Ja tam murzynów lubię, ale asfalt powinien znać swoje miejsce- ten stary rasistowski „dowcip” przypomina mi się za każdym razem gdy słyszę jak to niby tolerancyjna polska prawica wypowiada się na temat gejów.
Ależ możecie drodzy geje (cieszcie się, że nie mówię na was pederaści) uprawiać ten obrzydliwy seks w domach, ale na ulicy swojej gejowatości manifestować nie możecie.
Prawica, zwłaszcza ta homofobiczna w typie Pospieszalskiego czy Wierzejskiego ubzdurała sobie, że tolerancja polega na tym, że mogą oni mówić gejom jak się mają zachowywać na ulicy, a jak w domu. Tu możesz się całować, a tam nie. Oczywiście z tolerancją nie ma to nic wspólnego lecz jest po prostu kolejną próba zawłaszczenia pojęcia, którego pozytywna konotacja jest tak głęboko zakorzeniona w świadomości społecznej, ze żadna Fronda z Legutko nie są w stanie zawróci kijem Wisły.
Bardziej już doceniam tych , którzy mówią wprost geje to zboczeńcy i tego nie toleruje. Przynajmniej nie widać tego zakłamania. Choć z drugiej strony ubytek osób które publicznie wyrażają swoje „antyzboczeniowe” credo, powinien cieszyć z tego powodu, że coraz więcej osób skłania się do uznania takich haseł za niedopuszczalne w języku publicznym.
Z homofobią ( nieuzasadnionym, stereotypowym lękiem wobec homoseksualizmu) zaczyna się więc dziać podobnie jak z antysemityzmem. Antysemityzm został wyrugowany z języka publicznego i teraz błąka się po jego obrzeżach, znajdujący posłuch albo u ludzi szalonych albo tych co półgębkiem się do niego przyznają nieznajomym. Oczywiście antysemityzm na poziomie werbalnym nadal istnieje, czego dowodem jest fakt, iż na prowincji tzw. sprawiedliwi wśród narodów świata wstydzą się swoich dokonań. A przecież to bynajmniej nie powód do wstydu. Kazimiera Szczuka codziennie dostaje masę listów o tym jaką to jest „żydowską suką”, ale oczywiście skarżyć się na to nie ma prawa. Przecież wszędzie istnieją szaleńcy, nieprawdaż?
O ile wiec antysemityzm zdołano wyrugować z języka publicznego, o tyle w przypadku homofobii ten efekt nadal pozostaje w sferze życzeń , a nie faktów. Jednak cos się ruszyło
i dziś widać, że poza grupą napalonych na gejów wszechpolaków i innych okołoultraprawicowych tworów, parady mało kogo obchodzą. Po prostu wrastają w pejzaż kolejnych manifestacji, a społeczeństwo nie mogące się doczekać homoseksualnej plagi i apokalipsy, najzwyczajniej w świecie zajmuje się własnymi sprawami.
Duża w tym zasługa inteligencji. Niezależnie jakich zaklęć i obelg by Kaczyński z Giertychem nie używał, to jednak nadal owa inteligencja nadaje ton temu co jest a co nie jest passe. Idąc na wojnę z inteligencja Kaczyński zapomniał armat, a 5-ciu (słownie pięciu) inteligentów jakich wymieniła w wywiadzie dla Rzepy i to po dłuższym namyśle, nie starczy nawet na walki podjazdowe. I choć rządzi premier to na uczelniach, w salonach, w sztuce nadal rządzi inteligencja i to ona decyduje w sprawach smaku. A inteligencja zawsze chroniła gejów i zawsze chronić ich będzie, również dlatego, że wielu homoseksualistów tworzy jej parnas.
Swoje odegrała też emigracja. Polacy, również ci starsi wyjechali z obyczajowego skansenu, którego granice wyznaczała własna pruderia i przekonali się, że szef gej nie dobiera się do rozporka, tylko tak jak heteryk każe po prostu dokładnie zmywać naczynia. Ta emigracja kiedyś wróci i o dziwo spostrzeże, że w Polsce jest podobnie jak w Anglii, są tez geje i niebo nie wali się wszystkim na głowę, a kobiety nadal zachodzą w ciążę… z mężczyznami.
Ale największa w tym zasługa takich osób jak Biedroń. Robert Biedroń jest dziś osobą najbardziej znienawidzona przez środowiskiem homofobów, co powinno wszystkim innym dać wiele do myślenia. To on (używam go jako pewnego symbolu) wprowadził tematykę gejowską do ogólnopolskiej debaty. A to bardzo wiele, to wręcz warunek konieczny aby coś się w przypadku tolerancji zmieniło. Dobrze zdają sobie z tego sprawę np. animatorzy ruchu na temat JOW-ów, którzy od lat bezskutecznie próbują zarazić tematem społeczeństwo. Na razie wychodzi im to marnie, a Biedroniowi się udało.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)