Nie minął nawet tydzień od wyborów parlamentarnych, a już sympatycy Prawa i Sprawiedliwości rzucili w kąt idee IV RP i nawet tu w salonie, głośno zaczęli oczekiwać nowej Irlandii. Taki błyskawiczny mentalny transfer musi budzić ogromne zdziwienie, wszak wyborcy PiS na szczęście nie są już przecież najmłodsi i zamiast blachary Dody, słuchają np. Andrzeja Rosiewicza.
Za autora tego umysłowego blitzkriegu bezsprzecznie uznać należy Donalda Tuska, który zapewne wymyślił to chwytliwe hasło w przerwie między telefonem do Eriki Steinbach, a sprzedawaniem Gdańska Gunterowi Grasowi. I nie byłoby chyba przesadą nazwać tą zmianę prawdziwym cudem, bo zaiste zmusić wyborcę PiS do oczekiwania na Irlandię, zamiast na lustrację z IPN, albo chociażby na sąd ostateczny, jest zdarzeniem prawdziwe cudownym.
Zresztą cudów takich było o niebo więcej. Oto w Warszawie pojawiły się bilbordy z napisami „Polska na dobrej drodze”, której autorem jest Prawo i Sprawiedliwość. Ten cud przemiany, obiektywizmu i prawdziwej klasy w przyjmowaniu porażki, musi budzić najwyższy szacunek.
Co prawda trzeźwi reporterzy z „Dziennika”, wskazują, że bilbordy o takiej treści, PiS wykupił jeszcze przed wyborami, ale przecież w wywiadzie dla Rzepy, Pan Premier wyraźnie powiedział, że „Tych wyborów i tak byśmy nie wygrali” Tak więc niesłychanie (wręcz cudownie) kulturalna kampania Donalda Tuska, jeszcze przed głosowaniem zaowocowała cudowną przeminą u Pana premiera, który już zawczasu chciał powiedzieć rodakom, że od teraz Polska pod rządami PO jest … na dobrej drodze.
Cudem laryngologii nazwać można z kolei ciszę jaką dobiega z pałacu prezydenckiego. Nie wiemy dlaczego Pan prezydent zaniemówił, choć fakt, że diler narkotykowy z prezydenckiej kancelarii, postanowił ową kancelarię za nielegalne zwolnienie z pracy zaskarżyć, raczej optymistycznie nastrajać nie może.
Być może jednak Pan prezydent uczy się śpiewu i tańca (byłby to cud artystyczny), gdyż jak dał do zrozumienia Pan premier, jego brat pojawi się na obradach komisji śledczej tylko Jeżeli będzie gwarancja, że prezydent zostanie potraktowany tak jak powinien. Tymczasem był już jeden prezydent, którego nie chcieli godnie potraktować, więc ten odgrażał się, że może nawet zatańczyć im i zaśpiewać. Kto wie, być może więc i tym razem poziom chamstwa Platformy doprowadzi, że tym razem z ust innego Kaczyńskiego jeszcze raz usłyszymy nieśmiertelne „Z Ziemi polskiej do Wolski”.
Prokuratorsko-gastrologicznym cudem jest zaś z pewnością brak zawiadomienia o przestępstwie przeciwko Francuzom, którzy ordynarnie śmieją z Donalda Tuska. O dziwo Donald Tusk nie dostał rozwolnienia, ani nie wysyła prokuratury do Francji w celu ujęcia sprawców, co bez wątpienia należy uznać, za brak szacunku Donalda do własnej osoby.
To tylko podręczna lista cudów, których oczywiście jest znacznie więcej. Można choćby wspomnieć o cudzie medycznym (Stanisław Łyżwiński jednak nie jest impotentem) czy cudzie marketingowym (Waldemar Pawlak reklamując Toyotę, po prostu zachwalał ekologię). Wreszcie last but not least nie da się nie zauważyć cudu historycznego, gdzie zgodnie ze słowami Pana premiera, jego polityczne związki z Andrzejem Urbańskim to jedynie polityczna współpraca w PC, która była incydentem z początku lat 90. Miłym i zakończonym przyjaźnie, ale już odległym.



Komentarze
Pokaż komentarze (76)