Nie wiem czy to przeważy szalę wyborczą, ale młodzi wyborcy z dużych miast mają teraz nie lada zagwozdkę. Otóż okazuje się, że dotychczasowa propaganda wrogów Polski, jakoby pan prezydent był sztywniakiem jest niczym innym jak jawnym oszczerstwem. Kancelaria Pana prezydenta zamówiła bowiem do swojej apteki viagrę, prezerwatywy oraz 190 testów ciążowych. Jeżeli dodamy do tego 1 kg kokainy znalezionej u prezydenckiego dilera i wódę za bagatela 80 tys złoty, to możemy sobie już jasno powiedzieć - Pan prezydent też potrafi się bawić.
I okazało się, że Pan prezydent nie jest, tak jak chcieli wykształciuchy, sztywny niczym pal Azji (chyba, że przez przypadek wziął viagrę) lecz doskonale zrozumał, że Pan minister Kamiński też po pracy musi trochę odpocząć. W końcu skoro pracuje po godzinach przy spotach Prawa i Sprawiedliwości, to później musi sobie odreagować pudrując nosek w towarzystwie tzw. króliczków z toruńskiej szkoły ojca Dyrektora. I stąd te prezerwatywy i koks.
Ponadto każdy, kto choć trochę interesuje się polityką powinien zrozumieć, że negocjacje z komunistami z LIDu nie mogą się odbyć bez testów ciążowych, wszak skoro z tego związku musi urodzić się koalicja, to trzeba być pewnym. Być może właśnie dlatego zamówiono ową viagre, gdyż nie oszukujmy się Pan prezydent, aż tak politycznie Aleksandra Kwaśniewskiego nie kocha i to wówczas właśnie błękitna tabletka będzie jak znalazł.
Zwolennicy teorii spiskowej twierdzić mogą również, że to sprawka Nellky Rokity, która od czasu słynnego wystąpienia anty-proaborcyjnego, rozbija PiS od środka i teraz rzutem na taśmę postanowiła zawalczyć kartą rozbrykanego impotenta. Wszelkie tropy prowadzą jednak do Pierwszej damy, gdyż biorąc pod uwage jak jej zdolności intelektualne ocenia szwagier i przyjaciel domu ojciec Tadeusz, tylko ona mogła kupić jednocześnie viagrę, prezerwatywę i test ciążowy.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)