Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych.
G.Orwell „Folwark zwierzęcy”
Premier dramatycznie, niczym Reytan ogłosił, że prędzej odda władze, niż ulegnie lekarzom. Chwyt to dość oczywisty, każdy kto ma choć minimalne pojęcie o polityce wie, że żadne strajki lekarzy rządu nie obalą. Obalić rząd może tylko opozycja, potrzebuje do tego bezwzględnej większości głosów.
Strajkujący lekarze nijak rządu obalić nie mogą, bo nie ma ich w parlamencie. W parlamencie sporo szabli ma natomiast Lepper i Giertych i oni owszem teoretycznie mogliby razem z opozycją premiera odwołać. Dlatego też, gdy Lepper prawo ma za ścierkę, ściąga haracze od urzędników, obsadza dziećmi co tylko się da, to premier już taki hardy nie jest. Żadnego równie odważnego hasła nie usłyszymy. Kaczyński potrafi bić się z wirtualnym przeciwnikiem, z tym realnym woli się dogadać.
Nagonka na lekarzy już się zaczęła, przoduje w tym pewna gazeta na „F” i bynajmniej nie jest to Financial Times. Tropi się majątek organizatora strajku, pewien redaktor usprawiedliwia oblewanie kobiet olejem silnikowym, lekarzy wyzywa się od zabójców itp.
A wydawałoby się, że skoro posłowie też chorują, to powinni dla własnego dobra reformować system. Tymczasem na onecie można przeczytać:
Z budżetowych pieniędzy na utrzymanie w szpitalu przeciętnego obywatela wydaje się 3,20 złotych dziennie. Na posła... 900 złotych. To prawie 300 razy więcej!(…)
Szokującego wyliczenia kosztów utrzymania w szpitalu przeciętnego Kowalskiego i ViP-ów dokonali ostatnio żądający podwyżek płac lekarze z warszawskiego szpitala przy ul. Banacha. Opierali się na danych z budżetu państwa, Narodowego Funduszu Zdrowia i danych uzyskanych w Kancelarii Sejmu. Chcieli w ten sposób pokazać dysproporcje między warunkami leczenia zwykłego śmiertelnika a ludzi z politycznych elit.
- Te szacunki, dotyczące kosztów utrzymania zwykłych pacjentów i parlamentarzystów, są niestety wiarygodne. Parlament dopłaca klinice rządowej za leczenie ViP-ów - przyznaje Wojciech Pawłowski, wieloletni dyrektor szpitala powiatowego w Przeworsku, w poprzedniej kadencji senator i wiceprzewodniczący senackiej komisji zdrowia. Jego zdaniem, tak duże dysproporcje w traktowaniu zwykłych pacjentów i wysokich urzędników są wysoce nieetyczne.
Trudno się wiec dziwić, że posłowie wolą pisać jakieś kretyńskie ustawy o zakazie palenia we własnym samochodzie, niż spędzić parę tygodni na solidnym dokształcaniu i porozumiewaniu się co do reformy służby zdrowia. Po co? Skoro z każdym bólem głowy mogą udać się do eleganckiej przychodni MSW.
Gdyby okazało się, że członkowi rządu, czy też parlamentarzyście przytrafił się nowotwór, to w błyskawicznym tempie zostanie operowany, czego najlepszym przykładem operacja prof.Religii. Tak szybko w Polsce nie operują nawet w klinikach prywatnych, bo tych klinik nie ma aż tak wiele, a chętnych z pieniędzmi coraz więcej. Tak szybko operuje się tylko po znajomości.
Gdyby jednak operacja się nie udała, to zawsze można winną obarczyć lekarzy. Jak dziś można było przeczytać na gazeta.pl
Jerzy Ziobro, ojciec ministra sprawiedliwości, zmarł na serce 2 lipca 2006 r. w klinice krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego. Miesiąc potem brat ministra Witold złożył do prokuratury zawiadomienie o przestępstwie. Podejrzewa, że przyczyną śmierci ojca był błąd lekarzy. Sprawę badało trzech miejscowych prokuratorów. W marcu śledztwo przekazano prokuraturze w Ostrowcu Świętokrzyskim. Oficjalny powód - możliwy brak obiektywizmu prokuratorów z Krakowa, którzy znali lekarzy ze Szpitala Uniwersyteckiego.
Według Radia RMF w czasie gdy śledztwo prowadzono w Krakowie, dochodziło do nieformalnych nacisków na prowadzących dochodzenie. Kolejni prokuratorzy nie chcieli prowadzić sprawy. Jeden z nich odmówił przyjmowania ustnych poleceń, jakie i gdzie zamawiać ekspertyzy, i zażądał, by wskazano mu to na piśmie.
Zdaniem Bogusławy Marcinkowskiej z prokuratury w Krakowie trzykrotna zmiana śledczych przed przeniesieniem sprawy do Ostrowca była spowodowana "niezależnymi przyczynami losowymi".
RMF podliczył, że dla potrzeb śledztwa sporządzono już sześć ekspertyz. Dwie dotyczyły kwestii formalnych, np. procedur przyjęcia do szpitala, cztery zaś sprawdzały, czy lekarze zastosowali prawidłowe leczenie. Ostatnia ekspertyza wykonana została przez prof. Zbigniewa Hermana ze Śląskiej Akademii Medycznej. Wynika z niej, że nie można mieć żadnych zastrzeżeń do procesu leczenia Jerzego Ziobry. Wcześniejsze zawierają podobne wnioski. Mimo to śledztwo trwa dalej.
W środę Sławomir Mielniczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, powiedział, że prowadzący śledztwo prokurator z Ostrowca chce kompleksowej opinii w tej sprawie. Wystąpił o to do zakładów medycyny sądowej.
P.S. 1. W sprawie wizyty Busha przewiduje, że prorządowi dziennikarze z pewnością ogłoszą sukces, właściwe mogliby to zrobić jeszcze przed wizytą. Jak wyliczyła GW rozmowa ma trwać 40 minut na rozmowę, czyli po odjęciu czasu dla tłumaczy każdy z prezydentów ma mieć po… 10 minut. Ale to i tak postęp po ogromnym sukcesie jakim było kilkuminutowe „shake hand” Busha i Kaczyńskiego w Waszyngtonie. Uścisk ręki w zamian za 1000 żołnierzy w Afganistanie – słuszną linie ma nasza władza.
P.S. 2. Co do poprzedniej notki, to niektórzy usiłowali mi imputować propagowanie seksu z prostytutkami. Otóż ja tego seksu nie propaguje, w mojej hierarchii wartości ów seks w ogóle nie istnieje, ale go nie potępiam. Jeżeli ktoś ma taka potrzebę to jego sprawa, wolny wybór to przy seksie sprawa absolutnie najważniejsza.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)