Pod poprzednim postem, w którym stwierdziłem, że kataryna w sprawie KGHM nakłamała, parę osób ze znanym sobie wdziękiem oceniło, że powinienem ją przeprosić, bo kataryna ma rację. Warto więc sprawę wyjaśnić.
Spór polega na tym, że ja uważam, iż skoro Skarb Państwa ma mniejszościowy udział w spółce akcyjnej KGHM, to owa spóła nie może być uznany za firmę państwową, tak jak państwowa nie jest gazeta Rzeczpospolita, mimo iż Skarb Państwa ma w niej aż 49% udziałów.
Przy okazji bloger Jacek Michał wskazał, że KGHM wcześniej zbyła ponad 10% akcji, co daje im ponad owe 50% , kluczowe z punktu kwalifikowania spółki wedle kryteriów właścicielskich. Rzeczywiście, nie wziąłem tego pod uwagę za co przepraszam, ale na szczęście w sukurs przyszedł mi Pan Grzegorz Zalewski, który poinformował dyskutantów, że 2,6 % akcji KGHM ( z tych 10%, o których pisał Jacek Michał ) jest już dawno sprzedane.
Zakładając, że owe 2,6 % sprzedane zostały inwestorowi prywatnemu, wychodzi na to, że Skarb Państwa ma prawie, ale jednak tylko prawie 50% akcji. Ale to tylko założenie więc, ani ja nie mogę katarynie udowodnić kłamstwa (więc przepraszam) ani ona nie może przekonująco pisać o firmie prywatnej.
Tyle w sprawie sporów definicyjnych. Oczywiście rację mają ci spośród czytelników, którzy twierdzą, że wobec ogromnego rozproszenia niepaństwowych akcji KGHM (nikt nie ma powyżej 5%) Skarb Państwa poprzez obsadzenie zarządu, rady nadzorczej i siłę głosu na Walnym Zgromadzeniu może de facto swobodnie decydować o działalności spółki.
Wszystko to prawda, tylko jest parę „ale”. Po pierwsze sprzedaż spółki przynoszącej zysk (a taką jest rzeczony szpital) jest skomplikowaną operacją logistyczną, której nijak nie da się zamieść pod dywan. KGHM jest transparentną spółką akcyjną, więc jej poczynania są obserwowane przez inwestorów i jej akcjonariuszy. Po drugie wymagałoby to długiej i mozolnej procedury, a po trzecie wreszcie każdy kto zna siłę związków zawodowych (obecnie załoga ma 3 przedstawicieli w radzie nadzorczej) i ich chęć do prywatnej służby zdrowia, wie jak wielki opór mógłby napotkać zarząd (co mogłoby negatywnie wpłynąć na bieżący kurs spółki).
Sprzedanie szpitala jest możliwe (choć moim zdaniem utrudnione) i tu kataryna ma rację, więc jeżeli w tym przypadku zarówno ona jaki i inni czytelnicy, poczuli się urażeni moją sugestią o kłamstwach kataryny- to przepraszam.
Ale idźmy dalej
Na sławnych taśmach posłanki Sawickiej, bohaterka mówi, o tym że „biznes na służbie zdrowia będzie robiony”, ale czeka „na ustawę Religi” a potem „sprywatyzuje szpital przy KGHM”
Jeżeli więc zestawimy te trzy wypowiedzi to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że układają się w pewną logiczną całość. Oto minister Religa napisał pewnie nieświadomie ustawę dzięki której można prywatyzować szpitale i kręcić lody ( fakt ten kompletnie przemilczany przez sympatyków PiS), Sawicka na tą ustawę czeka, a potem kreci lody, prywatyzując KGHM.
Z tym, że Religa nie jest ministrem Skarbu i mówiąc w pewnym uproszczeniu, cokolwiek uchwali nie będzie dotyczyło szpitala w formie spółki akcyjnej, który jeżeli chodzi o wydawanie wiążących decyzji w żadnym zakresie nie podlega Ministerstwu Zdrowia. Jak bowiem wskazano wyżej szpital KGHM nawet nie jest w pełni państwowy Religa nie ma w nim nic do powiedzenia bo spółka ta regulowana jest odrębnym reżimem prawnym kodeksu spółek handlowych, statutu KGHM i decyzji Ministra Skarbu. W tym sensie szpital jest więc prywatny, czy może raczej podlega pod prawo prywatne, a nie pod prywatyzacyjne ustawy i rozporządzenia ministra Zdrowia.
Gdyby więc Sawicka chciała sprzedać KGHM nie musiała by czekać na żadną ustawę Religi, tylko powinna była powiedzieć, że załatwi to ze Skarbem Państwa i to od ministra z tego resortu zależy czy będzie biznes na służbie zdrowia robiony.
Stąd z całą świadomością używa terminu „prywatyzacja”, zamiast „sprzedaż”, bo ona jest święcie przekonana, że ten szpital przy KGHM to jakiś publiczny ZOZ i do tego właśnie potrzebuje tej ustawy Religi.
Ale ja i tak POczekam na komisję



Komentarze
Pokaż komentarze (15)