95 obserwujących
383 notki
1256k odsłon
  6827   0

"W ciemności" bez Oscara - dwie reakcje

Film Agnieszki Holland nie został nagrodzony Oscarem. Oto dwie reakcje na tę wiadomość.

 

I

Noc oskarowa za nami, werdykt Akademii został ogłoszony, a nasze nadzieje na prestiżową nagrodę dla filmu Agnieszki Holland, prysły jak bańka mydlana.

Nie mam zamiaru krytykować werdyktu - nie widziałem bowiem nagrodzonego filmu irańskiego, smutno mi tylko, gdyż widziałem „W ciemności” i jestem nim oczarowany. Oczarowanie to nie jest jednak wynikiem samej gry aktorskiej, kunsztu reżysera, scenarzysty, czy operatorów. Jako historyk z zamiłowania oceniałem ten film przez pryzmat historycznych realiów. I nie chodzi mi tylko o kwestię poprawności np. umundurowania (w niektórych skądinąd dobrych filmach widziałem żandarmów przystrojonych w mundury niemieckiego lotnictwa), ale o realia życia miasta lub życia samego getta.

Każdy kto choć trochę zainteresował się problemem okupacji we Lwowie, a jednocześnie obejrzał „W ciemności”, przyzna, że zarówno atmosfera getta jak i samego miasta została przedstawiona w sposób prawdziwy. Nie widzimy żadnych przerysowań, zarówno jeśli chodzi o sceny, nawet te najbardziej okrutne, jak i w kreowaniu postaci. W filmie nie ma ani kryształowo czystych ludzi, nie ma też ludzi do cna zepsutych, są tylko ludzie prawdziwi. Dzięki niepowtarzalnym ujęciom mamy wrażenie, że akcja dzieje się wokół nas. 

Wreszcie ostatni atut - gra aktorska. Agnieszka Holland zebrała naprawdę dobrą obsadę. Tu nawet drugoplanowa rola Kingi Preiss jest majstersztykiem, a Robert Więckiewicz? Ten ostatni chyba długo będzie oceniany przez pryzmat tej roli. Reasumując - z tego filmu można usunąć tylko jedną scenę, scenę pogrzebu noworodka, która jest trochę przerysowana. Jeśli bowiem miała podkreślić przemianę głównego bohatera, to nie wyszło to najlepiej. Scena, kiedy Leopold Socha oddaje kosztowności prawowitemu ich właścicielowi, jest o wiele bardziej realistyczna.

Musimy pamiętać, że sam film wpisuje się w powszechny trend przypominania o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Nie wszystkie jednak inicjatywy są powszechnie znane. Któż nad Wisłą słyszał o nowojorskim sukcesie sztuki, której bohaterką jest p. Irena Gut Opdyke? Czyż Oskar dla filmu Agnieszki Holland nie upowszechniłby wiedzy o bezimiennych, narażających swe życie ludziach, którzy dostrzegli, tak jak Leopold Socha, drugiego człowieka?

Cóż nam pozostaje? Tylko żałować, że ten film, godny spadkobierca polskiej szkoły filmowej, nie dostał Oskara.

 

Adam Kraszewski

 

II

Naturalne jest, że trzymałem kciuki za Agnieszkę Holland - której filmy cenię od dziesięcioleci - i jej ekipę, ale fakt, że "W ciemności" nie zdobył Oscara, nie zmartwił mnie. Jest to dobry film, ale nie na tyle dobry, aby - gdyby otrzymał Oscara - mógł uniknąć zarzutów, że o jego przyznaniu zadecydowała tematyka filmu (Holocaust), a nie to, w jaki sposób została ona w filmie potraktowana.

Adam pisze powyżej, że był oczarowany wiernością filmu wobec historycznych realiów. Nad tym można się zastanawiać, ale jednak film nie zachowuje wierności sprawom ważniejszym: realiom ratowania Żydów przez Leopolda Sochę, zapisanym we wspomnieniach naocznych świadków i uczestników wydarzeń: Krystyny Chiger i jej ojca - Ignacego Chigera. Pisałem już o tym, gdy tylko film wszedł na ekrany. 

Przykładowo: uczestnicy wydarzeń podkreślają zgodnie w swoich wspomnieniach, że postępowaniem Leopolda Sochy kierowała głęboka religijność i chęć odkupienia grzechów popełnionych we wcześniejszym okresie jego życia. Ignacy Chiger pisze to wielokrotnie, wspominając w zakończeniu swojej książki, że Socha "mawiał do nas podczas tych czternastu miesięcy, że Bóg dał mu zadanie w ramach odkupienia własnych grzechów - uratować nas od śmierci." Jednak, mimo że Socha wyraźnie i jednoznacznie wyznaje, że to Bóg nim kieruje w ratowaniu ludzi z getta, w filmie na ten temat jest milczenie, a Agnieszka Holland mówi w wywiadzie: "On sam do końca nie wie, kim jest i dlaczego robi to, co robi."

Uważam, że wobec rzeczywistej postaci człowieka, który narażając życie uratował ludzi od śmierci, nie jest w porządku, aby po latach nie wysłuchać tego, co sam o sobie mówił - wręcz zlekceważyć jego słowa. Oczywiście, gdyby bohater nie nazywał się na ekranie "Leopold Socha" i był postacią wyłącznie fikcyjną, nie miałbym tych zastrzeżeń.

To zarzuty natury etycznej. Natomiast jako dzieło sztuki, "W ciemności" jest filmem więcej niż poprawnym, ale nie wielkim. Czy w ogóle film fabularny o Holocauście, posługujący się fikcją, może stać się takim filmem? Być może wielkość potrafił osiągnąć zaledwie jeden film: dokumentalny "Shoah" Claude'a Lanzmanna?

W filmie Holland jest - moim zdaniem - tylko jedna wielka scena, wielka sekwencja. Sytuacja z czapką. I zastrzeleniem wyniszczonego więźnia, aby jego czapkę oddać zdrowemu, który czapki nie ma.

Zauważmy, jak w tej scenie strażnik, który chce zastrzelić silnego, zdrowego więźnia "za karę", że zgubił czapkę (lub pozwolił ją sobie ukraść), jeszcze nie rozumie reguł, jakie rządzą gettem i obozem. Bo bierze pod uwagę kryterium "winy". A przecież tu nie ma żadnych "winnych" i żadnych "niewinnych". Wszyscy są skazani za samo swoje istnienie - muszą umrzeć; jest tylko pytanie "kiedy?". Komendant obozu, który interweniuje, już to wie. Wie, że "wina" to pojęcie sensowne i użyteczne jedynie wobec LUDZI. Wobec Żydów, którzy w tym świecie utracili już status ludzi, istnieje w obozie przy Janowskiej tylko jedno kryterium: "przedmiotowej użyteczności".

W tej scenie mamy precyzyjnie zapisaną definicję Holocaustu w kilkudziesięciu sekundach akcji! Znakomity skrót, pełen znaczeń. Obraz totalnej dehumanizacji człowieka, jako zasady organizującej tamten świat według nieludzkiej logiki. Nie potrzeba tu żadnej nienawiści. Nienawiść to też uczucie z innego, ludzkiego świata. Bo czyż można nienawidzieć zepsutego narzędzia lub narzędzia bez futerału!? Po prostu, jeżeli narzędzie w dobrym stanie nie ma futerału, nie pozbywamy się tego narzędzia, ale dajemy mu futerał od innego, bardziej zniszczonego, które najzwyczajniej wyrzucamy (strzał w głowę).

Ta scena jest warta więcej niż cała reszta filmu. 

Szkoda, że nie ma Oscarów za wielkie sceny!

 

Paweł Jędrzejewski

 

Teksty te ukazały się na Forum Żydów Polskich 27 lutego 2012.

Lubię to! Skomentuj109 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale