Mam tą nieskrywaną satysfakcję, że klęskę koalicji PO-PiS-u przewidziałem. Od razu po wyborach domyślałem się, że żadnego POPiSu nie będzie. Jeżeli bowiem istniej jakaś prawda o polskiej prawicy, to brzmi ona- oni zawsze się pokłócą.
Co innego dziennikarze, zwłaszcza ci nie lewicowi. Z rozbawieniem obserwowałem to zbiorowe „ochy” i „achy” nad przyszłym POPiSem. To poczucie, że Polska złapała Pana Boga za nogi, że teraz to już tylko będzie i prawie, i sprawiedliwie, i obywatelsko. No nareszcie odejdzie postkomuna, a Polska spłynie mlekiem i miodem. Ale jeszcze zabawniej było gdy popisowskie sieroty dziennikarskie przejrzały na oczy i przekonały się, że żadnego POPisu nie będzie. Te miny zbitego kundla, było na co popatrzeć. Pamiętam jak po gazetowych szpaltach snuły się wówczas publicystyczne duchy, jak Igor Janke bodajże największy miłośnik PoPisu miesiącami nie mógł dojść do siebie po tej politycznej traumie. Jak każdy nawet najmniejszy POPiSowy szmer wywoływał jęki i błagania aby się Tusk z Kaczyńskim dogadali.
Dziś widzę to samo, powoli się zaczyna. Lada moment te wszystkie Zaremby, Karnowskie, Michalskie, Zalewskie, Mazurki i cała reszta będzie wyła o powstanie POPiSu. Kolejny raz zamiast o analizie rzeczywistości , będę czytał jak tą rzeczywistość należy zmienić. Kolejny raz dowiem się co jest dla mnie najlepsze, bo przecież sam na to wpaść nie mogę.
Kaczyński się boi, bardzo się boi. Po to zaprosił Tuska. Ciekawe czy PO przetrzyma tę popisową dziennikarską propagandę. Z jednej strony część dziennikarskiej braci, choćby Żakowski, Walenciak, Passent, Stasiński będzie POPiS obrzydzało, z drugiej Janke, Warzecha(chyba już zaczął) i wspomniana wyżej reszta będzie POPiSem kusiło.
I dlatego naszych gwiazd dziennikarskich już od dobrych miesięcy uważnie nie czytam. Czasami przeglądam. Wolę choćby prawdziwego popisowca, tu u nas, w salonie. Tamtych bije na głowę.
P.S. Jeżeli jest prawdą co mówi Kaczmarek (niesamowity wywiad) i powstanie komisja, to może to rozwiać marzenia Zbyszka Z. o prezydenturę. Coś chyba kabotyn trafił na bystrzejszego od siebie, co w końcu wcale nie było takie trudne.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)