A jednak okazało się, że to nie tylko „Fakty i Mity” przesądziły o minimalnej przegranej Prawa i Sprawiedliwości. Jak powiedział bowiem Pan premier, do porażki przyczyniła się także TVP, której akcja „Idź na wybory – zmień Polskę”, była de facto nawoływaniem do zmiany obecnego rządu. Fakt, ten dodał Pan premier jest dowodem na to, że PiS nie podporządkował sobie telewizji publicznej.
I rzeczywiście gdyby TVP pod rządami niezależnych prezesów Wildsteina czy Urbańskiego, nawoływał choćby do akcji „Idź na wybory - ale niczego nie zmieniaj, bo Polska jest fantastycznie rządzona” to można by mówić o pewnym obiektywizmie, a tak TVP kolejny raz okazała się nieprzychylna Panu premierowi.
Kłód jakie rzucane były pod nogi braciom Kaczyńskim było zresztą znacznie więcej i tylko kompletnie zaślepiony zwolennik tzw. ciamciaramci, mógł tej ewidentnej antyrządowej stronniczości TVP nie widzieć. Weźmy choćby pokazanie na żywo konferencji szefa CBA w czasie emisji popularnego „Klanu”. Przecież oczywiste jest, że cała akcja miał na celu skompromitowanie osoby szefa CBA i podjudzanie starszej wiekiem widowni Klanu, która oglądając Pana Kamińskiego była po prostu wściekła za to, że nie mogła posłuchać jak telewizyjny Pan Rysio kolejny raz prosi dzieci, żeby umyły rączki. Podobna granda miała miejsce przy telewizyjnej publicystyce, gdzie do studia zapraszano tylko Panów Kuchcińskich, Gosiewskich, Tchórzewskich i Panią Szczypińską, zamiast całej masy polityków PiS z tytułami naukowymi i nie rzadko uznanymi na świcie osiągnięciami (choćby profesorowie Bender, czy Iwo Cyprian Pogonowski). O zapraszaniu lewaków do studia nawet nie warto wspominać, aż dziw bierze, że zezwolono im na jakiekolwiek komentarze w tej świątyni pluralizmu, za jaką od lat uchodzi telewizja publiczna.
Za apogeum stronniczości można z pewnością uznać program Misja Specjalna, gdzie autorzy bezczelnie zajmowali się lustracją, akurat wtedy gdy Prawo i Sprawiedliwość miało przejściowe kłopoty z Trybunałem i ustaleniem kogo, gdzie, kiedy, jak, po co i dlaczego lustrować. Przysłowiową „kropką nad i” był zaś wieczór wyborczy, gdzie po ogłoszeniu wyników jako pierwszy pokazany był Donald Tusk, a przecież wszyscy wiemy, że jest to zaledwie szeregowy poseł, podczas gdy w ekskluzywnym hotelu Hyatt na swoją kolej czekał Pan Premier z całą Radą Ministrów!
I choć naprawdę trudno w to uwierzyć, to nawet wszystko to blednie przy tym z jaką bezczelnością Platforma Obywatelska postanowiła przejąć władzę w Polsce. Okazuje się bowiem, że Pan Tusk z kolegami chce wedle własnej woli obsadzać ministrów swojego rządu. Widać manipulacje przy TVP to dla chciwej Platformy za mało.
Jak słusznie powiedział Pan Wassermann w sprawie obsady MON „powinna nastąpić wymiana argumentów i Donald Tusk powinien ustąpić”. I trudno o bardziej trafny komentarz do całej sprawy, wszak nie po to mamy Pana prezydenta, żeby jakiś rząd sprawował w Polsce władzę wedle jakiegoś własnego widzi mi się. Zresztą wystarczy wczytać się w tekst konstytucji, z którego wprost wynika, że głową Państwa jest Pan prezydent, więc chyba oczywiste jest, że to on powinien de facto decydować kto jest premierem, ministrem, szefem TVP czy redaktorem naczelnym Dziennika.
Inaczej bowiem sprowadzamy funkcję Pana prezydenta do czystej iluzji, a przecież gdyby tak było, to Lech Kaczyński w życiu by na prezydenta Polski nie kandydował, zadawalając się nieskończonymi reelekcjami swej prezydentury w Warszawie. Wszak każde kolejne wybory w stolicy tylko utwierdzają go w przekonaniu, jak bardzo jej mieszkańcy, są mu wdzięczni za to, co dla nich zrobił.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)