Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie brzmi stare polskie przysłowie i który to już raz ta znana mądrość ludowa sprawdza nam się po raz kolejny.
Nie przypadkiem więc jak podaje onet.pl kontrolowana przez Kreml rosyjska Niezawisimaja Gazieta chwali Pana premiera. „Premier realizuje mądrą strategię polityczną” i „choć nie ma prawa jazdy, jednak wie jak utrzymać się za kierownicą Polski” to tylko niektóre ze słusznych komplementów jakimi rosyjscy dziennikarze obdarzyli Jarosława Kaczyńskiego. Jest więc Pan premier stawiany na równi z takimi umysłami wschodniej myśli demokratycznej jak Aleksander Łukaszenko, Saparmurat Turkmenbasza, Nursułtan Nazarbajew, a nawet sam Wladimir Putin.
I trudno się temu dziwić, choć warto przypomnieć, że droga ku tym zaszczytom była kręta niczym sławetny 13 grudnia 1981r. dla Pana premiera. Złośliwi mogą powiedzieć, że tylko podobieństwo fizyczne do Wladimira Putina, takie same nienaganne maniery czy znajomość wielu języków obcych mogą przemawiać za tym podobieństwem. Tymczasem obaj Panowie kochają zwierzęta (ludzi już mniej), rozumieją potrzeby armii, są genetycznym patriotami i tylko dla nich rząd kupuje specjalną sztuczną trawę. Obaj lubują się też w tematach służb specjalnych.
Te europejskie kontakty na najwyższym szczeblu muszą widać budzić zawiść w osamotnionej Platformie skoro miotający się Tusk wrzuca kamyczek niezgody do tego ogródka i Pana premiera nazywa Jerzym Urbanem. Zapewne Pan Tusk naiwnie myślał, że w ten sposób jakąś grą skojarzeń powiąże Pana premiera z dawnym postkomunistycznym układem, a być może nawet chamsko obrazi naszego wschodniego brata. Ale na szczęście Pan premier już dawno przewidział ten ruch i dlatego na listy partyjne przyjął całe stada postkomunistów i w ten sposób kolejny raz koncertowo ograł amatora Tuska.
Skoro jesteśmy już przy opozycji, to w Polsce tak samo jak w Rosji opozycja (dla stołków!) rzuca naszym przywódcą wciąż nowe kłody pod nogi. Często nawet jest to sama tłuszcza spod znaku europejskich liberałów, która otumaniona nienawiścią i gardząca religią swych ojców, szkaluje Naród w zagranicznych gazetach, kwalifikując się tym samym do golenia głowy albo chociażby kary śmierci.
Na szczęście obaj przywódcy wbrew nieustannej nagonce łże mediów kochani są przez Naród, który girlandami kwiatów wita ich szczególnie często przed każdymi wyborami. Zarówno Pan Putin jak i Pan Kaczyński jak na prawdziwych przyjaciół przystało pielęgnują swą przyjaźń. Wszyscy byliśmy świadkami jak podczas debaty Pan premier ubolewał i wypominał Panu Kwaśniewskiemu, że Pan Wladimir tak rzadko u nas bywał.
Obaj widzą, też zagrożenie tam gdzie jest ono największe, czyli w poprawnościowym dyktacie Europy, która kierując się fanaberiami w stylu praw człowieka, chce zgiąć dumny kark dzielnego homo sovieticus. Zachodnia Europa to faszyzm nie raz, nie dwa trafnie pisały rosyjskie gazety. I tym właśnie tropem poszedł skromny polski ksiądz Marek Garncarczyk, który po mozolnym śledztwie wykrył w Trybunale Sprawiedliwości nie tylko komórkę NSDAP, ale także spisek okulistów-ateistów, którzy wyżej cenią kilka dioptrii niż Pismo Św.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)