Nie wiem czy Państwo wiedzą, a jak nie wiedzą to się dowiedzą, ale istnieje nowa, całkiem świeżutka lista Wildsteina, tym razem nie capnięta cichaczem z IPN-owskich kazamatów lecz od a do z ułożona przez Pana Bronka (nie mylić z, tfu drogim Bronisławem).
Otóż gdy posuwistym ruchem Pan Bronek został przez Pana premiera z TVP dosłownie wypieprzony, to ułożył sobie prywatną listę wrogów premiera, bo jak każda ofiara syndromu sztokholmskiego Pan Bronek kocha Pana premiera, choć Pan premier Pana Bronka już chyba nie kocha.
Myliłby się ktoś gdyby pomyślał, że Pan Bronek pisząc swe finezyjne felietony na drugiej stronie Rzeczpospolitej, zajmuje stanowisko w sprawach aktualnych. Niestety ani mu w głowie pisanie o Lepperze, autokarach, strajkach, Rydzyku, LiS-ie, PiS-ie i takich tam politycznych bzdurach. Pan Bronek ułożył sobie prywatną listę wrogów IV RP i z uporem godnym maniaka niemal codziennie swym plemiennym towarzyszom wskazuje na wroga co to siedzi tuż nad nimi na gałęzi i przeciwko IV RP knuje. Doszło już nawet do tego, że pewne anonimowe małżeństwo wpisało się Panu Bronkowi na blogu (tamże bowiem Bronkowe płody komentowane być mogą), że codziennie rano przed włączeniem komputera próbują zgadywać komu to dzisiaj w swej dobroci Pan Bronek przypieprzy (musi to być ta sam agentura, co od niejakiego Free Your Minda).
Dla ciekawskich podręczna linia potworów III RP, dotychczas blogowym piórem Pana Bronka „zmasakrowanych”: Stala, Osiatyński, Środa, Pilch, Widacki, Kutz, Wołek, Czapliński. Jak widać Pan Bronek z robotą w polu i co najgorsze, jeśli się wcześniejsze wybory odbędą, to nie będzie mógł nasz mistrzunio o niechęć do IVRP posądzać, bo, jakby to delikatnie powiedzieć, IV RP nam po wyborach po prostu szczeźnie.
I na tym miałem skończyć gdyby nie fascynujący wywód prawny jakim w Rzeczpospolitej uraczył mnie człowiek nie do zagięcia, czyli słynny liberał Stanisław „Judejczyk” Michalkiewicz.
Rz: Jak pan odebrał list prowincjała redemptorystów ojca Zdzisława Klafki, który wziął w obronę dyrektora Radia Maryja ojca Tadeusza Rydzyka?
Stanisław michalkiewicz: Niczego innego się nie spodziewałem. To, co ojciec Rydzyk powiedział w nagraniu opublikowanym przez "Wprost", nie stanowiło przestępstwa. Zarzucano mu zniesławienie pani prezydentowej przez nazwanie jej czarownicą. Owszem, jeżeli wierzy się w czary, można uznać, że miało miejsce zniesławienie. Ale dziś w czary nie wierzymy, więc taki epitet może być najwyżej obraźliwy. By doszło do przestępstwa, ten epitet musiałby zostać użyty w obecności osoby, której dotyczy, lub publicznie. Tak aby obrażający zakładał, że jego słowa dotrą do obrażanego. Tymczasem nawet "Wprost" podaje, że wszystko odbywało się w zamkniętym gronie. W dodatku o. Rydzyk prosił uczestników wykładu, żeby tego nie powtarzali.
Jest to całkiem nowatorska teoria prawna, która za warunek konieczny zniesławienia czy zniewagi nie uznaje samego zamiaru zniesławienia lecz warunkiem takim ma być dojście zniesławienia do adresata. W ten sposób mogę sobie prywatnie wyzwać Pana premiera od …., bo przecież w życiu bym nie założył, że Pan premier się o tym dowie. Podejrzewam, że takie właśnie myślenie przyświecało sławnemu Hubertowi H., który po prostu nie wiedział, że o tym kim dla niego jest Pan prezydent, ów prezydent się dowie. Przecież nie każdy policjant z dworca centralnego zna Pana prezydenta.
Traktowanie zaś wykładu w bądź co bądź, ale jednak szkole i to nawet ponoć wyższej, nie jako wykładu w miejscu publicznym, jest zaś kolejnym dowodem, że potęga O. Dyrektor potrafi nawet odwieczne cywilistyczne kanony przełamać.



Komentarze
Pokaż komentarze (50)