Po pierwsze w eliminacjach do Mistrzostw Świata i Europy gramy 7 lub 8 meczów u siebie. Tymczasem po Euro będziemy mieli w sumie 7 nowoczesnych stadionów (Wrocław, Poznań, Gdańsk, Kielce, Chorzów, Karków, warszawska Legia). Trudno więc będzie wytłumaczyć kibicom np. z Gdańska, że mimo tego iż mają nowoczesny Baltic Arena, to reprezentacja nigdy nie zagra tam w meczu o punkty, a oni będą musieli zawsze jeździć do Warszawy. Bo przecież w końcu nie po to budowano Stadion Narodowy żeby świecił pustkami. Sytuacja będzie wyglądała analogicznie do sytuacji gdy niebogaty klub kupuje drogiego zawodnika i musi on grać tylko dlatego, że drogo kosztował.
Po drugie koszt stadionu to kilka miliardów (wliczając w to wartość gruntów) i stadion ten nadal będzie generował koszty nie zyski, gdyż skoro na skutek Euro powstanie wiele nowych hoteli, to zwiększy się podaż na sale konferencyjne. A luksusowy hotel to jednak lepsze miejsce niż stadion na Pradze. Poza tym przez większość roku stadion będzie stał pusty.
Po trzecie budowa stadionu strasznie się przeciąga i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na czas. Wembley budowane przez fachowców, którzy stadiony budować umieją mało gigantyczne opóźnienia, a tymczasem architekt Borowski sam przyznaje: Robiłem już większe budowy niż ten stadion - choć stadionu nigdy - więc jeśli chodzi o logistykę, to nie ma obaw.
Po czwarte Euro w Polsce oceniane będzie na tle innych imprez organizowanych przez o wiele bogatsze kraje (Pekin, Londyn, Soczii) więc naszym stadionem , budowanym w tak krótkim czasie i tak nie mamy szans zadziwić świata, za to mamy dużą szansę zszokować go zapóźnieniami infrastruktury (choćby lotniska)
Po piąte Warszawa po Euro będzie miała trzy stadiony (Polonia, Legia i Narodowy) zamiast jednego, góra dwóch, a mimo wszystko miast ma też inne potrzeby niż tylko piłkarskie.
Po szóste w stadion Chorzowski, zwany nie bez kozery narodowym, zainwestowano miliony złotych, stadion po modernizacji, a zwłaszcza podwyższeniu trybun (teraz mecze trzeba oglądać niemal przez lornetkę) zapewne kosztowałby mniej niż nowy Narodowy, a dojazd ma znakomity. W przeciwnym razie będziemy mieli jednego giganta w Warszawie i drugiego w Chorzowie, którego nikt na Śląsku nie zburzy.
Po siódme dbajmy o naszą tradycję, szkoda zaorać czy patrzeć jak niszczeje świątynia polskiego futbolu, a pielęgnowanie historii chorzowskiego kotła, mogło by być tym czym możemy się pochwalić.
Po ósme mecz otwarcia pozwoliłby na aktywizowanie kolejnego polskiego miasta (Chorzów jest na liście rezerwowej), a przecież również o to chodzi w tej imprezie.
Po dziewiąte w Europie nie wszędzie są stadiony Narodowe, bo reprezentację z powodzeniem korzystają ze słynnych stadionów klubowych (Włochy, Hiszpania, Holandia, Portugalia).
Po dziesiąte Warszawa i tak miałaby Euro, bo na nowoczesnej Legii, wybudowanej za pieniądze ze sprzedaży nieruchomości na terenie Stadionu X lecia, odbyłby się mecz grupowy, a za resztę pieniędzy można by wreszcie wybudować choćby metro pod Wisłą



Komentarze
Pokaż komentarze (35)