zawiadamiać mundurowych z Siewiernego, że nadlatuje PLF 101). Nikogo też nie zaciekawiło, jak wygląda zawartość enigmatycznych nagrań z Łotwy – choćby w porównaniu z tym, co do tej pory, jeśli chodzi o komunikację PLF 101, opublikowano. I w ten sposób dochodzimy do sedna sprawy. Nowa komisja niby działa, ale żadnej nowej dokumentacji nie publikuje. Historia jednak nie kończy się na ludziach Berczyńskiego. Nie kto inny wszak, a były szef SKW, a późniejszy szef ZP, a więc ktoś, kto dokumentacją dotyczącą wydarzeń związanych z 10-04, powinien być żywotnie zainteresowany, stoi na czele MON, a mimo to tenże MON nie uchyla ani rąbka tajemnicy.

Wykop Skomentuj463
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale