Jestem człowiekiem, który łatwo się wzrusza i choć czasami, zwłaszcza w stosunku do osób politycznie mi obcych, bywam gruboskórny, a nawet chamski - to w gruncie rzeczy wciąż jestem tym małym zagubionym chłopczykiem, który w świecie głów mądrych i najmądrzejszych pragnie zasięgnąć jakieś życiowej porady. Tedy gdy porada, tudzież mądrość taka, kapie na mnie niczym święty łój błogosławionego mędrca, dusza ma raduje się w uniesieniu, a wzruszenie podchodzi do gardła i niejedna łza się ciśnie do oczu.
Tak było i dzisiaj gdy brat Terlikowski wyszeptał, iż antykoncepcja to traktowanie dzieci jako zagrożenie dla wygodnego życia i drobnych przyjemności (a tylko obawą mogę wytłumaczyć fakt, że ktoś chce się "zabezpieczać przed dzieckiem", gdy zabezpieczać można się przed czymś groźnym).Łza kapała mi na policzki, wilgotniałem, a i mocz mi się zazielenił gdy pomyślałem, jak to Ojciec Święty się zabezpiecza przed katolickimi pielgrzymami (a nuż zadepczą). Takowo i z nogi na nogę przestawałem podniecając się w sobie, zakładając, że teraz to już będzie musiał brat Tomasz pozamykać te wszystkie kursy naturalnej antykoncepcji prowadzone przez świeckich katolików do walki z kondomiarzami, co mordują Afrykę. A powtarzałem, powtarzałem, że naturalna koncepcja jest funta kłaków (bushu?) warta, to nie chcieli słuchać. Jak bóbr zaś łkałem gdy czytałem, że trzeba zabrać się do roboty, mieć dzieci, kochać swoich małżonków i pamiętać o tym, że tym, co po nas zostanie tu na ziemi nie będą samochody, napisane książki, zawarte kontrakty, ani nawet zbudowane domy, ale nasze dzieci. Wszystko inne - prędzej czy później zamieni się w proch - a ich nieśmiertelne dusze będą trwały. A więc do roboty, do roboty Jarosławie Kaczyński, Ziobro Zbigniewie – czemuś szczędzicie nasienia, kropel spermy skąpicie- do roboty, do roboty kochać kogoś, takowo jak i brat Tomasz kocha. A i Lech Kaczyński też musi stawać w szranki, bo zaiste jedno dziecko „uplingnił”, a chcielibyśmy tu mieć więcej dusz prezydenckich. Ja osobiście dzieci nie mam, co sobie trochę patriotycznie wyrzucam, zrobić dzieci, żeby zostawić po sobie ślad – to jest ta altruistyczna idea, że warto żyć dla własnego dorobku, warto się starać by zostawiać swój ślad. Słowem wtorek- ja, środa- ja, czwartek – ja, a w piątek – yghhm, yghmm, plusk.
Trzeba kochać swoich małżonków– pisze brat Tomasz i przed oczami mam prezesa Kurtykę, który ponoć kocha małżonków tyle, że nie swoich, bo swoich to ma pewnie rodziców i mocodawców. I zostawiłbym Pana prezesa w spokoju, nie pierwszy to konserwatysta co ma tak postępować, posłowie PiS niejeden raz katechizmem wycierają sobie miednicę rozwodząc się na potęgę. Ale zostawić nie mogę, bo oto twierdzi red. Warzecha, że nikt nie może być świętą krową, wszystkich można krytykować. Panie ministrze Czaja – krzyczy- , sędzia może być oceniany tak jak każda osoba publiczna, nie tylko za swoje orzeczenia, ale też za to, jakie są jego osobiste cechy.Tedy gdy ktoś z Gazety Wyborczej chce dziś ocenić decyzję Kurtyki o odmowie akt dla kpt. Hołysza, to powinien krzyczeć, że to decyzja haniebna, bo Kurtyka uwodzi żony i pakuje korniszonka do nie tego słoiczka, co nakazuje nam Pismo Święte. A swoją drogą wyrywać laski na kwity z IPN - to tylko na polskiej prawicy.
Wreszcie wzruszyła mnie tolerancja blogera kreditora w stosunku do gejów i lesbijek i to wzruszyła na tyle, że na moment prawie sam zechciałem zostać gejem, a nuż mnie kolega kreditor polubi i spyta o kolor swetra. Pisze kolega kreditor, że Małżeństwo nie jest żadnym prawem, tylko instytucją polegającą na tym, że państwo reguluje związki zdolne do naturalnego rozrodu. Jest to ciekawe podejście, nie nowe, aczkolwiek mężczyzna impotent - wciąż nie jest zdolny do naturalnego rozrodu, tak jak kobieta, która cierpi na wrodzoną wadę genetyczną powodująca bezpłodność. Oczywiście może kreditor powiedzieć, że przecież potencjalnie, za ileś lat można taką osobę wyleczyć. Cóż, potencjalnie, za ileś lat może będzie można wszczepić mężczyźnie macicę, albo zacząć genetyczne manipulacje, więc Panowie będą mogli rodzić, a słynny dialog z Żywotu Briana przejdzie do historii. Czy wówczas kolega kreditor też będzie obstawiał, że małżeństwo to instytucją polegającą na tym, że państwo reguluje związki zdolne do naturalnego rozrodu? Zawsze, rzecz jasna, podnieść może, że rozród nie jest naturalny, tylko sztuczny – bo po leczeniu. Ale czyż po leczeniu nie będzie też rozród osoby bezpłodnej wyleczonej w specjalistycznej klinice? Póki co mamy, moje kochane misie, jednak takową sytuację, że małżeństwo jest instytucją polegającą na tym, że państwo reguluje związek kobiety i mężczyzny, a płodność wedle prawa tego państwa nie jest warunkiem zawarcia małżeństwa. Nawet wówczas gdy wszyscy mają pewność, że małżonek nie podoła, bo jest dajmy na to, po silnym leczeniu, nowotworu jąder.
Konstrukcja małżeństwa jako związku osób zdolnych do naturalnego rozrodu jest koledze kreditorowi, który przecież lubi gejów, potrzebna, ażeby udowadniać równość w przypadku adopcji. Przecież osoby heteroseksualne też same nie mogą dokonać przysposobienia – a więc jest równość. Ależ oczywiście, tyle tylko, że osoby heteroseksualne mogą zawrzeć małżeństwo z ukochaną osobą, a potem wspólnie adoptować dziecko. Osoby homoseksualne małżeństwa zawrzeć nie mogą. Nie mają więc żadnego wyboru. Co ciekawe instytucja wspólnego przysposobienia (adopcji) przewidziana jest dla małżeństw, a przecież małżeństwo to instytucją polegającą na tym, że państwo reguluje związki zdolne do naturalnego rozrodu.Czyżby więc ów mityczny ustawodawca chciał aby adoptować mogli tylko ci co mogą płodzić dzieci? Bo ja uważam, że chciał zupełnie odwrotnie. Poglądem budzącym wątpliwości jest zagadnienie czy małżeństwo to prawo podmiotowe czy przywilej nadawany w wyjątkowych przypadkach. Ja osobiście uważam, że przywilej, więc powinien być nadawany gdy taką wolę wyrazi demokratyczna większość. Ale pytanie czy można różnicować ten przywilej ze względu na kolor skóry czy orientację seksualną (małżeństwa zawierać mogą tylko biali i heteroseksualni Polacy)
Najciekawsze jest jednak pogląd kolegi, że nikt nie robi dzisiaj większej krzywdy osobom homseksualnym niż aktywiści ruchów LGBT. Jeżeli porówna się szacunkowy odsetek osób homo z ilością członków tych stowarzyszeń, to okaże się, że aktywistów jest bardzo niewielu. Dzięki ich wygłupom spora część Polaków identyfikuje gejów z wymalowanymi zbokami, którzy kręcą gołymi tyłkami na paradach. To właśnie indukuje prawdziwą homofobię.
Cóż oznacza to, że homofobii (tej prawdziwej, rzecz jasna) by nie było gdyby nie członkowie LGTB, że gdyby geje nie dopominali się praw, siedzieli cicho, przemykali pod mostem, i gdzieś w enklawach, tylko na tajemne hasło, się pokazywali. Gdyby sprawy orientacji seksualnej nie wprowadzili do publicznego dyskursu, gdyby nie lobowali, nie prowadzili kampanii, to by homofobii by nie było, a Polacy tak sami z siebie by się wzięli i jak kolega kreditor pytali gejów jak się mają ubierać. Cóż, można i tak, a gdyby tak Polacy siedzieli cicho i się nie wygłupiali pod zaborami, to by nie było Hakaty, rusyfikacji, zsyłek na Sybir i w ogóle zapanowałby nowy wspaniały świat. O Oświeceniu i fetyszu tolerancjipodnoszonym przez kreditora nie śmiem się wypowiadać, zdaje się, że z histeryczną antyhomofobią ma tyle wspólnego co Jezus Chrystus z Got mit uns na klamrach pasów hitlerowskich zbrodniarzy, którzy, na szczęście, oświeceni tolerancją nie byli.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)