Tomasz Żuradzki napisał w GW dość interesujący tekst o patriotyzmie, ukuł dość celnie, aczkolwiek jego argumentacja pozostawia wiele do życzenia. Ciekawa wydaje się więc sama teza, jakoby patriotyzm był rodzajem rasizmu, bo tak jak rasizm dyskryminuje kogoś za kolor skóry tak patriotyzm ma dyskryminować za przynależność państwową. Z tekstem tym próbowało się rozprawić wielu autorów, większość, jak można się było spodziewać robiła to zbyt nieporadnie. Salon od paru miesięcy zdominowany przez towarzystwo pewnego rodzaju ideologii, przestał być miejscem dyskusji, a stał się jeszcze jednym prawicowym forum, gdzie paru lewaków (czyli, o dziwo tych co nie lubią PiS) wisi (na SG) jak zasuszony kwiatek u kożucha. Jednym z tych, którzy względnie trafnie starali się podważyć argumentację Żuradzkiego jest red. Łukasz Warzecha. Jest jednak w jego najnowszym poście fragment, który swym intelektualnym rozmachem kusi nas do zatrzymania się przy nim bliżej. Pan redaktor raczy nas taką oto retoryką:
Osobiście uważam, że zmuszanie ludzi do przejmowania się losem np. Darfuru jest idiotyzmem. To właśnie próba narzucenia ludziom myślenia w sztucznych, nienaturalnych kategoriach. Przyznaję otwarcie: Darfur obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ale nie ma to absolutnie nic wspólnego z patriotyzmem. Bo o ile taki mam stosunek do Darfuru, to inny miałbym prawdopodobnie, gdyby jakaś tragedia wydarzyła się w Niemczech, na Łotwie czy w Irlandii. Dlaczego? Bo to jest moja realna wspólnota - Europa. Czy zdaniem Żuradzkiego poczucie wspólnoty w ramach Europy też jest złe?
Warto zatrzymać się przy każdym zdaniu, aby nic nie uronić z tego jakże błyskotliwego etycznego manifestu redaktora Warzechy.
Tak więc Pan Warzecha osobiście uważa, że zmuszanie ludzi do przejmowania się losem np.Darfuru jest idiotyzmem. Cóż, Łukasz Warzecha jako miłośnik „Erystyki” Schopenhauera z pewnością potrafi wskazać jakim tym razem chwytem retorycznym posłużył się, żeby dokonać manipulacji. Otóż Warzecha najpierw formułuje kłamliwą tezę jakoby ktoś kogoś zmuszał do przejmowania się losem Darfuru, a potem nazywa to czymś idiotycznym. Zmuszanie jak powszechnie wszystkim wiadomo, zakłada pewien rodzaj przymusu, a takowego w przypadku medialnych apelów o pomoc dla Darfuru nijak dopatrzyć się nie można. Chyba, że każdy medialny apel uważamy za rodzaj przemocy i wobec tego rzeczywiście, kogoś zmuszamy do przejmowaniem się losem Darfuru. Tylko, że cała ta przemoc sprowadza się do zorganizowanej prośby o pomoc, którą lekkim gestem ręki możemy sprowadzić w niebyt, po prostu przewracając kartkę papieru i czytając np. o wielorybie w Wiśle. Daj nam Boże same takie przymusy. Teza jakoby apele charytatywne kojarzyły się red. Warzesze z przymusem ma u niego pewną blogową historię, bowiem jak sam kiedyś napisał WOŚP Owsiaka kojarzy mu się z Wielką Orkiestrą Świątecznej Przemocy. Widać więc, że ma red. Warzecha jakiś problem z całą działalnością charytatywną, w której widzi jakiś wyimaginowany przymus, który wywołuje w nim jakieś poczucie przemocy. Złośliwi mogli by powiedzieć, że skoro red. Warzecha nie chce dawać to niech nie daje, a to, że odmawiając 2 złotych ma ze wstydu czerwone policzki, to tylko wyrzuty sumienia (obecne nawet u prawicowców). A gdy nawet te wyrzuty sumienia nie są mu dane, to tym bardziej nie widzę problemu, po prostu odmawiasz i bez zażenowania odchodzisz dalej, np. dać podczas mszy na tacę. Bo jeżeli przychylilibyśmy się do tezy jakoby zorganizowana działalność charytatywna (nie mylić z żebractwem) do czegoś nas zmusza to byłby to tylko przymus na naszym poczuciu litości, a tego poczucia doznajemy także za każdym razem gdy widzimy np. niepełnosprawnych po amputacji kończyn, którzy proszą o otwarcie drzwi w windzie. Nic tylko oskarżyć ich o przymus na red. Warzesze i kazać zostać w domu, żeby Pan redaktor w spokoju mógł robić zdjęcia na defiladzie.
Te darfurowe zmuszanie, to nic inne go jak próba narzucenia ludziom myślenia w sztucznych, nienaturalnych kategoriach. Nie ma zielonego pojęcia co jest sztucznego i nienaturalnego w prośbie, aby zamożne społeczeństwo nie przymykało oka jak ludzie (dosłownie) usychają z pragnienia i zamiast kupować kolejnego browarka rzucili te pieniądze do puszki. Wręcz przeciwnie potrzebę niesienia pomocy cierpiącym (bodajże w Biblii coś o tym pisano) uważam jak najbardziej za odruch naturalny, a że świat jest dzisiaj globalną wioską (pamiętamy o tym słynnym trzepocie skrzydeł motyla), toteż Darfur jest nam bliski jak nigdy dotąd. Zresztą filantropia jest nie tylko „przymusem” polskim, ale także naturalnym sposobem życia Amerykanów, którzy wolą (często z powodzeniem) prowadzić prywatne zbiórki na szczytne cele, zamiast obciążać państwo opieką społeczną, finansowaną, a jakże z ich podatków. Pisał o tym Guy Sorman w „mojej Ameryce” Czy oni też są nienaturalni i sztuczni?
Przyznaję otwarcie: Darfur obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ale nie ma to absolutnie nic wspólnego z patriotyzmem. Cenię szczerość red. Warzechy, ale mam wrażenie, że po tym tekście, to jedyne co u niego cenić ja mogę. Ale to jest pewny ostatnio często spotykany rodzaj postawy społecznej. Skoro red. Warzechy empatii nie nauczono w domu, w kościele, w środowisku w którym się rozwijał to tym bardziej ja go jej nie nauczę. Tylko warto pamiętać, że gdy przyjdzie na Pana Panie redaktorze czas, a jak śpiewało De mono „a przyjdzie czas na Ciebie”, nie proś o pomoc, a już z pewnością nie tych z Darfuru. Ale nie ma co straszyć jak pokazało życie, każdy prawicowiec zawsze i wszędzie da sobie radę, a przytułkach siedzą tylko lewacy.
Dalej pisze red. Warzecha Bo o ile taki mam stosunek do Darfuru, to inny miałbym prawdopodobnie, gdyby jakaś tragedia wydarzyła się w Niemczech, na Łotwie czy w Irlandii.No nie jestem pewien, to pomoc dla Niemców nie byłaby już przymusem? Czyżby Pan Warzecha był jakimś masochistą, ta przemoc przyjemna, a tamta skądże znowu. Co do tej tragedii w Europie to też nie byłbym taki pewny, bo gdy Simon Moll świadomie zarażał Polki, to red. Warzecha grzmiał i winą obarczał… Gazetę Wyborczą, za to, że promuje walkę z rasizmem (choć promuje też antykoncepcję). Gdy zaś jakiś szalony Brytyjczyk zarażał dziesiątki Angielek, to gromów już żadnych nie było, nie było nawet żadnego postu. A przecież ta sprawa to też tragedia i też była obecna na polskich portalach internetowych. Zresztą gdy jakaś Polka robiła dokładnie to samo co ci dwaj wymienieni to red. Warzecha też się na blogu. Widać troska o ludzkie życie jest dla Pana dziennikarza raczej orężem do walenia po głowie Wyborczej. Taki chwytliwy (za serce) argument w ideologicznej walce o zastany ład społeczny.
Redaktor Warzecha tak tłumaczy swój wybór Dlaczego? Bo to jest moja realna wspólnota - Europa. Czy zdaniem Żuradzkiego poczucie wspólnoty w ramach Europy też jest złe?Akurat ta realna wspólnota więcej potrafi Polsce sprawić więcej kłopotów niż ludzkie szkielety w Darfurze. Zwłaszcza Niemcy, których tragedia prawdopodobnie przejęłaby Pana Reaktora. Ale to tak na marginesie. Warto jedna zwrócić uwagę na kolejne wartościowanie życia, które zasługuje na uwagę tylko dlatego, że to życie jest stąd, z naszej Europy.
A na pytanie jakie Żuradzkiemu zadaje red. Warzecha, śmiało odpowiem tak, taki europejski patriotyzm jest rzeczywiście jak…rasizm.

Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email:
gamaj@onet.eu
About Ferenc Puskas: I was with (Bobby) Charlton, (Denis) Law and Puskás, we were coaching in a football academy in Australia. The youngsters we were coaching did not respect him including making fun of his weight and age...We decided to let the guys challenge a coach to hit the crossbar 10 times in a row, obviously they picked the old fat one. Law asked the kids how many they thought the old fat coach would get out of ten. Most said less than five. Best said ten. The old fat coach stepped up and hit nine in a row. For the tenth shot he scooped the ball in the air, bounced it off both shoulders and his head, then flicked it over with his heel and cannoned the ball off the crossbar on the volley. They all stood in silence then one kid asked who he was, I replied, "To you, his name is Mr. Puskás". George Best
His chosen comrades thought at school He must grow a famous man; He thought the same and lived by rule, All his twenties crammed with toil; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' Everything he wrote was read, After certain years he won Sufficient money for his need, Friends that have been friends indeed; 'What then?' sang Plato's ghost. 'What then?' All his happier dreams came true - A small old house, wife, daughter, son, Grounds where plum and cabbage grew, poets and Wits about him drew; 'What then.?' sang Plato's ghost. 'What then?' The work is done,' grown old he thought, 'According to my boyish plan; Let the fools rage, I swerved in naught, Something to perfection brought'; But louder sang that ghost, 'What then?' “What then”” William Butler Yeats
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka