Zaledwie kilka dni trwała miłość do Donalda Tuska. Zaledwie tych dni parę skradzione pocałunki na Tuska wargach kładziono, jego doskonałą strategią się zachwycano. Zaledwie kilkadziesiąt godzin ta miłosna para Donald i Leszek, Leszek i Donald w rączych podskokach na politycznej łące hasała. Ach figlarze, jak serce rosło gdy Polska, tak Polska mogła mieć szansę. Ten romans wszechczasów, gdzie nie za bardzo wiadomo było kto on, a kto ona, ale razem zespoleni więzłem politycznej miłości mogli nam świat urządzić.
Te gorące uśmiechy. Leszek w karocy rączką na defiladzie mu macha. Donald do telewizora się śmieje: Papa, Papa już do ciebie z Sopotu lecę. Serce nie sługa, gdy o Polski, tak Polski interes idzie, płeć nie gra roli. Och jak oni się kochają, jeszcze tylko publiczny pocałunek i Polska Polską będzie, a my tu razem na weselu miód pić będziemy, aż po brodzie nam skapie.
Ale Donald nie chciał być wierny. Na nic miłosne listy się zdały, na nic mlaskanie, stękanie, kwakanie i inne zaloty. Donald na ołtarzu miłości cnotę swą Olkowi dziś oddał . Załamanemu Leszkowi ze zmartwienia taaakie rogi urosły. Widać Donald słaba psychika, nie mógł biedaczyna ścierpieć dawnych Leszka miłości. W końcu nie każdy trójkąty wybacza.
I musi teraz Leszek uważać w pałacu, bo tymi rogami kasetony nam porysuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)