Czy prof.Macior nie mył zębów ?
To prawda, wszyscy czulismy, że nie myje zębów - oświadcza prof.Zoll i Ćwiakalski
To potwarz, nigdy nie zarażałem paradonotzą, nigdy nie dawałem łapówek dentyście, oni sie mszczą- odpowiada prof.Mącior
Czy prof. Mącior spotykał się z kapitanem SB, niejakim Knapikiem? Tak spotykał się wielokrotnie, twierdzą zgodnie Zoll i Ćwiąkalski. Podaje za wp.pl
„Jak powiedział prof. Ćwiąkalski, kontakty Mąciora z Knapikiem, "nie były dla nikogo tajemnicą. Nie tylko ja widziałem, ale wiele osób widziało". Dodał, że prof. Mącior "zawsze miał słabość do władzy, do każdej władzy, która mu dała szansę, żeby go dowartościować, także do - w tym okresie - munduru".
"Oczywiście nie wiedzieliśmy, jakie to były kontakty, o jakim charakterze, ale fakt jest faktem, że widzieliśmy, że się kontaktował z nim. Na uniwersytecie wszyscy wiedzieli, kto to jest kpt. Knapik, a przynajmniej sporo osób zarówno w administracji, jak i z pracowników naukowych, szczególnie działaczy "S". Knapik przesłuchiwał poszczególne osoby, m.in. mnie także, kiedy po wprowadzeniu stanu wojennego byłem członkiem Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego i wezwał mnie na taką rozmowę profilaktyczną" - mówił Ćwiąkalski.”
To ma być w ich wykonaniu dzika lustracja. Odpowiedź na pytanie, które jak mniemam udzielone jest zgodnie ze stanem własnej wiedzy ma być dziką lustracją. Przyznam się szczerze, że urzekła mnie ta twórcza wariacja gazetowyborczego języka. Jak się prawactwo weźmie do roboty to w antylutracyjnych zapędach samego Pana Adama przegoni.
Prof. Mącior miał się spotykać z kpt. Knapikiem. W oświadczeniu jakie przesłał do mediów czytamy( za Onetem)
„Sam Kazimierz Mącior w wydanym w niedzielę oświadczeniu zapewnił, że nigdy nie był TW służb specjalnych PRL, a ponadto nigdy ani pisemnie, ani ustnie nie zobowiązywał się do takiej współpracy. "Informacje podane w Newsweeku na ten temat stanowią zbiór insynuacji i pomówień, które naruszają moje dobre imię i są dla mnie krzywdzące" - podkreślił Mącior. Jak napisał, u podstaw tej publikacji legła "nie tyle dążność do ustalenia prawdy, ile nienawiść i podłość".
"Wymienieni w publikacji jako świadkowie mojej rzekomej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa profesorowie Andrzej Zoll i Zbigniew Ćwiąkalski od dawna czuli do mnie nienawiść z tego powodu, że krytycznie oceniałem ich działalność naukową oraz ich dorobek naukowy. Postanowili więc zemścić się na mnie w perfidny i podły sposób" - napisał Mącior.”
Albo mi się zdaje albo mi umknęło, ale nie mogę się dopatrzeć w oświadczeniu fragmentów, w których Pan profesor zaprzecza SPOTKANIOM z kpt. Knapikiem. Gdybym był złośliwy to bym powiedział, że tak znakomity prawnik musi doskonale zdawać sobie sprawę, że czym innym jest zaprzeczenie współpracy z bezpieką, a czym innym jest zaprzeczenie spotkaniom z jej funkcjonariuszem. Złośliwy jednak być nie chce, a przynajmniej się z tym hamuje. Sprawa zaczyna przypominać sprawę Zyty Gilowskiej…, problem w tym, że nie ma aktów w IPN.
Gdyby prof. Mąciora o kapowanie oskarżyli Zoll i Ćwiąkalski to byłaby to dzika lustracja, ale oni tylko odpowiedzieli na pytania dziennikarza.
Niby dlaczego mieli kłamać, przecież prawda nas wyzwoli…


Komentarze
Pokaż komentarze (36)