Mamy za dużo wolności Wolność, owszem jest rzeczą pożądaną, ba dążenie do wolność było jednym z fundamentów pokojowej rewolucji roku 2005 r., kiedy to ostatecznie przekreśliliśmy jałtańsko-michnikowy porządek świata, ale jak mówi znane przysłowie co za dużo to nie zdrowo.
O pseudowolności dla pederastów czy lewaków nie ma co wspominać, pierwsi powinni ze swym dewianctwem chować się po kątach (najlepiej w Bostonie), a drudzy z uśmiechem pozować na strzelnicach. Cywilizacja łacińska w głównej mierze opiera się bowiem na heteroseksualnej prawicy uzbrojonej w maczety, nawet gdy jej słynni starożytni przedstawiciele jak Juliusz Cezar, czasami trochę w preferencjach seksualnych błądzili.
Ale nie tylko pederaści mają wolności za dużo. Nie wiedzieć czemu w III RP przyznano lekarzom skandaliczny przywilej wypowiadania umów o pracę. A tymczasem tuż przed koszmarnym rokiem 89, wolność ta słusznie i co najważniejsze skutecznie była ograniczana przez ingerencję solidarnej (z pacjentami) Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zwanej państwem dla zwykłych ludzi. Odejście od łóżek pacjenta z dajmy na to trzymiesięcznym wypowiedzeniem, nie mówiąc już o strajku, traktowane było jako warcholstwo, a czytelnicy ówczesnej Gazety Polskiej grzmieli w listach do redakcji o terroryzmie wykształciuchów w białych kitlach. I tylko rozsądna ręką gen. Jaruzelskiego pozwoliła wziąć lekarzy ( i nie tylko) w kamasze i w ten sposób uratować schorowany Naród.
Zbyt dużo wolności mają też u nas artyści. Oto Andrzej Wajda śmie pisać list do Pana prezydenta, a aktorka Maja Komorowska wycofuje się z uroczystości czytania nazwisk żołnierzy zamordowanych w Katyniu. Mówi, że to niby za namową rodzin Katyńskich, ale trudno w taką propagandę uwierzyć. W końcu po pierwsze niby skąd ma znać takie rodziny, po drugie nie ujawniła jeszcze swojej teczki z IPN, a po trzecie to chyba do jej wnuków sms -ował minister Polaczek, nawołując, aby schowali jej dowód. Zresztą Maja Komorowska i Andrzej Wajda zawsze kojarzyli nam się ze środowiskiem Ubekistanu, i nie tylko dlatego, że nam się tak każdy kojarzy.
Wreszcie dziwnej wolności do tzw. prywatności domagają się niektórzy Polacy, w tym dziennikarze, choć akurat ich narodowość może budzić pewne zastrzeżenia. I tak tylko z powodu medialnej nagonki oraz zapewne strachu przed karą śmierci, swego czasu odrzucono projekt aby zaledwie przez 5 lat przechowywano nasze smsy. Dziś z kolei niektórzy powątpiewają w to aby CBA miała dostęp do naszych danych z ZUS-u. Tymczasem łatwo zauważyć, że boją się głownie ci, którzy mają coś na sumieniu, bo jak słusznie mawiają słynni Polacy Panowie Dzierżyński i Ziobro „Kto jest bez winy nie musi się bać”.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)