Jutro finał Ligi Mistrzów. Pewnie znowu sie nasłucham o Milan Lab i o wielkim wyczynie Jurka Dudka sprzed dwóch lat. A przecież piłka nożna to prosta gra z jeszcze prostszymi regułami. Kondycja, psychika, kolektyw ale z liderem. Tylko tyle i aż tyle. Bez lidera każdy zespół gubi się jak dzieci we mgle. Milan ma lidera, zaskakująco szybko w miejsce Zidana-najlepszego rozgrywającegona świecie zajął brazylijczyk Kaka. Śmiem twierdzi, że chociaż jeszcze mu trochę do Francuza brakuje to jednak ma szansę mu dorównać.
Liverpool zarzyna futbol od czasów rozstania duetu Fowler - Owen. Nie da się tego oglądać, Ale jak wielką satysfakcję może mieć Gerrard gdy the Reds zdobędą Puchar. Wszyscy pukali się w głowę, gdy został na Anfield Road. A jednak okazało się, że to on miał rację. Benitez to świetny trener i wielki farciarz, zobaczymy kto jutro wygra.
Romario strzelił 1000 goli. Ten rekord przytłacza, przygniata swoim ciężarem. Amerykański koszykarz Vince Carter, 80 punktów Koby'ego Bryanta skwitował zdaniem, że 80 punktów to bardzo dużo, nieważne czy na boisku szkolnym czy na playstation, to po prostu masa punktów. Co więc Vince powiedziałby o wyczynie Romario? Bryant zdobył swe punkty rzucając piłkę do kosza, Romario ją kopał. Chociaż właściwe, to on ją pieścił. Delikatnie bez zadęcia, po prostu genialnie. Podstarzały playboy, który wkracza tam gdzie jak na razie jedyne ślady stóp pozostawił sam król futbolu. Kim jest wobec tego Romario? Piłkarskim księciem?
Ten rekord to prezent od piłkarskiego boga. Widocznie nie mógł już patrzeć jak Romario kolejny raz nie jechał na mundial. Pamiętam łzy po kontuzji w 98 i pamiętam odmowę Scolariego w 2002. Może Brazylijczycy Scolariemu wybaczyli, ale u mnie ma prze......e.
Romario zawsze grał tak jak żył, na luzie, bez stresu z radością, Balans ciałem, piłka jak magnes przy nodze, sprint tylko wtedy gdy trzeba, no i skuteczność. O takich jak on mówi się, że piłka szuka ich w polu karnym, jeśli tak to piłka Romario po prostu ubóstwiała. Nie da się zrozumieć tego fenomenu bez brazylijskiej samby, tak jak nie da się zrozumieć włoskiego futbolu bez ich skłonności do krętactwa.
Podobno przed ważnym meczem lubił sobie potańczyć i do rana, oczywiście w towarzystwie pięknych kobiet, żyje tak jak gra, a gra tak jak żyje, banalne ale prawdziwe..
Dziś w barwach Barcelony Romario już nie gra, kto wie może gdyby został jeszcze parę lat, może udałoby mu się dorównać Maradonie. Obaj byli podobni, ale grali trochę inaczej. Romario był bardziej statyczny, ale więcej strzelał. Ze Stoiczkowem stworzył katalonski duet wszechczasów. Ich mecze miały coś z hiszpańskiej corridy, jeden z dziennikarzy przyrównał Stoiko do torreadora, ale to chyba Romario bardziej zasługiwał na ten tytuł. Nikt tak niemrawo nie snuł się po boisku aby potem zręcznie wbić ostrze w kark przeciwnika. Ręce same składały się do oklasków.
Dziś nie ma juz obu w Barcelonie, w juniorach Barcy gra za to niejaki Król- Polak z niemieckim
paszportem. Pewnie za pare lat będzie nam wbijał bramki...
P.S. Moją notkę w sprawie Teresy Liszcz opublikowała, o dziwo wcale o to nieproszona wirtualna polonia oraz o sprawie wspomniała w swoim wczorajszym felietonie w GW , Monika Olejnik



Komentarze
Pokaż komentarze (21)