614 obserwujących
1599 notek
9293k odsłony
4497 odsłon

Czarna skrzynka "prezydenckiego jaka"

Wykop Skomentuj189

Zarówno poprzednia, jak i obecna, nowa, ekipa władzy zadbały o to, by nie została odtworzona praca MON i MSZ w dn. 10-04-2010, pozostaje zatem wciąż nierozwiązaną zagadką sprawa „prezydenckiego jaka-40”, o „problemach z lądowaniem którego” miał zrazu, owego tragicznego ranka, poinformować media ówczesny rzecznik MSZ P. Paszkowski[1]. Z buńczucznych zapowiedzi aktualnego szefa MSZ, W. Waszczykowskiego[2], który 10 Kwietnia był pracownikiem BBN głoszącym w porannej Trójce (na wieść o tym, że, uwaga, samolot z prezydencką parą rozbił się w okolicach Smoleńska), że prezydent mógł się przesiąść jednak[3], wynika, że we wrześniu br. planuje on opublikować jakieś kwity na rząd Tuska, ale chyba kwitów dotyczących „prezydenckiego jaka-40” nie przewidział do ujawnienia w tym „pakiecie”. W oficjalnej narracji dotyczącej przebiegu zdarzeń z 10-04, jak wiemy, „prezydenckiego jaka-40” (bn. 044) wziął sobie na Okęciu por. A. Wosztyl; tam też miano upchać wszystkich dziennikarzy (z których przynajmniej część pierwotnie miała lecieć z Prezydentem[4]), a ów samolot został przechrzczony potem na „dziennikarskiego jaka”. Miał on też, co również wiadomo z ofic. danych, wylądować o godz. 7:25 na Siewiernym. Dopiero o 7:27 zaś miał wystartować z Okęcia „prezydencki tupolew”. Ten ostatni wystartować miał, by udać się (tak jak i „dziennikarski jak”) na XUBS, niemniej jednak, o czym nadmieniłem na początku, pierwsze doniesienia medialne były takie, że „problemy z lądowaniem” miał „prezydencki jak”[5]. Tak za MSZ-em podawał od godz. 9:19 J. Kuźniar na antenie rządowej telewizji  (przy czym mówił on też, jakoby start – w domyśle „prezydenckiego jaka-40” – miał być o godz. 6:50), takie też (tj. na jaka-40) były pierwsze reakcje polityków w studiu Trójki (i gości w studiu TVN-u24[6]), dopóki nie „okazało się”, że chodzi o „rozbicie się prezydenckiego tupolewa”. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że TVN24 na paskach u dołu ekranu operuje zrazu enigmatyczną frazą „samolot z prezydentem” (ewentualnie „prezydencki samolot”)[7], a nie – co przecież powinno być oczywiste już parę minut po „godzinie katastrofy”, czyli od 8:41 – „prezydencki tupolew”. Tak jakby – i tu wracam do „freudowskiego przejęzyczenia” Waszczykowskiego – dla Prezydenta przewidziane były na 10-04 dwa samoloty. I jest wiele śladów potwierdzających taki właśnie scenariusz. Zaraz tę sprawę rozwinę.

 

Niestety, zapisów czarnej skrzynki „dziennikarskiego jaka”, mimo że 10 Kwietnia żadnej katastrofie on na Siewiernym nie uległ (a w związku z tym nie trzeba było czekać na żadne kopie z Moskwy ani informacje o parametrach buczenia ruskiego prądu), nigdy nie opublikowano, tak jakby kryły w sobie jakieś nieziemskie wprost tajemnice[8]. (Podobnie zresztą wiele lat upłynęło nim światło dzienne ujrzały „zapisy z druta” (owego „dziennikarskiego jaka”), które, nawiasem mówiąc, sprawiały wrażenie zdekompletowanych.) Tymczasem KBWLLP w swej dokumentacji sygnalizowała, iż 044 to miał być „zapasowy samolot” dla tupolewa[9] i dodawała, że [n]ie istniał żaden plan użycia w razie konieczności samolotu zapasowego uwzględniający znaczną różnicę pojemności między samolotem Tu-154M a Jak-40 – choć przecież taki plan istnieć nie musiał, jeśli chodziłoby o… Parę Prezydencką i towarzyszące jej (np. kilkunastoosobowe) grono osób[10], a nie o wszystkich pasażerów tupolewa.

045

I kto wie, czy pierwotnie właśnie w planie na 10-04 nie było: „dziennikarskiego jaka”, „prezydenckiego jaka” i… „prezydenckiego tupolewa”. Jak pamiętamy z relacji dziennikarzy (np. P. Świądra), na Okęciu przygotowane były 4 statki powietrzne: (jaki) 045, 044, tupolew i „samolot w hangarze”, a ponadto odlatującym żurnalistom zapowiedziano, iż po 6-tej odleci następna część delegacji. I faktycznie mógł być przewidziany wariant z dwoma „prezydenckimi” samolotami, gdyż w delegacji prezydenckiej było dwóch prezydentów: Kaczyński i Kaczorowski. Ale np. ze względów bezpieczeństwa (vide choćby komunikat z 9-04-2010) „zapowiedziano by”, że „prezydenckim jakiem” leci Kaczyński z Małżonką, naprawdę jednak poleciałby, dajmy na to, Kaczorowski[11]. Śladów „prezydenckiego jaka” istnieje dość sporo. W „stenogramach z wieży” XUBS pojawia się – na co kiedyś zwrócił uwagę R. Misiewicz – zwrot pierwszy Polak (w odniesieniu do PLF 031, czyli jaka-40), jakby (dla kogoś) to był/miał być właśnie „prezydencki samolot”, tudzież samolot zgłoszony/zgłaszający się jako „prezydencki”[12]). W relacji producentki P. Tamulewicz z TVN24 (film Poranek[13]) pojawia się takie wspomnienie z 10-04 (w kontekście telefonujących ze Smoleńska/Katynia dwóch korespondentów: J. Mroza i R. Poniatowskiego, z których ten pierwszy miał przylecieć „dziennikarskim jakiem”): brakowało potwierdzenia, który to był samolot i kto był na pokładzie. Z kolei operator Polsatu (tak jak Mróz z TVN-u lecący „dziennikarskim jakiem”) P. Wudarczyk mówi 10 Kwietnia na antenie: ci ludzie, o których wspominałaś, czyli marszałkowie sejmu, pan Prezydent z Małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był jeden, ale był jeszcze jeden samolot[14].Wspomniany już Kuźniar, gdy pojawi się 10 Kwietnia tuż przed 11-tą pol. czasu informacja o stu kilkudziesięciu ofiarach „katastrofy” (dokładnie 132), powiada: agencje rosyjskie mogły niesłusznie złączyć dwie delegacje[15]. Prezydencki minister J. Sasin podaje na posiedzeniu ZP (październik 2010), że 36 SPLT najpierw podał czas lotu dłuższy, a potem skorygowano to o pół godziny[16] - jakby chodziło najpierw o wolniejszy, a później o szybszy statek powietrzny (dla Prezydenta).       

Wykop Skomentuj189
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale