Galopujący Major był uprzejmy napisać długą polemikę z moim tekstemo lekarzach. Polemikę opartą niestety na przekłamaniach, manipulacjach, a tylko w części na odmiennych opiniach między mną a GM o sprawach fundamentalnych.
Zawsze zastanawiałem się dlaczego jak czytam polemikę to zawsze trafie na fragment jak to polemista stał się ofiarą przekłamań, manipulacji itp. Czy naprawdę nie można odrzucić tej sztampy i ochoczo zabrać się do obalania argumentów drugiej strony. No więc zacznijmy
Pierwszą część swojego tekstu GM poświęca wykazaniu, że protesty górników na ulicach Warszawy były gorsze niż zablokowanie jednej z głównych ulic stolicy w godzinach szczytu. Ktoś w komentarzu do tekstu GM wskazał, że moja ewentualna ocena protestów górniczych nie jest przepustką do oceniania protestu lekarzy, a łączenie tych dwóch spraw to manipulacja. Nie zgadzam się z tym o tyle, że można by tu wykazać moją niekonsekwencję. Ale ja akurat jestem tu do bólu konsekwentny: górnicze protesty uważałem - i pisałem o tym w swojej gazecie - nawet nie za chamską formę protestu, ale po prostu za bandytyzm, który powinien być tłumiony z całą surowością, a organizatorzy zamieszek powinni stanąć przed sądem. Kto chce, znajdzie moje teksty o tym mówiące także w S24.
W swojej polemice odniosłem się do tego fragmentu wpisu red.Warzechy, w którym pisze on iż wyjście lekarzy to NAJGORSZA forma protestu.
Czy bandytyzm górników był protestem? Oczywiście, że tak bo awanturowali się oni przeciwko czemuś protestując. Nie przyszli pod sejm na piknik, tylko w określonym celu , a motywem działania było jakieś działanie czy zaniechanie ze strony rządu. Mówiąc po prawniczemu essentila negotii (elementem przedmiotowo koniecznym) tej awantury był chęć protestowania. Można to uważać za bandytyzm, ale bywa tak, że bandytyzm też jest protestem
W swojej polemice założyłem, że redaktor Warzecha jako człowiek inteligentny (laureat olimpiady polonistycznej) zna pojęcie słowa protest. Nie przewidziałem, ba nie mogłem przewidzieć, ze redaktor Warzecha ma swój własny alternatywny język, w którym operuje i ponadto wymaga aby inni znali zakres znaczeniowy określonych słów.
Co jeszcze nie jest protestem?
Kulą w płot jest także ten fragment postu GM: O moje ocenie strajku lekarzy pisałem również wielokrotnie - uważam tę formę za niedopuszczalną. Tyle że blokada ulicy to wyjście ze swoim protestem już nawet poza krąg ludzi w jakikolwiek sposób zainteresowanych sytuacją w służbie zdrowia. To uderzenie w całkiem przypadkowe osoby. W tym sensie jest to gorsza forma protestu.
Chociaż z drugiej strony to chyba jednak jest protest skoro red. Warzecha uważa, że to forma niedopuszczalna.
Tak więc albo mamy do czynienia z pewną prywatnym ograniczonym w stosunku do ogólnie przyjętego zakresem pojęciowym, albo najgorsza forma protestu oceniania jest łagodniej niż „niedopuszczalna forma” protestu.
Innymi słowy, na każdy argument wskazujący jakąś niekonsekwencję można odpowiedzieć, że doszło do nieporozumienia bo słowa, pojęcia czy czyny powszechnie oznaczające jedno, w rzeczywistości red. Warzechy oznaczają coś innego. Jest tzw. brak zgody co do oświadczenia woli.
Czy Gazeta Wyborcza ma największy nakład?
Nie odpowie zapewne red. Warzecha większy nakład ma Fakt.
A ja mu na to, ze Faktu w ogóle nie uważam za gazetę.
Prosty chwyt, żeby nie powiedzieć, że nawet prostacki.
Po tej jęzkowo-funkcjonalnej wykładni spisanych myśli Pana redaktora przejdźmy do konkretów.
Pisałem w swej polemice „Tymczasem gdy lekarze zablokują ulice dojazdu do miejsca pracy red. Warzechy komentator „Faktu”, oczywiście do pracy spóźnić się może.
Na co Pan Warzecha odpowiedział
„Ostatnie zdanie z cytowanego fragmentu wynika ze złej woli i manipulacji ponieważ wyraźnie napisałem, że ja w korku na Banacha nie stałem. GM dostrzegł to na końcu swojego tekstu, ale tu posłużył się fałszywym chwytem. „
Ciekaw jestem kto pisał takie okropności o tym, że redaktor Warzecha stał w tym korku, bo przecież bynajmniej nie ja dokonałem tej manipulacji. Pisałem w czasie przyszłym, laureat olimpiady polonistycznej chyba wie co to czas przyszły
Dalej GM pisze: Jeśli niechęć wobec strajku jest przejawem socjalistycznego myślenia, to chyba GM pomyliły się kategorie. Niechęć do strajku, drogi Panie, może być przejawem różnych rzeczy, ale na pewno nie socjalistycznego myślenia.
Przejawem socjalistycznego myślenia jest odebranie jednostce czy ich grupie prawa do domagania się własnych praw, a nawet przywilejów. Przejawem socjalistycznego myślenia jest nakaz poświęcania własnego indywidualnego interesu interesowi ogółu w imię jakiś wyższych mniej lub bardziej skonkretyzowanych racji. Po prostu wspólnota nad jednostką. To jest socjalizm Panie Warzecha. Nie przypadkowo prawo do strajku ma rangę socjalnych ( ale nie socjalistycznych) praw człowieka
Protesty mogą przybierać różne formy. Najmniej uciążliwą i akceptowalną w gospodarce wolnorynkowej jest strajk pracowników prywatnej firmy. Uderza głównie w samą firmę, więc może się także stać formą podcinania gałęzi, na której się siedzi, ale to już sprawa strajkujących. Jeżeli uderzy w rynek, a tym samym w konsumentów lub klientów, to w warunkach wolnego rynku miejsce strajkujących natychmiast zajmą inni, przez co uciążliwość dla konsumentów będzie niska. Przykładowo, jeśli mielibyśmy sprywatyzowaną służbę zdrowia i zastrajkowaliby lekarze w klinice X, to klinika Y chętnie przejmie ich pacjentów, dając im może nawet bonifikaty. Pięknym przykładem działania wolnego rynku w takiej sytuacji, mimo że we wciąż niestety ułomnej formie, był strajk listonoszy, którego głównym skutkiem był sukces konkurencji dla Poczty Polskiej.
Widać, że Pan Warzecha dokonuje wartości uciążliwości strajku pod kontem własności prywatnej lub państwowej. Jest ot oczywiście pogląd chybiony gdyż formalnie podmioty te mają równe prawa na rynku. Ponadto Poczta polska chyba do końca prywatna nie jest. Poza tym co to znaczy akceptowalną ? Ano znaczy to nic innego jak to, że strajk ma nie dotyczyć np. Warzechy. Akceptowalny strajk to taki, który nie spowoduje żadnych zakłóceń czyli w konsekwencji taki, który będzie niezauważalny. Każdy specjalista od strajków doskonale wie, że strajk jak każda bitwa musi polegać na tym, że negocjuje się z pozycji siły. A co to za siła gdy, na twoje miejsce czekają inni.
Niedawno znów obejrzałem sobie „Ziemię Obiecaną” Panie redaktorze ale tam nieakceptowanie strajkowali…
Całkiem czym innym jest protest, polegający na demolowaniu miasta (górnicy) albo blokowaniu drogi (rolnicy, teraz lekarze). To protest, wymierzony w przypadkowe osoby, których związek z postulatami protestujących jest żaden, trwający w dziedzinach, gdzie nie ma wolnorynkowej konkurencji, a celem jest wywarcie nacisku na państwo. Górnicy chcą więcej z budżetu na emerytury, rolnicy - interwencyjnego skupu tego i owego, lekarze większych płac z budżetu. Jest to przykład nie tylko najordynarniejszego szantażu kosztem Bogu ducha winnych ludzi, ale na dodatek szantażu, którego skutkiem ma być wydrenowanie naszych kieszeni.
No to czy jest to w końcu protest czy nie jest. Niechże się Pan wreszcie zdecyduje.
Oczywiście strajk w prywatnej firmie też uderza w prywatne osoby. Gdy strajkuje jakaś fabryka to do mojego sklepu nie dowiozą lemoniady a dziś upał i chce mi się pić. Zanim zacznie działać mechanizm rynkowy to ja umrę z pragnienia, wczoraj bowiem ostro popiłem. A mechanizm szantażu jest niejako pośrednio wkalkulowany w strajk, który jest organizowany zarówno w podmiotach pytanych jaki państwowych. Gdy zapyta Pan redaktor zagranicznych inwestorów o niedogodności inwestycyjne to jedną z pierwszych będzie właśnie potęga związków zawodowych
Na tego rodzaju szantaż państwo godzić się nie powinno, bo jego rolą jest stanie po stronie praworządnych obywateli. Praworządny obywatel ma prawo dojechać do pracy na czas. Jeśli ktoś mu to uniemożliwia - lekarze, górnicy, rolnicy - obojętnie, od udrożnienie ulic jest policja. I tym się powinna zająć.
Państwo ma prawo respektować prawo do strajku, taki jest jego obowiązek. Przykro mi ktoś musiał Panu to wytłumaczyć
W przypadku strajku lekarzy mamy także do czynienia z szantażem kosztem ludzi, których państwo zmusza do uczestniczenia w państwowym systemie opieki zdrowotnej, bo nie daje im poważnej alternatywy. Prywatne leczenie jest dzisiaj dostępne tylko dla zamożnych, bo państwo zabiera w podatku zdrowotnym olbrzymią składkę, a w zamian daje wszawy poziom usług. Jak to zwykle, gdy za coś zabiera się państwo. A zatem strajk w tym systemie, odbywający się kosztem przypadkowych osób, jest dowodem na patologię całego systemu.
Czyli państwo zatrudnia lekarzy, zmusza pacjentów do leczenia się państwowej służbie zdrowia, a jak lekarz chce zastrajkować to się go oskarży, że naraża na szwank życie pacjentów. Prosty mechanizm przerzucania odpowiedzialności. Ja stworze zły system a jak się będziesz chciał z niego wydostać to cie oskarżę, że jeszcze pogarszasz istnienie systemu.
Dalej GM próbuje wyśmiać ideę pozywania lekarzy za narażenie czyjegoś zdrowia na szwank. Muszę go zmartwić: taka możliwość jak najbardziej istnieje i nie są to żadne prawnicze bzdury, ale konkretne paragrafy kodeksu karnego.
No czekam na te paragrafy drogi redaktorze, jakie to przestępstwo? Słyszał pan o znikomej szkodliwości czynu. No i czy w Polsce gdzieś skazano za to, że mieszkańcy blokowali ulicę.
Co do innego rodzaju pozwów - to oczywiście moja projekcja tego, jak sprawa mogłaby wyglądać, gdybyśmy mieli system sądowniczy działający podobnie jak w USA. Choć nie dam głowy, że i polski sąd cywilny nie przyznałby odszkodowania, gdyby powód mógł wykazać, że przez lekarski protest poniósł konkretna stratę. Zaś siła wyższa, Panie GM, to np. burza, gradobicie, awaria zasilania, powódź, ale na pewno nie protest lekarzy. Tu można wskazać konkretne winne osoby.
Znowu świat alternatywny, skąd mam wiedzieć, że Pan pisze o USA.Siła wyższą jest też strajk, polecam lekturę „Zobowiązania. Część ogólna” autorstwa prof. Zbigniewa Radwańskiego, szefa sejmowej Komisji Kodyfikacyjnej prawa cywilnego.
Leczenie w prywatnej przychodni to stan normalny. Nie widzę także powodu, żeby robić jakiemukolwiek pracodawcy zarzut z tego, że finansuje prywatny abonament medyczny swoim pracownikom. To raczej dowód na dobre działanie wolnego rynku.
Nie standardem normalnym jest leczenie państwowe. Sam Pan pisze, że : państwo zmusza do uczestniczenia w państwowym systemie opieki zdrowotnej, bo nie daje im poważnej alternatywy. Prywatne leczenie jest dzisiaj dostępne tylko dla zamożnych, bo państwo zabiera w podatku zdrowotnym olbrzymią składkę, a w zamian daje wszawy poziom usług.”
Pisze Pan
Lekarze oczywiście nie odmówią pracy w prywatnych klinikach - i to jest najbardziej absurdalny i najsłabszy punkt wywodów GM. Po pierwsze - bo tam zarabiają o wiele więcej niż w państwowej służbie zdrowia. Po drugie - to pokazuje hipokryzję dużej części strajkujących. Odchodzą z pracy i podburzają do buntu na państwowym głównie ci, którzy mają prywatną odskocznię. Pewnie gdyby lekarze zastrajkowali we wszystkich prywatnych klinikach i przychodniach, miałoby to większy wpływ na elity. Więc czemu tego nie robią? I to jest pytanie do Pana, Panie GM
Nie robią tego bo są z tej pracy ZADOWOLENI, a pracy i płacy szpitalach NIE SĄ zadowoleni.
Czy to naprawdę jest takie trudne do zrozumienia, zwłaszcza w Polsce gdzie wszyscy chyba już strajkowali?
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka