Pan prezydent nadal czuje się obrażony i mimo wielu ostrożnych zachęt ze strony rodaków, na razie nie zamierza się do nich odezwać. Niektórzy twierdzą nawet, że prezydent obraził się na Donalda Tuska, za to, że ten atakował go w czasie kampanii, ale ten powód wydaje się chyba, aż za nadto trywialny. Przecież to Pan Premier podczas pierwszej debaty, na pytanie Tuska o złe stosunki z Niemcami, odpowiedział, że te stosunki są dobre, bo i on i jego brat kilkakrotnie się z Panią Merkel widywali. Skoro więc zagraniczna wizyta Pana prezydenta jest zdaniem Pana premiera sukcesem rządowym, to trudno aby za to polityczne uwikłanie winić jedynie Donalda Tuska. A przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zarzuci Panu Prezydentowi braku konsekwencji, tudzież, o zgrozo, szacunku do swego brata.
Na co więc obrażony może być nasz Lech Kaczyński?
Zapewne zdenerwowały go ostatnie wieści z komendy policji, jakoby wolontariuszy Platformy przesłuchiwał policjant, który pracował w SB jedynie w randze podporucznika. Zostawić taką aferę komuś, kto na ochotnika, swego czasu bezskutecznie ratował Solidarność przed socjalistyczną kompromitacją, było grubym niedopatrzeniem. Wszak brat Pana prezydenta nie takie doświadczone prlowskie kadry ma w zanadrzu, żeby nie móc z nich w przeddzień wyborów skorzystać.
Zresztą to nie koniec złych wieści z resortu. Co prawda niewątpliwe raduje się Pan prezydent, że Pan minister Stasiak, przyspieszył wypłacanie urzędniczych nagród o cały miesiąc, przez co urzędnicy mogli iść do wyborów z pełnymi brzuchami i portfelami. Tylko dlaczego nagroda wyniosła średnio tylko 3 tysiące złotych? Dotychczasowa średnia to było bowiem jakieś 1 200 złotych, a przecież nikt nie powie, że IV RP jest tylko niespełna 3 razy lepsza od III. Wydaje się więc, że Pan Stasiak to obok TVP i Faktów i Mitów, kolejny który zawiódł, a kto wie, być może nawet był jednym z głównych sprawców wyborczej porażki.
Jedynie płk. Roman Polko dzielnie stoi na posterunku i jako doradca Pana prezydenta odważnie stwierdza, że z ministrem Sikorskim współpracowało mu się nie najlepiej. I być może to właśnie ten heroizm, pozwoli Panu prezydentowi na ostateczne uratowanie kontroli nad armią, przynajmniej według wykładni konstytucjonalisty Krzysztofa Putry.



Komentarze
Pokaż komentarze (48)