Janusz Korwin Mikke to ma w życiu szczęście. Nie tylko dlatego, że ma najlepszy program partyjny na świecie i najbardziej kulturalnych zwolenników (parz prawy koliber).
Otóż kilka lat temu Pan Janusz jadąc samochodem po prostej polskiej drodze (niestety niesprywatyzowanej) nadział się na nóż. Nóż był wewnątrz samochodu (czyżby razwiedka?) i Pan Janusz pokonując kolejny zakręt na socjalistycznych bezdrożach naszego bantustanu trafił w niego swym konserwatywno-liberalnym brzuchem. Z jednej strony Pan Janusz miał szczęście gdyż nic mu się nie stało (sam bohatersko dotarł do szpitala, nie wiadomo czy prywatnego), ale z drugiej strony miał pecha. Otóż gdyby jednak Pan Janusz trafił się głębiej, to chociaż przez chwilę mógłby zacząć podziwiać świat z pozycji siedzącej.
Co prawda Pan Janusz nie jest już dzieckiem (choć niektórzy w to wątpią) i nie chodziłby do klasy tylko dla „dzieci ręcznie zmotoryzowanych”, ale za to czekały by go inne przygody.I tak przykładowo Pan Janusz przestałby być zapraszany na debaty, bo zgodnie z poglądami Pana Janusza nie widzę powodów dlaczego osoba na wózku miałaby debatować z osobami w pełni sprawnymi. Skoro nie mogą razem czytać o Ali i Asie , to co dopiero rozmawiać o podatkach. Pan Janusz nie byłby też zapraszany na żadne marsze (choćby przeciwko Unii) gdyż niby z jakiej racji, mamy maszerować w takim tempie, aby Janusz ze swym wózkiem nadążał. Przecież to tak jak lekcja Wu-fu, o której ostatnio debatował Pan Janusz we Wrześni. Być może nawet dla Januszopodbnych utworzono by odrębną listę, bo trudno aby o głosy rywalizowali ci na wózku i ci bez skoro nie mogą nawet chodzić do jednej klasy.
Na koniec zaś po wielu działaniach które odseparowały by innych, ale oczywiście nie gorszych siedzących od stojących, warto by się jeszcze zastanowić, czy aby wspólne przebywanie obok osoby niepełnosprawnej (np. w windzie) nie jest lewacką modą integracyjną i czy niepełnosprawni na wózkach nie powinni być na swój koszt spuszczani dźwigiem (w szklanych kulach rzecz jasna) na ulicę, tak aby zdrowych Januszów (i ich dzieci) nie razić swoją ułomnością.
Pomysłów jest multum, jak tylko Pan Janusz dojdzie do władzy, to zapewne zasypie nas swoimi planami. Niestety ponieważ wszelkie ustawy UPR mają wchodzić w życie dopiero po 6 latach od ich uchwalenia to nasze zdrowe dzieci przez te 6 katorżniczych lat narażone będą na dyskomfort przebywania z tymi, z którymi nie da się pograć na WF-ie
P.S. Zapraszam wszystkich do przeczytania w najnowszym numerze Polityki artkułu "Blogi, blagi, bluzgi". Jeden bystry bloger jest tam cytowany;)



Komentarze
Pokaż komentarze (75)