Fakty sa nieubłagane Tusk przegrał kolejną potyczkę, a premier kolejny raz go ubiegł. Bo trudno wyobrazić sobie aby Donald Tusk potrafił przeciwstawić polityka tego samego kalibru, jakim jest piskowi kandydat do sejmu poseł Ryszard Bender. No bo niby kogo? Przetransferuje Geremka?
W przeciwieństwie do ulubieńca salonów Drogiego Bronisława Pan Ryszard przez lata był opoką polskiej myśli narodowościowej i to właśnie dzięki takim jak on jesteśmy dziś tam gdzie jesteśmy. Niektórzy co prawda twierdzą, że gdybyśmy uważniej słuchali Pana profesora, to dziś jego ukochane radio nie otrzymałoby tych kilkunastu milionów euro z Unii Jewropejskiej, ale tym skrytożercym szydercom mówimy stanowczo nie.
Pan Ryszard nie to co drogi Bronisław, konszachtami z partią w życiu się nie splamił. Owszem gdy komuch Stanisław Stomma tchórzliwie nie podniósł ręki za głosowaniem nad nowelą konstytucyjną, uznającą PZPR za przewodnią siłę społeczeństwa polskiego, to Pan Ryszard ochoczo na miejsce usuniętego tchórza wstąpić raczył.
Bo trzeba wiedzieć, że prof. Bender taki tchórzliwy nie jest i te kilkadziesiąt lat temu rękę na Wiejskiej zawsze podnosił.
W tym czasie tj. roku 1976 drogi Bronisława już w partii nie był, bo rzucił legitymację, ale mu już dobrze wiemy, że z PZPR tak jak z orkiestrą WOŚP gra się do końca świata i o jeden dzień dłużej. Bo jest oczywiste, że aby być członkiem partii trzeba było się Geremkowi wysługiwać Sb-ecji., choć ponoć SB miała zakaz werbowanie członków partii. Aby zaś być posłem w PRL żadnej rekrutacji przejść zapewne nie trzeba było, w końcu czymże jest poseł na Sejm wobec II sekretarz POP na Uniwersytecie Warszawskim.
Obaj Panowie na potwierdzenie swych słów mają swoje teczki, ale jak mawia klasyk Ziemkiewicz, teczkę to miał nawet Gomułka, więc to akurat o niczym nie świadczy. Swoją walkę o Polskę Pan Ryszard prowadził zawsze z otwartą przyłbicą i do samego końca. Lata 80-te były dla niego trudne, ale siła woli i wola Boża rzecz jasna pozwoliła mu kroczyć ścieżką patriotyzmu. W pamiętnym 1985 r. gdy rok wcześniej Sb-ecja skatowała Antoniego Mężydłę (od tygodnia zaliczonego w poczet odwiecznych zdrajców), a dwa lata wcześniej drogiego Bronisława, bądź co bądź, ale jednak (zapewne przez pomyłkę) internowali, Pan Ryszard postanowił kontynuować swą poselską karierę. Niestety zarówno dla niego jak i dla wysuszonego kolaboracją kraju bezskutecznie.
Dziś staje przed nami wiekowy już człowiek, który całe swoje życie poświęcił Polsce. Staje przed nami wybitny polityk i jeszcze bardziej wybitny historyk. O ile bowiem taki Bronisław pisał coś o alfonsach i prostytutkach (co jest hańbą polskiej nauki), o tyle Pan Ryszard błysnął myślą, że Żydzi i Cyganie w Oświęcimskim obozie pracy nie zawsze byli niszczeni ciężką pracą a i ta praca nie zawsze była ciężka. I to właśnie odkrycie stawia go w panteonie polskiej myśli narodowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)