Niespełna dobę po moralnym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, bolszewizm Platformy Obywatelskiej już pokazał swe zdradzieckie oblicze. Widać Pan premier miał rację, twierdząc, że Donald Tusk ma kły zamiast zębów i jak sugerował Pan Kurski nie są to bynajmniej kły polskie.
W swoich ocenach staram się być obiektywny i wyważony, więc podobnie jak bloger platos sugeruję, że PO wygrało dzięki najgorszym mendom i dresiarzom. Ale w najgorszych koszmarach nie wierzyłem to, że po latach niebiańskich Pana premiera w Polsce narodzi się faszyzmokomunoplatformizm dla niepoznaki zwany Donaldizmem.
Oto bowiem prywatny właściciel Axel Springer zgodnie z przysługującym mu uprawnieniem właścicielskim, rozpoczął z Tomaszem Lisem rozmowy w sprawie obsadzenia go na stanowisku redaktora naczelnego „Dziennika”. Wiele w swym życiu widziałem bolszewickich chwytów, ale zezwalanie właścicielowi na swobodne obsadzanie naczelnego gazety, przejdzie do historii jako współczesna noc św. Bartłomieja, tudzież noc kryształowa, a być może nawet, o zgrozo, jako siostra zbrodni stulecia czyli Nocna Zmiana 2.
Teraz jedyne co się ostanie (pewnie na moment) przed Tuska wendetą, to niezależna Rzeczpospolita, która dziś całkowicie przypadkiem na pierwszej stronie swego portalu umieściła wiadomość o tym, że Erica Steinbach cieszy się, ze zwycięstwa Pana Donalda. Niestety nie mogliśmy się dowiedzieć, co na ten temat sądzi Konrad Adenauer i Adolf Hitler, ale to być może dlatego, że research w tej niezależnej gazecie nadal nie jest najwyższych lotów i reporterom trudno było owych Panów znaleźć i do wywiadu namówić.
Wydaje się więc, że skoro swobodne mianowanie przez prywatnych właścicieli, redaktorów naczelnych ich gazet jest działalnością co najmniej przeciwko wolności mediów, a z kolei takie samo mianowanie przez rząd jest jeszcze bardziej brunatną zagrywką, nie pozostaje nic innego, jak zostawić to zajęcie posłom obecnej opozycji, którzy jak wiadomo w merytoryczno etycznych nominacjach skutecznie się przez ostanie dwa lata rozsmakowali.
Na szczęście ogrom tuskowego niebezpieczeństwa nie grozi tygodnikowi Wprost, która już wczoraj wieczorem znalazła kolejnego człowieka roku, a być może nawet laureata nagrody Kisiela. Podobnie o farcie, choć w stosunku do innego, lepszego kandydata, może mówić Gazeta Polska, w której Pan premier jest de facto człowiek roku, miesiąca, dnia i godziny niemal bez przerwy, chyba, że akurat zapragnie nim być Pan prezydent.
Pech natomiast dopadł redakcję „Życia Warszawy”, która jako, że po poprzednich wyborach na człowieka roku wybrała matkę Panów Kaczyńskich, teraz analogicznie powinna uhonorować przodków Donalda Tuska. Ale, że zdaniem niewykształciuchowych czytelników gazety, przodkowie ci mogą okazać się co najmniej trefni, tytuł przypadnie więc najpewniej ukochanej córce Donalda, niejakiej Kasi Tusk



Komentarze
Pokaż komentarze (21)