Ponieważ analogii szukanie jest główną gnębienia zasadą
- ja – jeden z wielu – łysy, głuchawy, zły ambasador
parafrazuję
Jutro kolejny raz gra Wielkie Powstanie Świątecznej Przemocy mając na myśli przemoc moralną. Powstańcom udało się stworzyć być może najbardziej chronione tabu w III i IV RP choć inne upadły, to wciąż trwa, a krytykowanie Powstania wydaje się bardziej ryzykowne niż krytykowanie Michnika, Jana Pawła II i Lecha Kaczyńskiego razem wziętych.
Po pierwsze - nie znoszę, gdy ktoś stosuje wobec mnie moralny szantaż i zmusza mnie w ten sposób do czegoś. A tak jest w przypadku Powstania. Trzeba nie lada odwagi, żeby - będąc np. szefem dużej firmy, postacią publiczną albo miejskim rajcą - odmówić udziału w stawaniu o godzinie W. W tym roku nie odmówił zdaje się nikt. Zobaczymy, jaka będzie reakcja, za rok. W każdym razie nie jest akceptowany naturalny argument, że skoro nie podobają się komuś metody prowadzenia Powstania, nie będzie w świętowaniu brał udziału. Kto nie bierze udziału w stawaniu o godzinie W, staje się z punktu podejrzany. Udział w oddawaniu hołdu Powstaniu stał się probierzem moralności i to mi się zdecydowanie nie podoba.
Oryginał tu: http://lukaszwarzecha.salon24.pl/5036,wielka-orkiestra-swiatecznej-przemocy
Jutro, jak mówi propagandowy slogan, „zagra nam” Wielka Orkiestra Powstańczej Pomocy. Jak już zaznaczyłem na początku tych refleksji, dla wielu będzie to dzień niezwykły. Starsza Majorówna przyszła do mnie przed chwila i zdenerwowana zakomunikowała, że któraś z jej koleżanek, na portalu nasza-klasa dokonała jakiegoś zaznaczenia, że popiera Powstanie i zwróciła się do niej, żeby i ona dodała sobie ten znaczek. Do końca nie wiem, o co chodzi, ale Majorówna czuje się bardzo źle, bo ona – nawet gdyby faktycznie popierała projekt Bora-Komorowskiego – nie widzi powodu, żeby się z takim poparciem obnosić. Z drugiej strony wie, że jeśli nie zademonstruje tego poparcia, to będzie się musiała z tego gestu wytłumaczyć. A nie ma takiego sposobu, żeby – jeśli dojdzie do poważnej rozmowy – była w stanie obronić swoje racje.
I tu się z nią zgadzam. Nie ma absolutnie takiej możliwości, żeby w konfrontacji – nawet nie z ideą, ale z praktyką świętowania Powstania – osiągnąć choćby minimalną satysfakcję. Przed chwilą w telewizji pokazano fragmenty Powstania. Dzieci tych Powstańców, oświadczyły do kamery, że dla nich Powstanie jest bardzo ważną sprawą w ich życiu. Ja – podobnie jak wielu z Was, którzy czytacie ten tekst – wiem, na czym polega ten szantaż i o co w nim chodzi. I ja, i wielu z Was, jesteśmy na tyle doświadczeni i świadomi sytuacji, że potrafimy ten obraz odpowiednio zanalizować i go nazwać. Kiedy widzimy w telewizji dzieci zabitych Powstańców, które wskazuje swoją drobną ręką na zdjęcia ojców, braci i mówi nam, że oto człowiek, który był dla nich najważniejszy w życiu, wiemy z czym mamy do czynienia. A jednocześnie jesteśmy jak najbardziej bezradni i bezbronni, kiedy trzeba przedstawić swoje racje. I nie ma absolutnie żadnej możliwości, żeby przełamać ten jakże niesprawiedliwy stan rzeczy.
Oryginał tu: http://toyah.salon24.pl/88252,o-trabach-o-sercach-i-o-wszechobecnej-nudzie
PS Jurek Owsiak jest na Przystanku, pędźcie, może zdążycie przeprosić.


Komentarze
Pokaż komentarze (45)