Gdy się nie ogarnia świata (i to w zupełnie inny sposób jak Kapuściński) to trzeba ten świat sobie w głowie jakoś ułożyć, jakoś go sobie tłumaczyć, w jakiś sposób wygładzić wszelkie niezrozumiałe kanty rzeczywistości. Najprostszym zabiegiem jest personifikacja jakiegoś zjawiska, czy to sukcesu czy porażki. A najbanalniejsza z kolei personifikacja sprowadza się do obarczenia owym sukcesem człowieka władzy. To tyleż banalne co wręcz powtarzalnością swą irytujące.I właśnie takim zabiegiem Igor Janke uraczył czytelników Rzepy swym artykułem o Trzecich narodzinach Łodzi . Zaczyna od małej manipulacji:
Kilkaset metrów od ulicy Piotrkowskiej wciąż można znaleźć kompletnie zrujnowane kamienice. Ale centralny deptak, ten zapluty niegdyś "kanion zaniedbania i plugastwa", tętni dziś życiem. Przemieszczający się bar z piwem, riksze, grajkowie i malarze sprzedający obrazy. Pierwsze restaurowane fabryki przerabiane są na luksusowe lofty i centra handlowe. Na miejscowym lotnisku lądują już boeingi Ryanaira, a słynny koncern Dell inwestuje w mieście ponad 100 mln euro i doprowadzi do zatrudnienia kilkunastu tysięcy ludzi. Rozwijają się uczelnie, powstają centra technologiczne. Zniknęła za to kolorowa parada techno.
Nie wiem o jakie kiedyś chodzi Igorowi Janke, ale odkąd ja pamiętam czyli od jakiś 15 lat, owy centralny deptak Łodzi czyli ul. Piotrkowska, był ulicą reprezentacyjną. Reprezentacyjną tzn. przez wszystkie te lata aż do dziś, właśnie Piotrkowska była chlubnym wyjątkiem upadłego miasta. W całej Łodzi można było znaleźć masę dowodów na owy „kanon zaniedbania i plugastwa”, ale akurat nie na Piotrkowskiej. Mało tego ulica ta lata swej świetności akurat ma już za sobą, a to z tego względu, że położone w pobliżu Centrum Handlowe (Manufaktura i Galeria Łódzka) wygrywają konkurencję z butikami na Pietrynie. Owe ogródki piwne od paru lat wyglądają zaś jak wielkie namioty wojskowe, na co wielu łodzian jest po prostu wściekłych. Piotrkowska dawna chluba Łodzi powoli traci swój kultowy status i akurat obecne władze tak jak i poprzednie nic z tym nie potrafią zrobić.
Dalej Pan Igor Janke opisuje łódzkie sukcesy, ale zgodnie z zabiegiem personifikacji owy sukces musi mieć swego ojca, a jest nim, a jakże prawicowy polityk.
W ostatnich latach jednak stało się coś, czego nikt nie przewidział. Rządy katolickiej prawicy przywracają miastu blask i nadają nowy rytm. Łódź rodziła się trzy razy -uważa Jerzy Kropiwnicki. - Pierwszy raz, kiedy Jagiełło nadał jej prawa miejskie. Drugi raz w połowie XIX wieku, kiedy wyrosła na wielką metropolię. Teraz przeżywa swoje trzecie narodziny: wraz z przyjściem przemysłu AGD, inwestycjami Della i Phillipsa rodzi się na nowo, jako miasto nowoczesnych technologii -prezydent snuje nową łódzką mitologię. Przed wejściem do urzędu położył kamień, na którym jest tablica z napisem "Początek ery informacyjnej w Łodzi. Philips 17.06.2004. Dell 21.11.2006".
Chyba jednak cudotwórca Kropiwnicki będzie musiał ten kamień wykopać, bo okazuje się, że Philips właśnie co się z Łodzi zamierza…wycofać i w całej tej informatycznej rewolucji zostanie tylko jedna wielka firma, która, jak sami łódzcy urzędnicy przyznają, jest w Łodzi dzięki protekcji wpływowego nowojorskiego Żyda. Oczywiście o tak mało istotnym szczególe jak wycofanie się Philipsa, Pan Janke dodać zapomniał. Widać i na ten temat ma pojęcie jak o Piotrkowskiej.
Dowodów na wielkość Kropiwnickiego jest więcej. Oto bowiem
Ludzie, którzy pracowali z Kropiwnickim, choć wiedzą, że bywa trudny, cenią go za wiedzę, konsekwencję, upór i skuteczność. I za to, że kiedy trzeba, umie współpracować nawet z przeciwnikami. Najbardziej znany przykład to świetne relacje z premierem rządu SLD Markiem Belką.
W innym zaś miejscu Igor Janke pisze:
Ale były premier SLD-owskiego rządu Marek Belka przyznaje: Kropiwnicki na świecie jest postrzegany jako bardzo aktywny prezydent, który wyprowadził Łódź z opłotków.
Wszystko pięknie tylko prof. Belka jest takim przeciwnikiem prof. Kropiwnickiego jak Adam Michnik jest przeciwnikiem Jacka Kuronia. Kropiwnicki to przyjaciel Belki, jego naukowy guru, jego profesor z katedry ekonomii w Łodzi. Obaj zresztą często to podkreślają wskazując, że polityka nie potrafiła tej przyjaźni zniszczyć. Owa współpraca z przeciwnikami polega wiec na współpracy z przyjacielem, której to przyjaźni jak zwykle dobrze poinformowany Igor Janke raczył nie zauważyć.
Kropiwnicki jest też moralnym ascetą
Kiedy "Kropa" został prezydentem, na pierwszej konferencji prasowej napisał na szybie: "władza ma być przeźroczysta". Napis jest do dziś. Czasem zmywają go sprzątaczki, ale pracownicy biura promocji go przywracają. Co od jego uczciwości nie mają wątpliwości nawet działacze opozycji. -Na pewno jest niepodatny na korupcję - przyznaje Sylwester Pawłowski.
Cóż nie wiem kto przywraca te napisy, ale chyba nie wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski, którego w innym miejscu redaktor Janke nazywa „starym druhem Kropiwnickiego”. Ów stary druh od nieprzeźroczystej szyby ma na koncie prokuratorski zarzut o przywłaszczenie 10 tys. zł, ale oczywiście tego również w tekście o ekipie Kropiwnickiego się nie znajdzie. Tak samo jak o tym, że oskarżony jest drugi z wiceprezydentów niejaki Karol Chądzyński.
Gdy zaś Igor Janke wspomina o porażkach Kropiwnickiego, to też czyni to od niechcenia głos dając jedynie Kropiwnickiemu:
Bywa cholerykiem, bywa bezwzględny, nieprzyjemny, bardzo wymagający. Nie lubi przyznawać się do porażek. Gdy pytam o raport PricewaterhouseCoopers, w którym porównywano kondycję wielkich polskich miast i Łódź znalazła się na ostatnim miejscu, odpowiedź jest krótka: - To dlatego, że nie jesteśmy klientem tej firmy.
Gdy pytam o fatalnie przygotowany, pełen błędów wniosek o Euro 2012 opracowany przez jego urzędników ucina: - I tak nie mieliśmy wtedy szans. A wygrały miasta z jeszcze gorszymi wnioskami. Zobaczy pan i tak dostaniemy to Euro. Jak? -To moja sprawa -mówi pewnym głosem. -Rok przed Euro będziemy mieli piękny stadion i gotowe hotele. Wcześniej wszyscy zobaczą, jak świetnie przygotowaliśmy mistrzostwa Europy w siatkówce i w koszykówce - mówi tak, jakby było już co najmniej jasne, że wygrał. Na razie Kropiwnicki wywalczył dla siebie miejsce w komitecie organizacyjnym mistrzostw.
A szkoda bo niejaki Adam Olkowicz – przewodniczący zespołu d.s. organizacji mistrzostw w Polsce określił łódzki wniosek jako wniosek o organizowanie dożynek a nie Euro. I nic dziwnego skoro we wniosku przewidywano, że w Łodzi przed imprezą powstanie aż 160 (sic!) miejsc hotelowych (czyli aż dwa hotele jeden dwu, a drugi trzy gwiazdkowy), miasto nie dołączyło zdjęć hali sportowej tylko koszmarnego stadionu ŁKS, a i w samej wniosku zapisano, że Łódź ubiega się o Euro.. 20012 r.
Ale nagle okazuje się, że
Na uwagę, że do dziś biznesmeni nie mają gdzie spać w Łodzi, prezydent od razu rzuca: - Wiem, już powstaje pięciogwiazdkowy Hilton. A podobno o inną lokalizację walczy jeden z pięciogwiazdkowych konkurentów Hiltona. Pytam o te hotele jednego z urzędników. Sprawdza. - W tej chwili jest już wydanych dwadzieścia pozwoleń na budowę kolejnych hoteli.
Czyli widać firmy hotelarskie postanowiły zainwestować akurat wtedy gdy okazało się, że w Łodzi Euro nie będzie. Czysta logika.
I wbrew pozorom jestem absolutnie za tym aby Kropiwnickiemu oddać to co jego, to jednak uważam, że zorganizowanie obchodów likwidacji żydowskiego getta nie jest spektakularną walką z antysemityzmem, a przyciągnięcie kilku inwestorów nie czyni z Kropiwnickiego cudotwórcy. Z Łodzi nadal dziesiątki tysięcy osób albo wylatuje za granicę ( dzięki lotnisku zbudowanemu z inicjatywy Kropiwnickiego) albo setki osób codziennie jadą pociągiem do pracy do Warszawy. A dobitnym przykładem cudu łódzkiego, niech będzie to, że od paru tygodni nie jest to już drugie pod względem liczby mieszkańców miasto w Polsce. Wyprzedził je Kraków.
Łódź się rozwija przede wszystkim dzięki wzrostowi gospodarczemu, a skrzyżowanie autostrad w pobliskim Strykowie daje ogromne możliwości branży logistycznej. Ale to już nie jest zasługa bohatera redaktora Janke.
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka