Blog
Gabriel Michalik
Gabriel Michalik
Gabriel Michalik Narrator
0 obserwujących 11 notek 20500 odsłon
Gabriel Michalik, 4 maja 2010 r.

Rosjanie wobec katastrofy


     Tę relację wysłałem z Rosji, kilka dni po katastrofie. Później, w dniu pogrzebu Prezydenta przyjechałem do Polski i od tej pory trwam w zdumieniu, jakiego bodaj nigdy w życiu nie doświadczyłem.
    Prowadzenie śledztwa oddano w pełni rosyjskiej prokuraturze. Gdy polscy prokuratorzy przyjechali z Moskwy i spotkali się z dziennikarzami, zdawało mi się, że słucham konferencji prasowej rzecznika rosyjskiej prokuratury.
    Nie domagają się wyjaśnień, nie próbują przejąć śledztwa, nie zabezpieczyli miejsca wypadku, zostawili Rosjanom czarne skrzynki. Widać takie mają wytyczne.
    W wyjaśnianiu tej tragedii rząd Polski nie chce brać udziału. To rodzi śmietelne zagrożenie nie tylko dla państwa, nie tylko dla naszych sojuszników od Tbilisi po Rygę, ale także - zagrożenie dla każdego z nas, dla każdego obywatela. Bo skoro spadł samolot z najwyższymi władzami RP i nie zależy nam na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy, to w przyszłości może komuś "przez nieuwagę" spaść bomba atomowa na Warszawę i też będzie się ów ktoś jednoczył, wyrażał współczucie, może przyjedzie na pogrzeb ofiar. Już zyskał poczucie kompletnej bezkarności.
    Zmarnowaliśmy kapitał sympatii demokratycznej Rosji, która ze swoją prokuraturą doświadczenia ma jak najgorsze i nie powierzyłaby jej nawet sprawy skradzionego roweru. I ta Rosja, ta, z którą moglibyśmy rozmawiać, widzi teraz, że skoro Polska nie potrafi nic wyrwać z łap śledczych Władymira Władymirowicza, to widać ta Polska guzik jest warta.
    Zarazem w Rosji, nawet w najbardziej antykremlowskich mediach zaczął się już sączyć ten sam jad kłamstwa przygotowującego ostateczny werdykt, w którym napisane być może, że winę za katastrofę ponosił Prezydent. Dowód: rejs do Gruzji.
    Zapewne nigdy więc nie poznamy okoliczności śmierci 96 pasażerów rejsu do Smoleńska.
    W tym wszystkim rejestruję ponuro jeden punkt wspólny, jeden wspólnie wyznawany pogląd, nad którym pogodzić mogą się i Rosjanie, i Putin, i Polacy, a wśród nich i niżej podpisany. A pogląd ten brzmi: rządzący polskim państwem to ludzie bez charakteru. Nieswojo się czują, gdy im w twarz nie pluć. Wszak w zanadrzu trzymają stale komunikat, że to deszcz pada.
 
        * * *

To było niesamowite. Zwykle czuję się tutaj cudzoziemcem, po prostu – jednym z wielu, obok Duńczyków próbujących robić interesy na eksporcie żywności, Czechów budujących porty i niemieckich inżynierów. Teraz nie byłem już po prostu „inostrańcem”, któremu należy się serdeczna gościnność zaprawiona lekką dozą podejrzliwości, ale i rozbawienia. Teraz byłem Polakiem. I każdy, od taksówkarza po rektora uniwersytetu uważał za stosowne tę moją polskość podkreślić.


Zaczęło się tydzień wcześniej. Z permskimi studentami, których próbuję uczyć o świecie wolnych mediów, omawialiśmy zjawisko spirali milczenia. Sprowadza się ono – mówiąc w największym skrócie - do tego, że wprawdzie media nie są w stanie wprost wpływać na opinię społeczeństwa (zapobiega temu wielostopniowy przepływ informacji, czyli fakt iż przekaz z mediów „filtrowany” jest przez poglądy osób, z którymi odbiorca rozmawia o tym co przeczytał w gazecie lub usłyszał w telewizji, a z których zdaniem się liczy), to - mając do dyspozycji mocne środki masowej informacji - można niemiły nam pogląd „wyciszyć”. Krótko mówiąc: pogląd „A” wyznaje mniejszość, ale mniejszość mająca ogromne wpływy w mediach. Pogląd „B” jest poglądem większości, lecz większości pozbawionej wpływu na media. Media zatem pokazują zwolenników „A”; ci od „A” są (znamy to dobrze!) młodzi, wykształceni, z dużych miast; tych od „B” jest w mediach mniej, a jeżeli już są, to albo zęby mają nie w komplecie, albo oczy rozbiegane, albo w ogóle widać, że to nie towarzystwo dla nas. W ten sposób, stopniowo, choć większość myśli „B”, z troski o prestiż woli to swoje „B” przemilczeć. Tak właśnie się wycisza niemiłe władcom mediów poglądy, a im dłużej wytwarza się wrażenie, że pogląd „B” jest wstydliwie prowincjonalny, tym mniej osób „B” będzie głosić. W końcu zostaje ostatni, samotny śmiałek, który wykrzykuje to swoje „B” i można już go dowolnie często pokazywać, wszak widać gołym okiem, że to wariat.

Tak właśnie mówiłem o spirali milczenia, za przykład dając studentom postać Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i losy jego zwolenników.

Widać było, że moi studenci nie do końca rozumieją, jak może gdzieś na dalekim Zachodzie istnieć mądry, dzielny i dobry prezydent, którego w dobrym tonie jest pokazywać w mediach jako prowincjonalnego matołka. Zgodzili się tę obserwację przyjąć na wiarę, zwłaszcza, że pokrzepiłem ich tezą, że mechanizm spirali milczenia działa tylko w warunkach demokracji przy częściowo przynajmniej wolnych mediach.

- Tam gdzie nikt mediom nie wierzy, już nic one nie mogą. – Zapewniłem – i moi studenci, przyszli publicyści rosyjskich gazet, reporterzy kanałów telewizyjnych i radiowych, stali się nieco ponurzy, ale jednak i pokrzepieni zarazem.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

gabrielmichalik[at]wp.pl

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @DAANI Może zbyt mocne słowa, ale dziękuję za głos poparcia. Odpowiadając na pytanie:...
  • Repatriacja w praktyce czyli - prawie jak w Kazachstanie Pomagam znajomemu repatriantowi z...
  • @KAROLV Napisałem: "Tragedia, jaką był Związek Sowiecki, śmierć milionów ludzi w...

Tematy w dziale