Po tym jak rząd taktycznym majstersztykiem rozprowadził Komisję Europejską w sprawie Rospudy, wnet o Euro martwić się przestałem. Przecież to jak premier ograł KE przejdzie do historii dyplomacji, a nawet jeśli nie ograł i nie przejdzie, to i tak jest sukces. Bo Unia jeszcze nas ze swych szeregów nie wykluczyła.
Po tym zaś jak dogadano się w sprawie wzmocnionej Joaniny jestem przekonany, że rząd uważa, iż rok 2012 to taka dżentelmeńska umowa i w razie czego się to o rok przesunie. Nie takie trudności załatwili nasi negocjatorzy (patrz np. sukces w sprawie zniesienia amerykańskich wiz)
Nie martwię się również dlatego, ponieważ spraw organizacyjnych nie uchwycił w swe łapki wicepremier Gosiewski, co już samo w sobie jest niemałym sukcesem. Co prawda z drugiej strony bardziej boję się o swoją emeryturę, ale patrząc na skuteczność polskiej policji w walce z kibicami (chociażby na warszawskiej Starówce), nie wiadomo czy emerytura w ogóle mi się przyda. Zwłaszcza gdy się wejdzie nie na tą trybunę co należy.
Organizacją Euro zajmie się więc Pani Elżebieta Jakubiak, której najbardziej wymagającą pracą w karierze było zapisywanie prezydenckich spotkań w specjalnym kalendarzu. A że kalendarz Euro jest bardzo napięty, to i Pani Elżbieta się przyda. Kto wie może ma nawet taki wielki długopis jaki miał swego czasu TW Bolek.
O sianie defetyzmu oskarża kolega Rybitzky (choć ten defetyzm akurat sieje doradca Pani Jakubiak), który to Rybitzky zauważa, że przecież stadiony zbudują samorządy. Skoro tak to może trzeba było na stanowisko organizatora wyznaczyć kota Alika, była już koń który mówi i pies, znaczy suka w kosmosie, to może i Eurokot by nam się przydał. Co prawda te samorządy muszą się kierować polskim prawem zamówień publicznych, które mimo najszczerszych chęci w sejmikach znowelizowane być nie może, ale jestem pewien, że jak tylko Pan premier po raz 1357 wymieni swoje uprzejmości z Panem Andrzejem Lepperem, to w końcu znajdzie czas i skrótowo powie, że za przejściowe trudności w budowie stadionów odpowiedzialność ponosi PO, GW, TW i KO.
A drogami lotniskami i dworcami się nie przejmuje, byli u nas pielgrzymi podczas papieskich wizyt to zmieszczą się i kibice. Co najwyżej całą sprawę odda się w ręce harcerek (tych z ZHR rzecz jasna), które przy okazji zinfiltrują kibolowe środowiska.
A gdy jakiś Niemiec skrzywi swą twarz w roszczeniowym grymasie, to mu od ręki wypomnimy Hitlera, Włochom Mussoliniego, Holendrom eutanazje, a Francuzom…, cóż Francuzom powiemy, że niech się cieszą, bo prezydent policzył, że mogło nas być 66 milionów i dopiero byłyby korki.
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka