Dominacja Gazety Wyborczej powoli zbliża się do punktu krytycznego skoro dziś czyta się ją w ramach pokuty. Ja co prawda po tym jak z kolegą Lubelskim i Bazakiem idziemy poczytać Gościa Niedzielnego tudzież leżąc krzyżem lubujemy się w Teologii Politycznej, pokutować już nie muszę, trudno bowiem o karę bardziej surową. Ale filozof Michał Szułdrzyński musiał bardzo zgrzeszyć myślą, mową lub zaniedbaniem (zbyt mało pochlebny dla PiS?) gdyż takowa pokuta została mu zadana.
Paradoksalnie jednak mimo masochistycznej wręcz dominacji Agory, trudno dziś w sieci znaleźć jakikolwiek tekst, choćby Adama Michnika, bo jak słusznie konstatuje Pan filozof „Adamem Michnikiem nikt się już nie przejmuje”
Z tego też powodu jeden z poczytnych felietonistów nazwał swój blog Między Szułdrzyńskim a Sierakowskim, a jego brat bliźniak napisał nawet książkę Szułdrzyńszczyzna. Zapis tryumfu rozumu. I jak widać nie ma ani słowa o Michniku.
Mało tego próżno nawet szukać jakichkolwiek salonowych uwag krytycznych wobec Michnika, wszak Pan Adam to nie Platon, a tego w to nie wierzy ostatecznie powinien przekonać nawet brak Tagu „Michnik” w salonie 24.
O ile o Michniku pisze się mało, nawet Łysiak o nim nie wspomina (a on wspomina o wszystkich) o tyle, na salonach często wspomina się Szułdrzyńskiego. Nie raz nie dwa, bywało nawet tak, że Pan Adam musiał posunąć się w swojej gazecie o kilka akapitów, gdyż Wyborcza cudem wyszarpała od wydawcy Nowego Państwa cudnej urody esej Pana Michała. W ostatniej zaś ankiecie wśród czytelników Wyborczej, Pan filozof wprost zdeklasował rywali po piórze, a jeden ze stałych prenumeratorów poprosił nawet by Pan Michał redagował także kolumnę sportową, bo tak często chce go czytać.
I trudno się temu dziwić wystarczy tylko posłuchać jak na dźwięk nazwiska Szułdrzyński reagują intelektualne salony warszawsko-krakowskie, o europejskich nie wspominając.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)