Właśnie co pojawił się post kataryny, wskazujący jak to ponoć dopiero od niedawna politycy uroczyście obchodzą rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, w przeciwieństwie do ponurych czasów lat 90-tych, kiedy to owa rocznica uroczyście obchodzona nie była.Kataryna sporządziła swoiste kalendarium wydarzeń i zaczęła od roku 1994 – czyli od 50 rocznicy wybuchu powstania. Jak zdaniem kataryny obchodzono wówczas rocznice wybuchu powstania?
1994
Zbliża się 50-ta rocznica Powstania. Kilka miesięcy przed, Michał Cichy (Gazeta Wyborcza) w recenzji pamiętnika żydowskiego policjanta z warszawskiego getta pisze "[Perechodnik] przetrwał nawet Powstanie Warszawskie, kiedy AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta."
To wszystko co na temat obchodzenia 50 rocznicy wybuchu powstania napisała kataryna
Tymczasem okazuje się, że jednak coś jeszcze było.
W kalendarium prezydentury Wałęsy (1) znaleźć można taki fragment:
1 sierpnia 1994
Uczestnictwo we Mszy św. polowej, którą na Placu Piłsudskiego odprawił Prymas Polski ks. kardynał Józef Glemp.
Dodatkowo ktoś musiał wydać pozwolenie budowlane aby można było przeczytać o kotwicy na kopcu powstańców warszawskich (2)
Dopiero w 1994 r. - w 50 rocznicę Powstania Warszawskiego - byli żołnierze Armii Krajowej ustawili na szczycie 15-metrowy znak Polski Walczącej.
Zaprojektował go Eugeniusz Ajewski.
Jego ”kotwica” była pierwszym pomnikiem AK w Warszawie.
Ponadto w krótkim tekście znalezionym na stronie www.1944.pl zatytułowanym „Bieg z przeszkodami- historia budowy Muzeum Powstania Warszawskiego można przeczytać:
Kamień węgielny został wmurowany podczas obchodów 50. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego 31 lipca 1994 r.
To tyle w skrócie, pewnie znalazłbym coś jeszcze. Ale dla katryny rok 1994 to tylko tekst Michała Cichego. Tylko pogratulować dobrej szkoły iinformacji, pytanie tylko jakiej?
Linki
(1) http://www.ilw.org.pl/prezydentura-90-95.doc
(2) http://www.um.warszawa.pl/v_syrenka/godzina_w/miejsce.php?mi_id=349&dz_id=1
(3) http://www.1944.pl/download/text/1126708217.pdf
A na koniec warto jeszcze przytoczyć artykuł Wprost:
Udział w obchodach 50. rocznicy powstania warszawskiego był najważniejszym wydarzeniem w pierwszych tygodniach mojego urzędowania - napisał były prezydent Niemiec Roman Herzog we wspomnieniach.
Fragment wspomnień, które ukażą się na niemieckim rynku księgarskim w najbliższą środę, opublikował w niedzielę dziennik "Der Tagesspiegel".
Herzog podkreśla, że do udziału w warszawskich uroczystościach został zaproszony przez ówczesnego prezydenta Polski Lecha Wałęsę, jeszcze zanim formalnie objął urząd (wybory prezydenckie w Niemczech odbywają się tradycyjnie 23 maja, objęcie urzędu - na początku lipca - PAP). Herzog tłumaczy, że wiedział, iż zaproszenie niemieckiego prezydenta na tę uroczystość było kontrowersyjne, a cześć społeczeństwa uważała, że Niemiec nie powinien brać w nich udziału lub że na taki udział jest jeszcze za wcześnie. Dodaje, że odrzucenie zaproszenia byłoby jednak "tchórzostwem".Sytuację - wspomina Herzog - zaognił jeszcze wywiad, którego udzielił jednemu z niemieckich pism na krótko przed wizytą w Polsce. Była w nim mowa nie o powstaniu warszawskim, lecz wcześniejszym o rok (kwiecień-maj 1943) powstaniu w getcie warszawskim. "Polscy krytycy uznali to za dowód, że w Niemczech ciągle jeszcze brak niezbędnej wiedzy i zrozumienia dla polskiej historii. (...) Nie potrafię teraz powiedzieć, jak doszło do tej pomyłki" - mówi były prezydent. Utrzymuje, że autoryzując tekst zauważył błąd, jednak - w związku z nawałem obowiązków - nie dopilnował, by go poprawiono.Wspominając uroczystości 1 sierpnia 1994 roku na Placu Krasińskich w Warszawie, w których brało udział ośmiu prezydentów lub ich przedstawicieli, Herzog cytuje fragment relacji Andrzeja Szczypiorskiego. Pisarz podkreślił w niej entuzjastyczne reakcje uczestników uroczystości na przemówienie niemieckiego prezydenta, który prosił Polaków w imieniu zjednoczonych Niemiec o przebaczenie.W opublikowanym przez "Tagesspiegel" fragmencie Herzog wspomina pewien epizod z udziałem Wałęsy. Gdy pod koniec uroczystości na Placu Krasińskich spadł ulewny deszcz, obaj prezydenci przeczekali go, siedząc u podnóża trybuny honorowej, schowani pod jednym ogromnym parasolem. "Polski i niemiecki prezydent, zgodnie obok siebie pod jednym parasolem - to mogło być zdjęcie, które obiegłoby całą prasę światową. Jednak w pobliżu nie było ani jednego fotografa" - pisze Herzog, dodając: "Nigdy nie dowiedzieli się, jaka szansa umknęła im tego wieczoru sprzed nosa. Dlatego niech dowiedzą się o tym przynajmniej z książki".
link http://www.wprost.pl/ar/?O=102020&print=1



Komentarze
Pokaż komentarze (45)